Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O godz. 13 czasu polskiego w białoruskiej stolicy rozpoczął się "Marsz Honoru". W mieście od rana widać było dodatkowe siły milicji i wojska, przywieziono też ciężki sprzęt do pacyfikacji demonstracji. Przy stacji metra Puszkinskaja milicja użyła armatek wodnych.

Organizatorzy demonstracji podkreślają, że minęły dwa miesiące od sfałszowanych wyborów prezydenckich i pierwszych masowych protestów. Trasa marszu prowadziła od Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej przez areszt KGB aż do aresztu przy ul. Wołodarskiego. W ten sposób protestujący chcieli wyrazić solidarność z więźniami politycznymi.

Białoruś. Zatrzymani dziennikarze

Do pierwszych brutalnych zatrzymań doszło w okolicach Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, ranne osoby były ubrane po cywilnemu. Milicja pałowała zgromadzonych. Agencja TASS podała, że milicja użyła też granatów hukowych wobec protestujących. Lekarze udzielili im pomocy.

Rzeczniczka mińskiej milicji Natalla Hanusiewicz potwierdziła agencji Interfax zatrzymanie na "nielegalnej akcji protestacyjnej kilku osób", które zostały przewiezione do różnych aresztów "w celu dalszych wyjaśnień". 

Zatrzymani zostali też dziennikarze Biełsatu, agencji Biełapan, portalu Nowy Czas oraz TASS. Przewieziono ich na komisariat w celu sprawdzenia dokumentów. Część z nich wyszła już na wolność - podaje Biełsat. Dziennikarz tej redakcji Zmicier Mickiewicz został oskarżony o niepodporządkowanie się poleceniom funkcjonariuszy, którzy go zatrzymywali.

Zatrzymywane były też zupełnie przypadkowe osoby, na przykład rowerzysta jadący przez centrum miasta.

 
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.