Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Białoruskie władze nie wypełniły ultimatum postawionego im przez Swiatłanę Cichanouską. Przebywająca na emigracji liderka protestów zażądała w połowie października, by Aleksander Łukaszenka podał się do dymisji, uwolnił więźniów politycznych i powstrzymał siłowików od stosowania przemocy. Żadna z tych rzeczy się nie zdarzyła.

Co więcej, podczas niedzielnej akcji protestu funkcjonariusze struktur siłowych w wielu miastach Białorusi nie tylko brutalnie zatrzymywali demonstrantów, ale również stosowali przeciwko nim gaz łzawiący, strzelali w nich gumowymi kulami oraz granatami hukowymi. MSW Białorusi poinformowało dzisiaj, że w całym kraju milicja zatrzymała w niedzielę 523 osoby, 352 z nich przebywają obecnie w aresztach.

Niedzielne protesty w Mińsku. Milicja barykaduje jedną z ulicNiedzielne protesty w Mińsku. Milicja barykaduje jedną z ulic Fot. AP

Liderka opozycji i nieoficjalna zwyciężczyni wyborów prezydenckich dotrzymała więc swojej obietnicy i w opublikowanym na swoim oficjalnym kanale w Telegramie podsumowaniu marszu zapowiedziała strajk.

„(...) Reżim znów pokazał Białorusinom, że przemoc to wszystko, na co jest gotów. Jednak detonowanie granatów w tłumie ludzi i pod oknami porodówek to nie siła. Reżim nie jest gotów mówić prawdy, ponosić odpowiedzialności za swoje słowa i wypełniać żądań ludzi. A to oznacza, że nie jest godzien białoruskiego narodu. I że traci władzę. Dlatego w poniedziałek rozpoczyna się strajk generalny. Białorusini zdecydują się na ten krok, dlatego że ich słowo stanowi prawo. Prawo, którego starali się nas pozbawić i które sami sobie przywrócimy. I to jest właśnie nasza pokojowa broń – solidarność” - napisała.

Urlop do odwołania

To, że strajk rzeczywiście się odbędzie, jeszcze w niedzielę potwierdziło wielu pracowników i właścicieli prywatnych przedsiębiorstw. Wieczorem w sieciach społecznościowych i na niezależnych portalach zaczęły pojawiać się informacje o „urlopach”, „przerwach technicznych”, „dniach sanitarnych”, „remontach”, „inwentaryzacjach” przychodni lekarskich, sklepów (również internetowych), szkół językowych, salonów piękności, kwiaciarni, firm kurierskich, siłowni, kawiarni, a nawet – warzywnych straganów i ryneczków w Mińsku, Brześciu, Grodnie, czy Witebsku. Na drzwiach jednego z mińskich barów pojawiła się kartka: „26 mamy remont. A później... Jak Bóg da”.

Dzisiaj do sektora prywatnego dołączyli robotnicy państwowych ciepłowni, pracownicy firmy telekomunikacyjnej MTS czy oddziału geologicznego spółki Belorusneft, a także największych białoruskich zakładów, takich jak Mińska Fabryka Traktorów, Mińska Fabryka Elektrotechniczna, Mińska Fabryka Ciągników Kołowych, czy zakład produkcji nawozów azotowych Grodno Azot. W tym ostatnim doszło do zatrzymań protestujących.

O 7 rano czasu lokalnego ok. 100 robotników wyszło przed budynek siedziby zakładu. Krótko po tym rozpoczęły się zatrzymania, o czym informowała redakcja Euroradio. Na komendę przewieziono nie tylko strajkujących robotników, ale także wspierających ich obywateli. Około 100 zatrzymanych osób przebywa obecnie na komendzie w Grodnie.

W efekcie robotnicy dwóch brygad odmówili rozpoczęcia swojej zmiany w pracy. Część pracowników Grodno Azot opuściło miejsca pracy i wróciło do domów, kilkudziesięciu z nich gromadzi się przed budynkiem, na szczycie którego zawieszono biało-czerwono-białą flagę. Budynek otoczony jest przez siłowików, na razie obserwujących dalsze poczynania robotników. Robotnicy informują redakcję TUT.BY, że część osób została „zagoniona” do swoich stanowisk pracy, ale i tak nie wykonują one swoich obowiązków.

Sekretarz prasowa premiera Białorusi podkreśliła, że „wszystkie przedsiębiorstwa rzeczywistego sektora gospodarki” funkcjonują bez zmian.

Protesty studentów

W strajku generalnym aktywnie biorą udział także studenci, m.in. Białoruskiego Państwowego Uniwersytetu Technicznego, Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego i Mińskiego Państwowego Uniwersytetu Lingwistycznego. Gromadzą się przed budynkami swoich uczelni, żądają spotkań z rektorami, śpiewają piosenki, część sformowała kolumnę i kroczy ulicami białoruskiej stolicy. Na widok siłowików rozbiegają się, po czym znów wracają.

W odpowiedzi na pytanie agencji prasowej Ria Nowosti o udział studentów w strajku ministerstwo edukacji zapewniło, że to „akcje punktowe” i że proces nauki nie jest naruszony. Starszych kolegów wspierają też uczniowie gimnazjów – w mińskim gimnazjum nr 6 uczniowie protestują w budynku szkoły „na siedząco”.

Po południu kilka tysięcy studentów i emerytów wyszło na ulice Mińska we wspólnym marszu "starych i młodych". Zmieniło się stanowisko ministra edukacji, który tym razem skomentował strajk studentów tak: "Akcje studentów mają charakter agresywny. Zostaną wyciągnięte konsekwencje". W białoruskiej stolicy pojawia się coraz więcej sprzętu wojskowego i siłowików. 

Mińszczanie nie poprzestają na odejściu od stanowisk pracy. Wielu z nich formuje łańcuchy solidarności w różnych częściach miasta. W całym mieście dochodzi do brutalnych zatrzymań. Na nagraniach opublikowanych przez redakcję Onliner widać, jak OMON bezlitośnie bije leżących na ziemi, całkowicie obezwładnionych mężczyzn, po czym zaciąga ich do milicyjnych autobusów. Jak na razie zatrzymano 240 osób. Centrum Ochrony Praw Człowieka "Wiesna" aktualizuje listę zatrzymanych.

 Swiatłana Cichanouska skomentowała początek strajku tak: „Dzisiaj naszym głównym celem jest pokazanie, że nikt nie będzie pracować na reżim”. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.