Reżim w Mińsku zapowiada jeszcze silniejsze represje wobec protestujących obywateli. Studenci i wykładowcy są wyrzucani z uczelni, granice zamknięte. Dziś 120 zatrzymanych demonstrantów.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tradycyjny niedzielny marsz opozycji przeszedł ulicami Mińska pod hasłem „Marsz przeciwko terrorowi”. Protestujący po raz pierwszy od 9 sierpnia, czyli wybuchu „kwiatowej rewolucji”, za cel obrali uroczysko Kuropaty, gdzie znajdują się zbiorowe mogiły ofiar rozstrzelanych w latach 1937-41 przez NKWD. Taki sam marsz odbył się w Mińsku ostatnio 32 lata temu, 30 października 1988 r.

Na ulicach Mińska przestał działać internet mobilny, a część stacji metra została wyłączona z użytku. Jak informowała agencja prasowa Interfax, niepokój w mieszkańcach stolicy wzbudziła  obecność opancerzonych pojazdów terenowych z karabinami maszynowymi, których do tej pory władze nie ściągały do miasta. OMON użył też granatów hukowych, które – według relacji Euroradia, Naszej Niwy i Radia Swoboda – zostały rzucone w maszerujący tłum w różnych punktach Mińska.

Na prospekcie Niezależności maszerujący napotkali siłowików, którzy wystrzelili kilkanaście razy w powietrze, o czym informowała redakcja Euroradia. Wiadomość o oddaniu strzałów ostrzegawczych potwierdziło białoruskie MSW. W odpowiedzi maszerujący unieśli ręce w górę, by pokazać siłowikom, że nie mają w nich broni, i zawrócili - ale wtedy zaczęły się aresztowania. 

Centrum Ochrony Praw Człowieka „Wiesna” na bieżąco aktualizuje listę osób zatrzymanych, już znajduje się na niej 120 nazwisk.

Znaczna część protestujących nie dotarła do Kuropat, ci, którym udało się dojść do celu, składali pod krzyżami kwiaty i zapalali świece.

Strajk trwa już tydzień

Mija pierwszy tydzień strajku generalnego na Białorusi ogłoszonego w ubiegły poniedziałek przez nieoficjalną zwyciężczynię wyborów prezydenckich, liderkę opozycji Swiatłanę Cichanouską.

Decyzja o jego rozpoczęciu została podjęta po niewypełnieniu przez władzę warunków tzw. ultimatum narodowego: Aleksander Łukaszenka nie podał się do dymisji, nie uwolnił więźniów politycznych, a przemocy służb pacyfikujących pokojowe protesty nie tylko nie powstrzymał, ale wręcz zezwolił na jej eskalację.

Strajk generalny, mimo że de facto się nie wydarzył, bo białoruskie fabryki pracują, ma już swoje pierwsze ofiary. Z największych zakładów pracy, m.in. z Biełarusneft, zajmującej się wydobyciem ropy, zwolniono kilkanaście osób. W pozostałych fabrykach doszło do protestów, które nie wstrzymały jednak całkowicie pracy.

Władza nie ustąpi

Łukaszenka pod wpływem tych zdarzeń zapowiada surowe kary i ostrzega, że to dopiero początek.

„Znosiliśmy wiele, ale są czerwone linie. I nie daj Bóg, żeby ktoś je przekroczył. Oni przekroczyli je w wielu miejscach" - ogłosił Łukaszenka. "Dlatego ci, którzy dzisiaj wychodzą na tory, ci, którzy wieszają faszystowskie sztandary, mówiąc krótko: ci, którzy starają się zniszczyć, destabilizować państwo, powinni wiedzieć, że od dzisiaj nie bierzemy jeńców. Niech wiedzą o tym zwłaszcza ci, którzy chowają się przed nami w mieszkaniach innych obywateli".

Odniósł się do sytuacji z 28 października, kiedy to siłowicy, mimo braku nakazu, weszli do jednego z mieszkań w Mińsku i zatrzymali ukrywających się w nim uczestników protestu.

