Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Białorusini rozpoczęli strajk w poniedziałek, odpowiadając na wezwanie liderki opozycji Swiatłany Cichanouskiej. Była rywalka Łukaszenki w wyborach prezydenckich dała dyktatorowi czas do niedzieli, by zrezygnował z władzy. Odpowiedzią na zlekceważenie ultimatum miało być właśnie wstrzymanie pracy w zakładach.

Zwalniani: Nie żałujemy

We wtorek rano kierownictwo spółki Belarusneft, zajmującej się m.in. wydobyciem ropy i gazu, zwolniło sześciu pracowników, którzy dzień wcześniej, w dniu rozpoczęcia się ogłoszonego przez Swiatłanę Cichanouską strajku, nagrali krótki filmik, w którym wyjaśniają, dlaczego popierają opozycję. Inżynierowie, geolodzy i maszyniści podkreślali w swoich wypowiedziach, że nie są w stanie żyć w kraju, w którym władza dopuszcza się przemocy i bezprawia wobec swoich obywateli.

Z relacji niezależnego portalu Tut.by wynika, że żaden z wypowiadających się na nagraniu mężczyzn nie dał się przekonać przełożonym, by wyprzeć się swoich słów i powrócić do swoich obowiązków. W efekcie cała szóstka straciła pracę.

– Nie żałujemy. Wręcz przeciwnie, czujemy się lżej. Teraz wiemy na pewno, że postąpiliśmy właściwie. Pieniędzy na jakiś czas nam starczy, a później... Zobaczymy – mówili dziennikarzom po otrzymaniu wypowiedzeń, w których jako powód zwolnienia wpisano naruszenie kodeksu pracy.

Cichanouska: Wesprzyjcie robotników

Pierwsze zwolnienia odnotowano także w zakładzie produkcji zegarków elektronicznych Integral, którego pracownicy dołączyli wczoraj do strajku. Dwóch z nich oficjalnie zostało dzisiaj zwolnionych, kilku innym wyłączono elektroniczne przepustki, przez co nie mogli wejść do budynku.

Pracę stracił też dzisiaj pracownik fabryki płytek podłogowych Kieramin. Po zawiadomieniu kierownika o zamiarze dołączenia do strajku otrzymał listowne wypowiedzenie. Oficjalną przyczyną nie jest jednak strajk ani poglądy polityczne, ale „niewypełnienie obowiązków służbowych”.

Tak samo pracy pozbawiony został dzisiaj przywódca strajku w Mińskiej Fabryce Ciągników Kołowych. Zwolnieniem władze straszą strajkujących robotników wszystkich największych białoruskich zakładów – Mińskiej Fabryki Traktorów, Mińskiej Fabryki Samochodów czy najaktywniej sabotujących robotników zakładów azotowych Grodno Azot, nieprzychodzących do pracy w ogóle.

Głos w tej sprawie zabrała we wtorek Swiatłana Cichanouska. – Wiemy, że w tym momencie pracownicy fabryk i firm sprzeciwiają się systemowi, siłowikom i represyjnym rozkazom kierownictwa. Robotnicy są zastraszani, wywierany na nich nacisk jest kolosalny. Jest im teraz potrzebne nasze ogromne wsparcie. Nagrywajcie materiały, róbcie zdjęcia i wspierajcie brygady. Wychodźcie na akcje, mówcie o tym innym – apelowała.

Łukaszenka: Wyrzucić niepokornych studentów

Do strajku dołączyli dzisiaj także nauczyciele, m.in. gimnazjum nr 50 w Mińsku. Pedagodzy nagrali swoje wypowiedzi, w których deklarują sprzeciw wobec reżimu i niezgodę na przemoc oraz propagandę, kłamstwa mediów i prześladowania ze względu na poglądy. Przed budynkiem szkoły zgromadzili się rodzice uczniów, nauczyciele innych szkół i absolwenci, by wesprzeć strajkujących nauczycieli.

W dzisiejszych protestach i akcjach solidarności ze strajkującymi aktywnie biorą też udział studenci i wykładowcy państwowych uczelni, m.in. Mińskiego Państwowego Uniwersytetu Lingwistycznego, Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego i Białoruskiego Uniwersytetu Technicznego.

Aktywność białoruskich studentów już od dłuższego czasu przykuwa uwagę władz. Dzisiaj skomentował ją Aleksander Łukaszenka. – Przyszliście się uczyć, to się uczcie. Ci, którzy łamią przepisy, tracą prawo do bycia studentami. Proszę, odeślijcie takie osoby do armii albo na ulice. Niech chodzą po ulicach, z uczelni muszą zostać wyrzuceni – groził.

Szojgu: Zachód próbuje zrobić przewrót

Mimo nasilających się represji wobec strajkujących Białorusini w dalszym ciągu wychodzą na ulice. W Mińsku, Baranowiczach, Witebsku i innych miastach obywatele tworzą łańcuchy solidarności. W białoruskiej stolicy we wtorek rano podczas formowania takiego łańcucha na prospekcie Dzierżyńskiego zatrzymano kilkunastu medyków, którzy z samego rana, jeszcze przed rozpoczęciem dyżurów, postanowili wyrazić solidarność z pozostałymi strajkującymi. Z komendy wypuszczono ich dopiero po kilku godzinach.

Na temat sytuacji na Białorusi podczas rosyjsko-białoruskiego kolegium resortów obrony wypowiedział się dzisiaj minister obrony Rosji Siergiej Szojgu. Zdaniem rosyjskiego polityka latem Zachód podjął próbę zmiany władzy na Białorusi.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.