Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Odwiedzenie przez Łukaszenkę słynnej „amerykanki” - więzienia śledczego KGB, i przeprowadzenie tam wielogodzinnych pertraktacji z więźniami politycznymi to rzecz niezwykła, wręcz sensacyjna.

Służba prasowa prezydenta potwierdziła: Aleksander Łukaszenka ponad cztery godziny rozmawiał z członkami Rady Koordynacyjnej i zjednoczonego sztabu Swiatłany Cichanouskiej. Informacja o spotkaniu w więzieniu KGB z udziałem Łukaszenki jest teraz główną wiadomością na portalu reżimowej agencji Biełta. Na rozpowszechnionym przez służbę prasową zdjęciu widać, że za okrągłym stołem naprzeciwko Łukaszenki siedzą przebywający w więzieniu Wiktar Babaryka - jeden z kandydatów, który próbował wystartować w wyborach prezydenckich, Lilia Własoua, prawniczka i członkini Rady Koordynacyjnej, szef IT-kompanii Pandadoc Dzmitry Rabcewicz, spin doktor Wital Szklarau, biznesmen Jury Waskresieński i kilka osób, których nie udało się zidentyfikować. Ze skąpego doniesienia na profilu służby prasowej Aleksandra Łukaszenki w sieci Telegram wynika, że rozmowa dotyczyła zmian w konstytucji Białorusi.

- Konstytucji na ulicy nie napiszesz – miał powiedzieć podczas spotkania Łukaszenka.

Według jego służby prasowej strony umówiły się, że treść rozmowy pozostanie na razie w tajemnicy. Będzie to bardzo łatwe do wykonania, gdyż opozycjoniści pozostają w jednym z najbardziej strzeżonych więzień Białorusi. Nic nie wiadomo o tym, by ich los miał się zmienić.

Oczywiście trudno traktować poważnie pertraktacje na temat reformy konstytucji prowadzone w więzieniu śledczym KGB, zwłaszcza gdy jedna strona jest pełnym władcą losów drugiej strony. Ale warto pamiętać, że nigdy wcześniej w swojej 26-letniej karierze Łukaszenka nic podobnego nie zrobił.

To efekt spotkania Putina i Łukaszenki w Soczi?

Przyczyny, które zmusiły go do podjęcia takiego niecodziennego kroku, mogą kryć się w osobie jednego z uczestników spotkania. Chodzi o byłego szefa Biełgazprombanku Wiktara Babarykę. Niespodziewanie wystawił on swoja kandydaturę w wyborach prezydenckich i zebrał rekordową liczbę ponad 400 tys. podpisów. Mimo to nie został zarejestrowany, wtrącono go za to do więzienia śledczego KGB. Babaryka ma potężne kontakty w rosyjskiej elicie, był nazywany kremlowskim kandydatem. Mimo to jego areszt nie spowodował rosyjskich retorsji, nie wiadomo też o żadnych działaniach, które w czasie kampanii wyborczej byłyby podejmowane przez Rosję, by doprowadzić do jego uwolnienia i zarejestrowania jako kandydata na prezydenta.

W odróżnieniu od sprawy aresztowanych 33 osób z prywatnej rosyjskiej kompanii wojskowej Wagnera Kreml nie podjął w sprawie Babaryki żadnych działań. Dopiero po wyborach prezydenckich i wybuchu protestów ulicznych osoba Babaryki niespodziewanie stała się tematem pertraktacji zabiegającego o poparcie Kremla Aleksandra Łukaszenki i Władimira Putina. Miało to się odbywać w trakcie rozmów w Soczi.

- Sądzę, że los Babaryki i jego towarzyszy był osobnym punktem w tych pertraktacjach. To znaczy nawet nie sądzę, ja to wiem. Nie znam wyników tych rozmów, ale wkrótce je poznamy - mówił zazwyczaj dobrze poinformowany redaktor naczelny radia Echo Moskwy Aleksiej Wieniediktow.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow nie potwierdził, ale również nie zaprzeczył, by los Babaryki był omawiany na spotkaniu przywódców Rosji i Białorusi. Dlatego pertraktacje w więzieniu KGB z udziałem Babaryki mogą być wynikiem ustaleń, które osiągnięto w Soczi. Temat – reforma konstytucji – jeszcze bardziej to uwiarygodnia. W Soczi Putin i Łukaszenka właśnie ustalali tryb przeprowadzenia reformy białoruskiej konstytucji. Według Rosji ma to być sposób na rozwiązanie trwającego od dwóch miesięcy kryzysu na Białorusi.

Podsumowując: spotkanie Łukaszenki z Babaryką oraz więzionymi przez KGB członkami Rady Koordynacyjnej i sztabu Swietłany Cichanouskiej może być zarówno pierwszą namiastką rzeczywistego wewnętrznego dialogu, jak i próbą jego upozorowania. Ostateczna ocena zależy od kondycji opozycjonistów przebywających od kilku miesięcy w więzieniu KGB. Niezależnie od tego osobisty udział Łukaszenki w podobnym wydarzeniu świadczy, że nie zważając na wszystkie swoje wcześniejsze deklaracje, dobrze zdaje on sobie sprawę z tego, że tak jak przed 9 sierpnia już na Białorusi nie będzie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.