Jeśli ktoś choćby dotknie wojskowego, powinien stracić przynajmniej ręce. Mówię o tym publicznie, żeby wszyscy rozumieli nasze późniejsze decyzje. Koniec. Nie mamy drogi odwrotu, zresztą, nikt z nas nie zamierza ustąpić" - mówił w piątek Łukaszenka

Wyrzucanie studentów z uczelni i powoływanie do armii

Przyzwolenie na przemoc to niejedyny sposób władzy próbującej ze wszystkich sił zdusić trwające nieprzerwanie od 9 sierpnia strajki i protesty.

W ubiegłym tygodniu na polecenie Łukaszenki z uniwersytetów wyrzucono kilkudziesięciu studentów, którzy w ostatnich tygodniach brali udział w demonstracjach lub w jakikolwiek sposób zamanifestowali swoją sympatię do opozycji.

Wielu z nich tuż po skreśleniu z listy studentów otrzymało wezwanie do wojska.

W ślad za studentami z uczelni zaczęli „znikać” opozycyjnie nastawieni wykładowcy, co również jest efektem słów prezydenta, który podkreślił, że „na uniwersytetach nie ma miejsca dla wykładowców, którzy haniebnie się zachowują”.

Jak informuje redakcja Mediazona, niektórym z nich nie przedłużono umów, inni otrzymali wypowiedzenia lub zostali poproszeni o ich złożenie. Wśród powodów znalazł się m.in. „udział w nielegalnych zgromadzeniach”. W takiej sytuacji znaleźli się wykładowcy Mińskiego Uniwersytetu Lingwistycznego, Państwowego Uniwersytetu Informatyki i Radioelektroniki czy Akademii Wojskowej.

Wykładowczyni Uniwersytetu Lingwistycznego Anna Abłowa tak opowiadała o swoim zwolnieniu: „Rektor Natalia Baranowa powiedziała, że głęboko rozczarowałam ją jako wykładowca, biorąc udział w akcjach protestu. Rzekomo prowokowałam tym studentów i obniżałam poziom uczelni”, mówiła w wywiadzie dla Euroradia.

Zakazy wjazdu na Białoruś

Od 1 listopada Białoruś wprowadziła na czas nieokreślony zakaz wjazdu na terytorium kraju obywatelom innych państw oraz bezpaństwowcom.

Decyzję podjęto, jak poinformowały służby graniczne, „w celu zapobiegnięcia rozprzestrzenienia się koronawirusa”.

Zupełnie inaczej zamknięcie granic objaśniał 29 października sam Łukaszenka, który oświadczył, że zależy mu przede wszystkim na "odcięciu Białorusi od nieprzyjaciół”:

„Musimy zamknąć granice. Zamknąć, ale nie zamienić jej w żelazną kurtynę. Granica jest strefą przyjaźni między narodami. A nam rzucono wyzwanie. O jakiej przyjaźni może to być mowa?”.

Wyjątek uczyniono tylko dla Rosji, z którą przejścia graniczne funkcjonują bez zmian.

Niezależna redakcja Tut.By, pozbawiona w październiku koncesji, poinformowała w sobotę, że przez granicę nie są już przepuszczani  nie tylko obcokrajowcy, ale także Białorusini studiujący za granicą. Za oficjalny powód odmowy wjazdu służby graniczne podają trudną sytuację epidemiologiczną w Polsce.

Portal Tut.By podkreśla jednak, że inni obywatele Białorusi są przez granice przepuszczani, i zwraca uwagę na słowa Łukaszenki, który w czwartek zapowiedział ustawę, która sprawi, że dyplomy zagranicznych uczelni nie będą uznawane na Białorusi.

Rządowa agencja Biełta przytacza wypowiedź prezydenta: „Oni wymyślą sobie, że będą tam się uczyć, wyjadą, wypiorą im mózgi – tak robią Polacy naszym dzieciom, które tam studiują – a potem podrzucą nam ich jak piątą kolumnę. Nie pozwolimy na to”.

Swiatłana Cichanouska w opublikowanym na swoim oficjalnym kanale w Telegramie wystąpieniu zaznaczyła, że w ostatnim tygodniu Białorusini ponownie udowodnili, że są w stanie ponieść odpowiedzialność za walkę o przyszłość swojego kraju, a "kolejne zwolnienia i represje tylko przyspieszą upadek reżimu".

