Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Siarhiej Cichanouski, popularny białoruski bloger i więziony mąż liderki białoruskich protestów Swiatłany Cichanouskiej, był obecny na zorganizowanym przez Aleksandra Łukaszenkę w sobotę „okrągłym stole” w KGB. Opozycjonista, który został wtrącony do więzienia, kiedy zdecydował się wystartować w wyborach prezydenckich, nie podał ręki dyktatorowi i powiedział, że rozmawiać o konstytucji będzie, jak już odzyska wolność. W odpowiedzi usłyszał, że wyjdzie z więzienia nieprędko.

Na spotkanie była zapraszana również Marija Kalesnikawa, jedna z liderek zjednoczonego sztabu Swietłany Cichanouskiej więziona od kilku tygodni pod zarzutem nawoływania do podjęcia działań szkodzących bezpieczeństwu Białorusi. Nie chciała jednak spotkać się z Aleksandrem Łukaszenką.

Wbrew temu, co utrzymywała służba prasowa Łukaszenki, uczestnicy spotkania nie zobowiązywali się do zachowania w tajemnicy jego treści.

Cichanouski rozpoznany po czapce

Na żadnym ze zdjęć ze spotkania ani na nagraniu wideo udostępnionym przez służbę prasową Aleksandra Łukaszenki nie widać wszystkich 12 uczestników rozmów. Analizując fotografie, można dojść do wniosku, że uwagę skupiano tylko na niektórych postaciach, a udział innych w tym wydarzeniu starano się zataić, albo przynajmniej go nie eksponować. Jednak pojawienie się za stołem sylwetki człowieka w czapce wzbudziło podejrzenia, że w spotkaniu wziął udział niedoszły kandydat na prezydenta Siarhiej Cichanouski. Czarna czapka stała się symbolem opozycjonisty podczas jego objazdów Białorusi. 

Oficjalnie informację o tym, że jego klient wziął udział w „okrągłym stole" w więzieniu KGB, potwierdził we wtorek adwokat Cichanouskiego Wiktar Mackiewicz. Spotkał się on z aresztowanym w więzieniu śledczym w Żodzinie.

Protestujący w Mińsku domagają się wypuszczenia z więzienia Siarhieja Cichanouskiego.Protestujący w Mińsku domagają się wypuszczenia z więzienia Siarhieja Cichanouskiego. SERGEI GAPON / SERGEI GAPON/AFP/East News

Jak się okazuje, więziony od ponad czterech miesięcy Cichanouski nic nie wiedział o planowanym spotkaniu z Łukaszenką. W sobotę bez podania przyczyn z więzienia w Żodzinie przewieziono go do budynku KGB w Mińsku. Tam w jednej z sal byli już obecni inni uczestnicy spotkania. Oni również nie wiedzieli o tym, co będzie się tam odbywało.

– Wszedł Łukaszenka i uścisnął wszystkim rękę. Siarhiej uniknął tego, gdyż obawia się koronawirusa. Nie chciał również, by filmowała go telewizja. Przez następne pięć godzin trwała rozmowa. Albo raczej monolog, bo większość czasu przemawiał sam Łukaszenka – powiedział w wywiadzie dla portalu TUT.BY Mackiewicz po spotkaniu ze swoim klientem.

Telefon do żony i bania

Przerywając długą tyradę Łukaszenki, Cichanouski miał powiedzieć, że jest bezprawnie przetrzymywany w więzieniu, zadał pytanie o to, dlaczego wysłano list gończy za jego żoną, i wyraził oburzenie się rozpowszechnianymi przez reżimowe media sugestiami, że działa w interesie Rosji lub Zachodu i współpracował z amerykańskim spin doktorem Witalem Szklarouym, który też siedzi w więzieniu i również brał udział w spotkaniu z Łukaszenką.

