Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dziś kończy się czas narzuconego Łukaszence przez Swiatłanę Cichanouską ultimatum. Białoruskie władze nie podały się jednak do dymisji, nie uwolniły więźniów politycznych ani nie zarządziły przeprowadzenia nowych wyborów, czego od nich żądała liderka opozycji. Zgodnie z jej zapowiedziami jutro cała Białoruś ma więc "stanąć” - opozycja wzywa do strajku generalnego.

W niedzielnym marszu przeciwko dalszym rządom Aleksandra Łukaszenki wzięło udział według szacunków niezależnych mediów ponad 100 tysięcy osób. Uczestnicy marszu za pośrednictwem opozycyjnych kanałów w komunikatorze Telegram informują, że to najliczniejsza akcja protestu w Mińsku od miesiąca. Ich słowa potwierdzają dziennikarze relacjonujący marsz bezpośrednio z miejsca wydarzeń.

"Łukaszenka do awtozaku"

W białoruskiej stolicy ten dzień tygodnia od ponad dwóch miesięcy ma niemalże zawsze jednakowy scenariusz: centrum miasta i wszystkie najważniejsze place odgradzane są przez siłowików metalowymi barierkami, na ulicach Mińska pojawia się ciężki wojskowy sprzęt, internet mobilny przestaje działać, a część stacji metra wyłączona jest z użytku. Nie inaczej było dzisiaj.

Protesty w Mińsku, 25 października 2020.Protesty w Mińsku, 25 października 2020. Fot. AP



Białorusini - wśród nich seniorzy, studenci, osoby z niepełnosprawnością - przeszli z biało-czerwono-białymi flagami głównymi ulicami miasta, skandując: „Ultimatum!”, „Niech żyje Białoruś!”, „Odchodź!” i „Łukaszenka do awtozaku [milicyjny autobus]!”.

Gumowe kule i granaty hukowe

Maszerujących w kierunku pałacu Niezależności – rezydencji Aleksandra Łukaszenki – mińszczan rozbiło kilka oddziałów OMON-u w okolicach ulicy Orłowskiej. Siłowicy zastosowali granaty hukowe, oddali też kilkanaście strzałów w powietrze. OMON-owcy wyrzucili granaty z nieoznakowanego busiku; ładunki trafiły w tłum i rozerwały się.

Świadkowie zdarzenia publikują w sieciach społecznościowych filmiki przedstawiające moment wybuchu: hukowi rozrywanych granatów towarzyszy pomarańczowa poświata i kłęby dymu. Ludzie w popłochu rozbiegli się, wielu z nich szukało schronienia w podwórzach kamienic, jednak szybko okazało się, że to bezskuteczne. Funkcjonariusze OMON-u przez kilkadziesiąt minut przeczesywali teren w pobliżu Orłowskiej, świecąc latarkami w krzaki, balkony, okna stojących obok domów, a nawet pod samochody. Świadkowie zdarzenia informują redakcję Tut.By, że w ten sposób szukali uczestników demonstracji.

Protesty w Mińsku, 25 października 2020.Protesty w Mińsku, 25 października 2020. Fot. AP

Mińska milicja potwierdziła wykorzystanie środków wybuchowych przeciwko protestującym.

Jak na razie wiadomo o co najmniej jednej rannej osobie w wyniku wybuchu granatu hukowego oraz postrzelonym mężczyźnie, któremu gumowa kula – wg relacji korespondenta rosyjskiej „Nowej Gaziety” - przebiła żołądek.

Demonstracje w innych miastach

Demonstracje odbyły się nie tylko w Mińsku, ale też w Grodnie, Brześciu, Witebsku, Lidzie, Homlu, Mogilewie i Nowopołocku i tam służby również zachowywały się brutalnie. Siłowicy zatrzymywali protestujących, bijąc ich, jak relacjonowało Euroradio, gumowymi pałkami.

W Lidzie funkcjonariusze struktur siłowych użyli nawet gazu łzawiącego, by rozproszyć maszerującą kolumnę obywateli. Informację tę potwierdziło MSW Białorusi. Nie uchronili się także dziennikarze, wiadomo o zatrzymaniu co najmniej dwóch m.in. korespondenta białoruskiej „Komsomolskiej Prawdy” oraz reportera redakcji „Nowyj Czas”.

Centrum Ochrony Praw Człowieka „Wiesna” wciąż zbiera dane na temat liczby osób zatrzymanych. Wiadomo już, że w samym Grodnie zatrzymanych zostało co najmniej 100 demonstrantów.

Ostrzeżenie dla pracowników reżimu

Jak podkreślił Franak Wiaczorka, doradca Swiatłany Cichanouskiej, ultimatum postawione było przede wszystkim z myślą o pracownikach reżimu Łukaszenki, którzy powinni już dzisiaj ostatecznie zdecydować, po której stronie staną.

Milicjanci aresztują protestującego w Mińsku, 25 października 2020.Milicjanci aresztują protestującego w Mińsku, 25 października 2020. Fot. AP

Opozycja, dziennikarze, obrońcy praw człowieka i wolontariusze dokładają wszelkich starań, by ułatwić siłowikom oraz innym pracownikom reżimu podjęcie tej decyzji. W tym celu wystartowały dzisiaj dwa projekty. We współpracy z sektorem IT Białorusini tworzą kolejne platformy, na których publikowane będą świadectwa osób zatrzymywanych, bitych i torturowanych przez funkcjonariuszy struktur siłowych po wyborach prezydenckich. W ramach międzynarodowego projektu „August 2020” zeznania, historie, a być może także szczegóły umożliwiające identyfikację oprawców będą publikowane nie tylko po rosyjsku i białorusku, ale również angielsku czy niemiecku.

Drugi projekt nosi nazwę „23.34”, odwołującą się do paragrafu „o zakłóceniu zasad organizacji imprez masowych”, na podstawie którego siłowicy masowo zatrzymują protestujących obywateli. Twórcy projektu mają zamiar przeprowadzić śledztwa oraz udokumentować możliwie jak największą liczbę przypadków naruszenia przepisów przez siłowików, form stosowanej przez nich przemocy – także psychicznej – oraz metod represji, którym poddawani są obywatele. 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.