Wsparcie Kremla dodaje reżimowi odwagi

Wzmożone, radykalne działania Łukaszenki mogą być związane z ubiegłotygodniową wizytą  ministra obrony Rosji Siergieja Szojgu.

„Za pomocą politycznego i finansowego wsparcia Zachodu na Białorusi próbowano doprowadzić do zmiany władzy. Siły zewnętrzne chciały to zrobić, by zerwać trwający proces integracji Białorusi i Rosji w ramach funkcjonującego państwa związkowego i podzielić Rosjan oraz Białorusinów. Tego typu działania są nieakceptowalne. Białoruś była i jest naszym najbliższym sąsiadem i partnerem strategicznym. To bardzo ważne w czasach światowej destabilizacji”, oświadczył Szojgu.

Negocjacje na temat pogłębienia integracji w ramach umowy o państwie związkowym prowadzono wiosną. W marcu Rosja zaproponowała, by stworzyć 12 ponadpaństwowych organów, wśród nich m.in. sąd państwa związkowego.

Jeszcze 29 lipca, po zatrzymaniu pod Mińskiem Rosjan, których białoruskie władze określiły „wagnerowcami” (nazwa oddziału najemników wysyłanych przez Kreml w różne zapalne rejony świata), Łukaszenka ostro wypowiedział się na temat ewentualnej integracji i rozwiał nadzieje Moskwy, mówiąc, że „białoruski naród nie zaakceptuje integracji z Rosją”. Narracja Mińska zmieniła się jednak pod wpływem protestów, od września obie strony organizują m.in. wspólne szkolenia wojskowe.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Nowy prezydent Biden powinien wytłumaczyć Putinowi, żeby sobie odpuścił.
Lukaszenka już jest martwy, tylko jeszcze tego nie czuje.
@olaf110
Proponuję, żebyś go o tym powiadomił
już oceniałe(a)ś
3
1
Pora już byłaby zorganizować realny przewrót, klasyczny , poczynając od dogadania się z aparatem państwa na niższych szczeblach, od negocjacji warunków przejścia milicji na stronę społeczeństwa, opanowania węzłów łączności. To samo radzę polskiemu strajkowi kobiet.
już oceniałe(a)ś
7
1
Na dobry początek trzeba obłożyć sankcjami nie tylko konkretnych funkcjonariuszy, ale także formacje reżimowe uznać za zbrodnicze. Przede wszystkim należy wystąpić do Komisji Europejskiej czy Parlamentu Europejskiego, aby potępił i uznał za przestępczą/zbrodniczą formację o nazwie OMON. Tak aby już sama przynależność do takiej formacji była przestępstwem. Podobnie jak po II wojnie światowej uznano takie organizacje jak NSDAP czy gestapo za organizacje zbrodnicze.
już oceniałe(a)ś
3
2
Kiedy kilka lat temu byłem w Grodnie zwracała uwagę prawie zupełna nieobecność milicji. Pod komendą miejską stały 2 puste radiowozy osobówki, nikt się w pobliżu nie kręcił. Miejscowi zwracali uwagę, żeby jednak przechodzić na pasach i nie łazić po pustawych jezdniach (był weekend), bo jest trochę nieumundurowanych, ale nie robiło to wrażenia państwa policyjnego.
@Ogor
poszukaj sobie danych o liczbie funkcjonariuszych na mln mieszkańców. Białoruś przoduje w Europie.
już oceniałe(a)ś
6
1
Białoruś, tj byłe terytorium Rzeczpospolitej od lat 1772-95 tj od ponad 225 lat jest w łapach Rosji z krótkim i połowicznym wyjątkiem 1920-39. I Rosja miałaby ją oddać Zachodowi przy słabiutkiej reakcji Zachodu. Ha, ha. Eto nasze!
@Rewski
I Rzeczpospolita nie równa się Polska: to była federacja Korony i WKL. Federację likwidowała dopiero Konstytucja 3 Maja, ale ona nigdy nie weszła w życie.
już oceniałe(a)ś
1
0