Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zdaniem Białoruskiego Związku Dziennikarzy tylko w tym roku dziennikarze spędzili łącznie 500 dni w białoruskich aresztach. Za przemoc wobec nich i nielegalne zatrzymania żaden siłowik nie poniósł odpowiedzialności.

Dziś w Mińsku zaczęły się kolejne procesy - tym razem chodzi o dziennikarzy zatrzymanych w ostatni weekend podczas relacjonowania antyłukaszenkowskich protestów.

Reporterzy niezależnych redakcji, jak Onliner, Tut.By oraz Biełapan, początkowo mieli zostać przewiezieni do komendy jedynie w celu „sprawdzenia dokumentów”. Przeciwko całej czwórce wszczęto jednak postępowania administracyjne: zarzucono im „udział w nielegalnym zgromadzeniu” oraz „niepodporządkowanie się poleceniom funkcjonariusza milicji”. Grozi im 15 dni więzienia.

To nie pierwszy taki przypadek

Zatrzymania, areszty, niszczenie sprzętu, pobicia, deportacje, odbieranie akredytacji i koncesji - tak reżim Aleksandra Łukaszenki radzi sobie z relacjonującymi powyborcze protesty reporterami.

Od 9 sierpnia zatrzymano, aresztowano lub pozbawiono sprzętu 310 dziennikarzy. 56 z nich doświadczyło przemocy.

Lista nazwisk opublikowana przez Białoruski Związek Dziennikarzy codziennie się wydłuża.

Lecą gumowe kule

Na liście dziennikarzy, którzy na skutek działań funkcjonariuszy struktur siłowych zostali ranni, znalazła się m.in. Natalia Łubniewska z niezależnej redakcji "Naszej Niwy". Podczas relacjonowania jednego z protestów została postrzelona w kolano przez mężczyznę w wojskowym mundurze. Mimo że miała na sobie kamizelkę z napisem „prasa”, wojskowy strzelił w nią gumową kulą z odległości ok. 10 m. Łubniewska trafiła do szpitala, w którym spędziła ponad miesiąc.

Natalia Łubniewska: - Obserwowałam pokojowy protest. Ludzie dopiero się zbierali. W pewnym momencie z okolicznych podwórzy wybiegło kilkudziesięciu uzbrojonych siłowików. Demonstranci zaczęli uciekać, rozpoczęła się strzelanina gumowymi kulami. W pewnej chwili zrozumiałam, że ja też, mimo oznakowania, jestem w niebezpieczeństwie. Chciałam odejść, ale akurat wtedy w moje kolano trafił nabój. Prosiłam kolegów z innych redakcji, by pomogli mi uciec. Przypadkowi przechodnie zawieźli mnie do szpitala.

Białoruski Państwowy Zakład Ubezpieczeń uprzedził "Naszą Niwę" o perspektywie mandatu, gdyż redakcja nie powiadomiła o „wypadku w zakładzie pracy” w określonym przepisami czasie.

Z kawiarni do aresztu. Na 11 dni 

Za wykonywanie zadania redakcyjnego do słynącego z tortur aresztu (izolatora) Okrestino trafił m.in. fotoreporter Władimir Gridin zatrzymany 15 września w mińskiej kawiarni. Wysyłał akurat do redakcji zdjęcia zrobione tego dnia podczas demonstracji.

Gridin najpierw został oskarżony o udział w proteście przy ulicy Romanowskaja Słoboda, jednak po obejrzeniu na sali sądowej zapisu z monitoringu, z którego jasno wynikało, że fotoreporter w tym czasie przebywał w kawiarni, milicjanci „dopracowali” protokół i zarzucili mu udział w proteście w innym miejscu - przy stacji metra Puszkinskaja, dwie godziny przed zatrzymaniem.

Mimo braku dowodów sąd skazał go na 11 dni aresztu w Okrestino.

Władimir Gridin: - Pokazywałem swoje dokumenty, ale nic ich to nie obchodziło. Zabrali mnie bez żadnych wyjaśnień. W areszcie jeden z funkcjonariuszy się zdenerwował, odebrał mi sprzęt, dyski pamięci ze zdjęciami. Później kopnął w brzuch, bo nie umiałem od razu odblokować telefonu. W sądzie zeznawali przeciwko mnie ludzie w kominiarkach, nierozpoznawalni.

Zabrać koncesję, pozbawić praw

Represjom poddawani są nie tylko pojedynczy dziennikarze, ale i całe redakcje.

1 października pozbawiono koncesji niezależną redakcję Tut.By.

Redaktorka naczelna portalu skomentowała to tak: - Od 1 października moi dziennikarze nie mają ważnych akredytacji dziennikarskich. Z tego powodu w oczach siłowików są uczestnikami protestu, co oznacza, że mogą zostać zatrzymani i można wszcząć przeciw nim postępowanie. Nie są w stanie spokojnie pracować podczas protestów.

Konieczne śledztwo i troska o media

W ubiegłym tygodniu Białoruski Związek Dziennikarzy, Klub Prasowy i związek Zjednoczone Media wystosowały wspólne oświadczenie. Zwracają w nim uwagę na gwałtowny wzrost nacisku władz na media, dziennikarzy, a nawet blogerów.

Czytamy w nim: „Na skutek tych działań warunki pracy na Białorusi z trudnych stały się katastrofalne. Od 9 maja [mniej więcej wtedy wystartowała kampania przed wyborami prezydenckimi] do 12 października w naszym kraju ponad 400 razy naruszono prawa dziennikarzy, ponad 50 razy stosowano wobec nich przemoc fizyczną, troje postrzelono gumowymi kulami. Żaden z tych faktów nie doprowadził do wszczęcia postępowania karnego przeciwko winnym tych działań”.

Te trzy instytucje żądają od władz przeprowadzenia śledztwa w sprawie wszystkich przypadków naruszenia praw dziennikarzy, osądzenia winnych, niezatrzymywania dziennikarzy podczas pracy, przywrócenia portalowi Tut.By koncesji, uwolnienia blogerów, zaprzestania blokowania internetu oraz wycofanie się z odmowy druku dzienników.

Łukaszenka już od dawna chciał wyrzucać dziennikarzy

Pod koniec sierpnia MSZ odebrało prawo do wykonywania zawodu na terenie kraju kilkudziesięciu białoruskim dziennikarzom zatrudnionym w zagranicznych redakcjach. Akredytację stracili dziennikarze Reutersa, Associated Press, AFP, BBC, Radia Swoboda, ARD, RFI i Current Times. MSZ powoływało się przy tym na opinię komisji bezpieczeństwa informacyjnego przy Radzie Bezpieczeństwa.

Wpisuje się to zresztą w narrację Aleksandra Łukaszenki, który jeszcze przed wyborami krytycznie wypowiadał się na temat wydawania akredytacji zagranicznym dziennikarzom przybywającym na Białoruś, by je relacjonować.

- Nie ma co czekać na koniec kampanii. Wyrzućcie stąd [dziennikarzy], jeśli nie stosują się do naszych przepisów i nawołują ludzi do jakichś Majdanów - oznajmił.

Niech te prześladowania ocenią obserwatorzy

Przebywająca obecnie w Berlinie laureatka Nagrody Nobla Swietłana Aleksijewicz wraz z szefem Białoruskiego Związku Dziennikarzy Andriejem Bastuniecem oraz sekretarzem generalnym międzynarodowej organizacji Reporterzy bez Granic Kristofem Deluarem zwrócili się we wrześniu do ONZ z apelem o wydelegowanie misji obserwatorów, którzy udokumentowaliby prześladowania dziennikarzy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.