– W trakcie rozmowy o reformie konstytucyjnej Siarhiej powiedział, że zarówno on, jak i inne zainteresowane tym osoby mogliby wypowiedzieć się na ten temat, ale będąc na wolności, a nie siedząc w kajdankach – opowiada Mackiewicz. Prawnik zaznaczył, że z odpowiedzi Łukaszenki Cichanouski mógł się zorientować, że prezydent dobrze wie o tym, co się dzieje z nim w więzieniu i w jakich warunkach jest przetrzymywany.

W trakcie spotkania Cichanouski poskarżył się też, że od momentu aresztowania nie pozwolono mu porozmawiać z żoną. Wtedy Łukaszenka osobiście zgodził się, by do niej zadzwonił.

Cichanouski zadzwonił do żony w obecności i z telefonu funkcjonariuszy Służby Ochrony Prezydenta. W rozmowie z przebywającą na emigracji Swiatłaną powiedział, że nie należy się spodziewać jego szybkiego zwolnienia, i poradził jej, by była bardziej stanowcza w rozmowach z białoruskimi władzami.

Po spotkaniu z Łukaszenką Cichanouski spędził jeszcze noc w więzieniu śledczym KGB, a później razem z innymi opozycjonistami został zawieziony do bani. O braku możliwości normalnego umycia się wspominał w trakcie spotkania inny więzień polityczny – spin doktor i amerykański obywatel Wital Szklarau oskarżany o przygotowanie zamieszek na Białorusi i kierowanie nimi. Bania znajdowała się poza Mińskiem. Później Cichanouskiego odkonwojowano do więzienia w Żodzinie, a pozostali zostali przewiezieni z powrotem do więzienia KGB w Mińsku.

Kalesnikawa: Za późno na rozmowy

Cichanouski podczas spotkania z Łukaszenką pytał też, dlaczego nie uczestniczy w nim więziona od ponad miesiąca Marija Kalesnikawa, członkini sztabu Swiatłany Cichanouskiej.

Dziś okazało się, że przetrzymywana w więzieniu w Żodzinie Kalesnikawa również była zapraszana do udziału w spotkaniu w Mińsku.

– Odwiedzili ją dwaj panowie i zapytali, czy chce wziąć udział w spotkaniu z Łukaszenką. Maria jest bardzo kreatywną dziewczyną, więc najwyraźniej ona ich nastraszyła – powiedział we wtorek adwokat Kalesnikawej Aleksander Pylczenka, który odwiedził swoją klientkę.

Kalesnikawa miała odpowiedzieć, że nie widzi sensu w spotkaniu z Łukaszenką.

– Po co teraz rozmawiać? Prosiliśmy o zatrzymanie przemocy półtora miesiąca temu. Teraz wszyscy są albo w więzieniu, albo zostali wyrzuceni z kraju. Oprócz tego nie przedstawiliście się, a mnie już wystarczająco dużo wożono po Białorusi. (...) Teraz w więzieniu w Żodzinie jest mi spokojniej, niż jeździć z nieznajomymi ludźmi – przekazał jej słowa Pylczenka.

– Udział Cichanouskiego w spotkaniu był zatajany przez władze. Chodzi o to, żeby nie legitymizować Swietłany Cichanouskiej. Dlatego w odróżnieniu od innych uczestników rozmów jego nie pokazywano w telewizji – powiedział „Wyborczej” politolog Walery Karbalewicz z Ośrodka Analitycznego „Strategia”.

Zwraca on uwagę na to, że po spotkaniach z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem i kanclerz Niemiec Angelą Merkel Cichanouska zdobyła duże uznanie za granicą, co wywołuje nerwowe reakcje Łukaszenki. Karbalewicz zauważa też, że spotkanie Łukaszenki z uwięzionymi opozycjonistami zostało na Białorusi odczytane jako wyraz słabości prezydenta. Stąd jego decyzja o ostrym rozpędzeniu niedzielnych protestów.

– Ludzie stawili opór i w wyniku tego od dwóch dni mamy eskalację przemocy, która jest pośrednim skutkiem tego spotkania – uważa Karbalewicz.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.