Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ten filmik dwukrotnie wywołał falę oburzenia w internecie. Pierwszy raz - kiedy tylko został opublikowany. W Mińsku jeszcze trwała niedzielna akcja protestu przeciwników Aleksandra Łukaszenki, a on miał już dziesiątki tysięcy odsłon.

Na nagraniu funkcjonariusze MSW kopią i biją pałkami mężczyznę na rowerze. Ten próbuje się od nich uwolnić, wyrwać się, ale nie daje rady i tylko dostaje kolejne ciosy w głowę, po plecach, po nogach i znowu w głowę. W tle jakaś kobieta krzyczy: "Co wy robicie? Nie bijcie go!". Milicjanci jednak nie zwracają na nią uwagi. Mężczyzna pyta o swój rower i znowu obrywa. 

- Jechałem rowerem, nie brałem udziału w akcji. Po prostu obok mieszka moja mama. Nagle zobaczyłem funkcjonariuszy z jednej strony, zawróciłem, ale inni już byli z drugiej. O nic nie pytali, tylko od razu zaczęli kopać - opowie później w wywiadzie dla sportowego portalu Tribuna. 

Brutalność służb – bicie pałką w głowę, kopanie. W trakcie niedzielnego protestu było tego bardzo dużo, ale nawet na tym tle bezwzględność funkcjonariuszy wobec tego konkretnego mężczyzny robiła wrażenie.  

– Na chwilę straciłem przytomność. Bałem się, że mnie zabiją - przyzna później. 

Drugi raz filmik wywołał sensację nazajutrz, kiedy okazało się, że bitym był miński architekt Mikita Domraczew. Prywatnie - brat ulubienicy Aleksandra Łukaszenki, czterokrotnej mistrzyni olimpijskiej, dwukrotnej mistrzyni świata w biatlonie Darii Domraczewej.

Mistrzyni milczy

To jedna z najbardziej znanych i lubianych postaci związanych ze sportem. Za swoje osiągnięcia została odznaczona przez Aleksandra Łukaszenkę najwyższym odznaczeniem państwowym - Gwiazdą Bohatera Białorusi.

Przez lata była też ważną częścią państwowej elity: pojawiała się na uroczystościach państwowych, wraz z prezydentem brała udział w akcjach propagandowych i czynach społecznych. Wychwalała białoruskie porządki i była stale obecna w reżimowych mediach. Była dowodem na skuteczność łukaszenkowskiego systemu. "Daria zwycięzca! Złota Daria! Najlepszy sportowiec! Ulubienica Aleksandra Łukaszenki" – tak pisała o niej  prasa.  

Jednak okazało się, że dziś nawet sympatia dyktatora nie jest gwarancją bezpieczeństwa dla rodziny. Rozbita głowa, posiniaczone plecy i nogi Mikity Domraczewa są tego najlepszym dowodem. Wkrótce ma on stanąć przed sądem oskarżony o udział w nielegalnym zgromadzeniu. Grozi za to kara grzywny bądź areszt do 15 dni. 

Mimo iż od momentu zatrzymania i pobicia brata minęła już ponad doba, Daria nie zabrała głosu na ten temat. Przebywa teraz w Chinach, ale jak potwierdził w wywiadzie dla sportowego portalu Tribuna sam Mikita, z internetu dowiedziała się o jego pobiciu.  

Domraczewa milczy, ale - bądźmy szczerzy - co niby ma w tej sytuacji powiedzieć? Zażądać ukarania winnych? Daria jest realistką, na dodatek kapitanem KGB w stanie spoczynku. I wie, że nic z tego nie będzie.

Obrońcy Łukaszenki

Zresztą niedawno już obserwowaliśmy podobną sytuację. 

W trakcie wywiadu dla rosyjskich mediów Margarita Simonian, naczelna telewizji RT (Russia Today), niezwykle zasłużonej dla utrzymania przez Aleksandra Łukaszenkę władzy, dopytywała go, co sądzi o aresztowaniu jej dziennikarzy w pierwszych dniach po wyborach prezydenckich [te odbyły się 9 sierpnia].

Zatrzymani na kilka dni współpracownicy Simonian byli bici, poniżani i głodzeni w owianym mroczną sławą areszcie przy ulicy Akrescina w Mińsku, podobnie jak setki białoruskich demonstrantów. Jednak naczelna RT nie doczekała się potępienia przez Łukaszenkę działań służb i milicyjnej brutalności. 

- Ci chłopcy bronili Białorusi, ale również bronili mnie. Proponuję po prostu przewrócić tę kartkę - odpowiedział jej przyparty do muru Łukaszenka. 

Przemoc - to jedyny język władzy

Może bohaterka Białorusi Daria Domraczewa jeszcze się wypowie na temat milicyjnej brutalności wobec jej brata i tysięcy innych Białorusinów. Może zmuszą ją do tego dziennikarskie pytania. Może wyrazi ubolewanie i zaniepokojenie, czy nawet oburzenie i potępienie.

Jednak jest oczywiste, jaka będzie odpowiedź Aleksandra Łukaszenki... 

OMON-owska przemoc pozostaje dziś głównym środkiem obcowania władzy ze wzburzonym społeczeństwem. Łukaszenkowska elita - tak samo jak zwykli obywatele - jest bezbronna wobec milicyjnego bezprawia. 

Dzieje się tak dlatego, że to nawet nie Łukaszenka, tylko anonimowy funkcjonariusz w kominiarce i z pałą w ręku jest dziś największą i najważniejszą władzą w państwie. Bo to od wierności OMON-u i jego gotowości do bicia, kopania, znęcania się i zastraszania zależy dziś polityczna przyszłość prezydenta. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.