Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Poczekajcie tydzień i zobaczycie, co będzie w Polsce. Dlaczego Litwini, Polacy i Ukraińcy do nas lezą? Ponieważ mają katastrofalną sytuację, muszą odwrócić uwagę społeczeństwa, a także pokazać palcem, że jesteśmy temu winni. Poczekajcie jeszcze – ludzie tam za chwilę się nimi zajmą! - grzmiał Łukaszenka w trakcie piątkowej narady z udziałem kierowników białoruskich resortów siłowych.

Wyraził też swoje zadowolenie z twardych działań białoruskiego MSZ, wyraźnie mając na myśli niedawne wydalenie z Białorusi dużej grupy polskich i litewskich dyplomatów.

- Widzę, że ministerstwo spraw zagranicznych zaczęło bardziej aktywnie działać. Ale to nie wystarcza, trzeba z pełną surowością bronić swoich praw - powiedział Łukaszenka, sugerując, że wydalenie dyplomatów to nie koniec ciosów wymierzonych w Polskę i Litwę.

Nie udaje się podzielić UE 

Tego samego dnia szef białoruskiego MSZ Uładzimir Makiej odbył rozmowę telefoniczną z wysokim przedstawicielem UE ds. bezpieczeństwa i polityki zagranicznej Josepem Borrellem. Makiej zapewnił go, że działania podjęte wobec Polski i Litwy nie są skierowane przeciwko całej Uni, lecz są jedynie odpowiedzią na „szczególnie negatywną rolę, którą władze tych państw odgrywają w relacjach z Białorusią”.

Jednak na razie większego skutku białoruskie tłumaczenia nie przyniosły. Jak podał białoruski portal Tut.By, powołując się na swoje źródła w kołach dyplomatycznych, w sobotę rano w Mińsku pozostawali tylko ambasadorowie Austrii i Włoch. Reszta państw unijnych mających swoje ambasady w Mińsku już wezwała dyplomatów na konsultacje na znak solidarności z Warszawą i Wilnem.

- Z podjętych działań i odwołania niemal wszystkich ambasadorów widać, że Łukaszence nie udało się podzielić UE i narzucić jej swojej wizji. Z drugiej strony Bruksela, choć mogłaby podjąć bardziej stanowcze działania, na razie woli zostawić drzwi otwarte i nadal ma nadzieję na dialog z Łukaszenką - powiedział "Wyborczej" białoruski politolog Andrej Jelisiaju, dyrektor analitycznego ośrodka East.

Jego zdaniem prowadzenie zdecydowanej polityki wobec Mińska utrudnia to, że część państw UE, szczególnie na południowym zachodzie Europy, po prostu mało się interesuje relacjami z Białorusią i sytuacją w tym państwie, dlatego nie chcą się angażować w jakiś mało zrozumiały dla nich konflikt

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.