Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mimo brutalnych represji Białorusini już 64. dzień protestują w niedzielę przeciwko sfałszowaniu wyników wyborów prezydenckich. Ta nieopadająca fala protestów wymusza na Aleksandrze Łukaszence zmianę taktyki.

Od dwóch miesięcy prezydent jest pod mocną presją. Z jednej strony wywierają ją Białorusini, którzy nie zważając na tysiące aresztowanych i setki spraw karnych wszczynanych wobec uczestników protestów, ciągle nie chcą się pogodzić z perspektywą następnych pięciu lat rządów znienawidzonego władcy. Z drugiej strony jest Rosja. Zaniepokojona skalą protestów i możliwością dojścia do władzy prozachodnich sił głośno domaga się od Łukaszenki wewnętrznych reform. Jest jeszcze Zachód oburzony bezprecedensową brutalnością białoruskich służb.

11.10.2020, Mińsk, jeden z rannych podczas starć z milicją.11.10.2020, Mińsk, jeden z rannych podczas starć z milicją. Fot. AP

To wyjątkowa sytuacja w historii rządów Łukaszenki. Wcześniej zawsze udawało mu się uniknąć jednoczesnej presji wszystkich tych trzech czynników. Presja społeczeństwa i Zachodu była równoważona bezwzględnym i bezwarunkowym poparciem ze strony Kremla. Albo odwrotnie: presja Rosji łagodzona była zachodnim wsparciem. Teraz mimo próby manewrowania podobny trik Łukaszence na razie się nie udaje. Presja jest wywierana ze wszystkich stron, co oczywiście znacząco osłabia jego pozycję i zmniejsza szansę na przetrwanie kryzysu.

Od okrągłego stołu do wielkiego pałowania

Stosując tylko bat, tylko represje, Łukaszenka nie ma szans na utrzymanie się przy władzy. Dlatego potrzebuje dodatkowych argumentów, by zneutralizować przynajmniej niektóre z tych ośrodków. Taki wniosek można wyciągnąć z jego niespodziewanej wizyty w więzieniu śledczym KGB i ponadczterogodzinnych pertraktacji z członkami opozycyjnej Rady Koordynacyjnej oraz sztabu wyborczego Swiatłany Cichanouskiej.

Przy okrągłym stole dyktator rozmawiał z 12 swoimi więźniami. Ten, kto się spodziewał, że to początek jakichś wielkich przemian, musi dziś czuć się zawiedziony. W czasie kiedy Łukaszenka rozmawiał z uwięzionymi opozycjonistami, na terenie całego kraju trwały zatrzymania kolejnych uczestników protestów. W Mohylewie, Mińsku, Homlu zatrzymanych zostało kilkanaście osób, w tym dziennikarze i członkini Rady Koordynacyjnej. Represje były kontynuowane i w niedzielę, kiedy służby specjalne z niezwykłą brutalnością atakowały wielotysięczne protesty w Mińsku. Znowu polała się krew, znowu grzmiały wybuchy granatów hukowych, protestujący byli polewani armatkami wodnymi i truci gazem łzawiącym. Setki Białorusinów ponownie wylądowały w aresztach.

To wszystko sprawiło, że nawet dla tych, którzy z optymizmem spoglądali na „okrągły stół w KGB”, stało się oczywiste, że Łukaszence nie chodzi wcale o dialog, nie chodzi o porozumienie z protestującymi i wzajemne ustępstwa. Chodzi mu tylko o rozładowanie napięcia i stworzenie u protestujących wrażenia istnienia szansy na kompromis. Rzeczywistym celem jest jednak neutralizacja przynajmniej kilku z ośrodków, które wywierają na niego presję.

Gest w stronę Rosji i protestującej ulicy

W więzieniu KGB Aleksander Łukaszenka rozmawiał z Wiktorem Babaryką i jego otoczeniem. Jest to wyraźny gest w stronę Moskwy. Babaryka, wieloletni prezes Biełgazprombanku, ma szerokie kontakty w moskiewskiej elicie i byłby do zaakceptowania dla Kremla jako poważny systemowy gracz polityczny bądź lider partii mającej reprezentację w białoruskim parlamencie.

Uwięziony przez Łukaszenkę za chęć udziału w walce o fotel prezydenta Babaryka jeszcze w lipcu był jednym z najpopularniejszych polityków na Białorusi. Dlatego nadal musi mieć pewne zaplecze polityczne wśród protestujących. Włączenie Babaryki i jego ludzi do projektu reformowania konstytucji zapewne zostanie ocenione pozytywnie przez Kreml i zmniejszy rosyjską presję na Łukaszenkę.

Trudniej będzie z protestującymi Białorusinami. Jeżeli nawet wymuszone przez służby specjalne na Swiatłanie Cichanouskiej nagranie apelu o zaniechanie protestów i jej wyjazd za granicę nie zatrzymały akcji ulicznych, to jest oczywiste, że nie zatrzyma ich też żaden apel Babaryki, zwłaszcza obciążony podejrzeniami o jakiś układ z dyktatorem. Dlatego ofiarując wybranym zasiadanie przy stole rozmów, Łukaszenka równolegle zademonstrował, co ma dla tych, którzy będą się upierać przy protestach.

Chce pokazać wszystkim, że władza nadal jest mocna i jeżeli król zaproponował rozmowy, to wcale nie oznacza, że jest słaby. Jednak cokolwiek by dziś mówili zwolennicy Łukaszenki, dopuszczenie alternatywy pokazuje, że mimo demonstrowanej pewności siebie Łukaszenka musi robić rzeczy, które jeszcze niedawno publicznie wykluczał. Oznacza to, że determinacja protestujących od 64 dni Białorusinów zaczyna przynosić efekty.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.