Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W kilka godzin od jej uruchomienia napłynęło już ponad tysiąc donosów – pochwaliła się policja na swej stronie internetowej. Od czwartku obywatele Hongkongu mogą je wysyłać esemesami, pocztą elektroniczną lub przez popularny komunikator internetowy WeChat.

Zainteresowanie donoszeniem na sąsiadów było tak duże, że zaraz po starcie infolinia się zawiesiła. „Za wiele apeli. Spróbuj później” – usłyszeli dzwoniący.

Jej uruchomienie to kolejny krok na drodze dyscyplinowania społeczeństwa, które w zeszłym roku wyszło masowo na ulice. Wiosną Hongkong zażądał wyłaniania szefa autonomii na drodze wyborów i rozliczenia policji za nadużycia siły. Z początku walczył o to pokojowo, ale gdy rząd nie podjął dialogu, protesty zamieniły się w uliczne starcia młodzieży z policją. 30 czerwca Pekin przykręcił śrubę, wprowadzając ponad głowami władz autonomicznych drakońską ustawę o bezpieczeństwie narodowym.

Nowy wydział policji poza kontrolą

Od czterech miesięcy była kolonia brytyjska upodabnia się do Chin kontynentalnych. Obywateli 7,5-milionowej stolicy globalnych finansów wezwano, by informowali o łamaniu zakazu „secesji, działalności wywrotowej, terroryzmu i zmowy z siłami zewnętrznymi”, za co grozi kara dożywocia.

Uruchomienie infolinii przeczy słowom szefowej autonomii Carrie Lam, które zapewniała, że ustawa o bezpieczeństwie zostanie użyta tylko przeciwko „niedużej grupce osób”. To narzędzie do represji na masową skalę. Obserwatorów niepokoi też, że donosy gromadzi nowy wydział policji ds. bezpieczeństwa, który nie musi odpowiadać na pytania Rady Legislacyjnej, co oznacza, że opinia nie dowie się, co dzieje się z zebranymi danymi.

– Informatorzy mogą użyć infolinii przeciwko osobom, których nie lubią albo które należą do innego obozu politycznego – zwraca uwagę Maya Wang z Human Rights Watch.

Do czwartku po południu na stronie hongkońskiej policji na Facebooku pojawiło się ponad 700 komentarzy, niektóre pochwalne, inne krytyczne. „Wspaniale! Teraz karaluchy nie mają już dokąd uciec” – cieszył się jeden z internautów. W Hongkongu przeciwnicy protestów nazywają demokratów „karaluchami”. Niektórzy propekińscy komentatorzy posuwają się jeszcze dalej i zapowiadają donosy na „żółte", czyli prodemokratyczne restauracje i „żółtych” sędziów.

Areszty i przeszukanie redakcji

W Hongkongu ustawa o bezpieczeństwie narodowym ośmieliła zwolenników Chin. Nie czekając na policyjną infolinię, propekińscy politycy i organizacje uruchomiły prywatne infolinie i strony internetowe zbierające donosy o łamaniu nowych przepisów. Apeluje się na nich m.in. do donoszenia na nauczycieli, którzy zachęcają uczniów do protestów lub przekazują niedozwolone treści na lekcjach.

Na mocy nowej ustawy w Hongkongu aresztowano już ponad trzydzieści osób. W sierpniu doszło też do rewizji w redakcji popierającego protesty dziennika „Apple Daily” i do wyprowadzenia jego wydawcy Jimmy'ego Laia w kajdankach. Razem z nim aresztowano jego synów oraz kilka osób z zarządu jego wydawnictwa Next Digital. Wszystkich wypuszczono potem za kaucją.

Opozycja mówi, że policja lansuje „Rewolucję Kulturalną 2.0” i pyta, jak infolinia ma się do 50 lat swobód autonomicznych obiecanych byłej kolonii w 1997 r. po powrocie do Chin? Za rewolucji kulturalnej Mao (1966-1976) Chiny zalała fala donosów i publicznych samokrytyk. Donosili na siebie koledzy z pracy, sąsiedzi i krewni. Hongkong, który leży u bram Chin, obserwował to z bliska.

Carrie Lam doceniona przez Pekin

Ustawę chwali wciąż szefowa autonomii Carrie Lam, która mówi, że pozwoliła ona „błyskawicznie” przywrócić stabilność Hongkongu po roku pełnym niepokojów. Innego zdania są rządy zachodnie, które widzą w niej koniec swobód byłej kolonii brytyjskiej.

Pekin docenia Lam za jednoznaczny kurs. Od czterech dni przebywa ona z wizytą w stolicy Chin, gdzie w piątek odebrała gratulacje od wicepremiera Han Zhenga za przywrócenie spokoju i postawienie gospodarki na nogi.

Han to jeden z siedmiu członków Stałego Komitetu Biura Politycznego chińskiej partii komunistycznej, najwyższej instancji chińskiego kierownictwa.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.