Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W niedzielę podczas protestów opozycji zatrzymano 231 osób. Wszyscy są podejrzani o popełnienie przestępstwa przewidzianego w art. 342 kodeksu karnego Białorusi i mówiącego o "przygotowaniu bądź aktywnym udziale w działaniach naruszających porządek publiczny". Grozi im do 3 lat pozbawienia wolności.

Dotąd Łukaszenka ścigał tylko liderów opozycji

Tak masowa sprawa polityczna jest wydarzeniem bezprecedensowym w historii Białorusi. Jednak białoruskie organy ścigania pracują sprawnie. Komitet Śledczy poinformował, że wszyscy zatrzymani uczestnicy protestu zostali już przesłuchani w ramach wszczętego postępowania karnego i na razie są zatrzymani. Zgodnie z białoruskim prawem Komitet Śledczy ma teraz trzy doby na postawienie im zarzutów. W wyjątkowych sytuacjach ten czas może zostać przedłużony do 10 dni.

Nigdy wcześniej w historii swoich rządów Aleksander Łukaszenka nie posuwał się do tak masowego użycia zarzutów karnych wobec swoich przeciwników politycznych. Zazwyczaj na celowniku organów ścigania byli przywódcy opozycji bądź znani aktywiści opozycyjnych partii i ruchów. Tym razem represje posypały się na zwykłych, szeregowych uczestników akcji protestu.

Sięgnięcie po zarzuty karne pokazuje desperację Aleksandra Łukaszenki i jest przyznaniem przez władze, że tradycyjne represje nie działają. Akcje protestu nadal trwają, nie zważając na bicie, poniżanie, znęcanie się nad zatrzymanymi, nie zważając na pokazową brutalność i zastraszanie.

Decydujący moment dla białoruskich protestów

Tradycyjnymi środkami złamać pokojowego protestu reżim ciągle nie jest w stanie. Dlatego teraz podbito stawkę. Zamiast 15 dni aresztu, z którymi większość Białorusinów już się oswoiła i przestała traktować, jako coś strasznego, teraz za udział w proteście grożą co najmniej trzy lata więzienia.

Jeżeli władza się nie zatrzyma, to już niebawem zamiast setek więźniów politycznych na Białorusi będą ich tysiące. Ale takie szerokie zastosowanie represji i odpowiedzialności zbiorowej pokazuje, że wbrew oficjalnej propagandzie o spisku i zagranicznych koordynatorach protestów reżim zdaje sobie sprawę, że ma przeciw sobie zbuntowany naród.

Nie odważę się prognozować, jak na to niebywałe zaostrzenie represji zareaguje protestująca białoruska ulica. Czy ludzie się przestraszą, czy odwrotnie: zmobilizują się do aktywnego udziału w akcjach. Jednak ten moment wydaje się być decydującym dla przyszłości protestów.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.