Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dzisiejsza „La Repubblica” donosi, że rząd być może jeszcze w tym tygodniu wprowadzi godzinę policyjną w całym kraju. Chcą tego dwie główne partie koalicyjne: Partia Demokratyczna i Ruch 5 Gwiazd. Waha się jednak sam premier. Włosi w zasadzie popierają rząd, choć zdarzają się też gwałtowne protesty.

Transparenty, kamienie i przyjęcia

We wtorek na zapowiedź wprowadzenia godziny policyjnej w Lombardii zareagowali właściciele lokali w Mediolanie – 50 z nich protestowało przed siedzibą władz regionu, pokazując transparenty z hasłami: „Włoska gospodarka pogrzebana przez rząd” i „Jesteśmy zniewoleni przez nieskuteczną i szkodliwą dla wszystkich biurokrację”. Restauracje w tym mieście mają być zamknięte od godz. 23.

Agresją na próbę wyegzekwowania przestrzegania obostrzeń zareagowali mieszkańcy toskańskiego Livorno. We wtorek policjanci próbowali wylegitymować grających w piłkę na głównym placu miasta (oczywiście bez maseczek). Zostali otoczeni i zaatakowani przez 50-osobową grupę. Tłum zniszczył kamieniami i kijami kilka policyjnych samochodów, policjant z uszkodzonym żebrem trafił do szpitala.

Innym sposobem reagowania na odgórnie wprowadzane restrykcje jest próba ich ignorowania. Dla 59 uczestników przyjęcia z okazji chrztu w miejscowości Carmagnola pod Turynem, podobnie jak dla właściciela restauracji, skończyło się ono mandatami.

W „głos ludu” jak zwykle uważnie wsłuchuje się przewodniczący prawicowej Ligi Matteo Salvini, który próbował powstrzymać prezydenta Lombardii Attilio Fontanę (również należy do Ligi) przed podpisaniem rozporządzenia o wprowadzeniu godziny policyjnej. „Chcę zrozumieć powody tej decyzji” – wyjaśniał Salvini.

Fontana się nie ugiął i w środę w południe podpisał rozporządzenie. Zaraz potem media podały nieoficjalne najnowsze dane: w ciągu ostatnich 24 godzin w Lombardii padł absolutny rekord zakażeń: ponad 4 tys. Jeszcze wczoraj w ciągu dnia przybywało „zaledwie” 2 tys. Dziś tyle nowych przypadków zarejestrowano w samym Mediolanie i okolicznych miasteczkach.

Godziny policyjne, ograniczenia w handlu, ruchu i nauczaniu

W ślady Lombardii zamierza pójść Kampania – tu godzina policyjna ma obowiązywać od piątkowego wieczoru. Gdzie indziej na razie będą zamykane na noc niektóre dzielnice (jak w Genui, w której w ciągu ostatnich 24 godzin odnotowano aż 700 nowych zakażeń) albo główne place i ulice, na których tłoczyli się ludzie (Rzym, Florencja, Turyn).

Ponadto w Lombardii w weekendy zamknięte będą centra handlowe. Taką samą decyzję podjął prezydent Piemontu, tłumacząc: – Lombardia to nasz sąsiad. Gdy zamkną sklepy u siebie, nam będzie groziła inwazja.

W Kampanii od piątku także będzie można poruszać się między poszczególnymi prowincjami tylko w celu dojazdu do pracy, szkoły lub z powodu „innej ważnej konieczności” oraz z wypełnionym osobiście odpowiednim zaświadczeniem.

W Lacjum, Umbrii, Ligurii czy Apulii coraz więcej lekcji ma się odbywać online. W Kampanii już w zeszły piątek prezydent regionu Vincenzo De Luca kazał zamknąć szkoły.

– Młodzież w Neapolu, zamiast chodzić do szkoły, spędza teraz czas w galeriach handlowych lub gromadząc się na ulicach. Prezydent uzyskał chyba efekt odwrotny do zamierzonego – oceniała minister edukacji Lucia Azzolina.

Na skutek protestów rodziców i nacisku rządu De Luca najpierw zgodził się na ponowne otwarcie przedszkoli, a od przyszłego poniedziałku do klas będą mogli też wrócić uczniowie szkół podstawowych. Jednak w szkołach średnich i na wyższych uczelniach (z wyjątkiem pierwszego roku) nauka odbywa się online i na razie tak pozostanie.

Do bolesnych restrykcji należą też coraz liczniejsze w całym kraju decyzje o odwoływaniu tradycyjnych targów w małych miasteczkach czy dzielnicach miast (np. na Sardynii i we Friuli) oraz jarmarków świątecznych (Górna Adyga).

W ciągu tygodnia wirus podwoił prędkość

Z cotygodniowego zestawienia Narodowego Instytutu Zdrowia wynika, że między 14 a 20 października we Włoszech przybyło 69 tys. nowych zakażeń koronawirusem. To dwa razy szybszy przyrost niż w poprzednim tygodniu. W ciągu ostatnich siedmiu dni z powodu COVID-19 zmarło 459 osób – również dwa razy więcej niż tydzień wcześniej.

Epidemia koronawirusa ma już we Włoszech na koncie 36,7 tys. ofiar. Bardzo szybko rośnie liczba chorych wymagających opieki szpitalnej, coraz cięższa jest sytuacja na OIOM-ach. Władze Kampanii już wczoraj poinformowały, że zostało im zaledwie 15 miejsc z respiratorami. Urządzeń zabrakło już w Lombardii – szpitale zaczynają szykować nowe.

W całym kraju pacjentów z koronawirusem na OIOM-ach jest obecnie 870 – tydzień temu było ich 514. Oficjalnie zakażonych obecnie jest prawie 143 tys., w ciągu tygodnia przybyło ich prawie 56 tys.

Z przedstawionego we wtorek sondażu Nando Pagnoncellego wynika, że 44 proc. Włochów uznaje rządowe restrykcje za adekwatne, 33 proc. sądzi, że są zbyt słabe, a zaledwie 13 proc. ocenia je jako zbyt ostre.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.