Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Unia Europejska w postaci starej Europy to jedno, a wredna polityka Polski i tańczącej tuż przy niej Litwy to jest zupełnie inna sprawa (...) Realną siłę mają Niemcy, właśnie stanowisko Niemiec zadecydowało, że Łukaszenki nie ma na liście osób objętych sankcjami - mówił w wywiadzie dla reżimowej agencji Biełta deputowany Izby Reprezentantów Ihar Marzaluk.

W ten sposób władze Białorusi próbują podzielić Unię na dobrą „starą Europę” i złą Polskę oraz kraje bałtyckie. Dlatego, nie zważając na to, że decyzja o wprowadzeniu unijnych sankcji wobec przedstawicieli reżimu Aleksandra Łukaszenki była przyjmowana solidarnie przez wszystkie 27 państw UE, Mińsk odwołał swoich ambasadorów tylko w Polsce i na Litwie i zażądał, by taki sam krok uczyniły Warszawa i Wilno.

Mińsk mnoży żądania wobec Litwy i Polski

Strategia „dziel i rządź” w stosunku do Unii jest dobrze znana i od dawna wykorzystywana przez Rosję. Aleksander Łukaszenka nazywa siebie młodszym bratem Putina, więc nie należy się dziwić, że w warunkach kryzysu sięga po sztuczki wymyślone przez Kreml.

W wyniku nieustępliwości Mińska wczoraj późnym wieczorem ambasador Polski Artur Michalski i ambasador Litwy Andrius Pulokas zmuszeni zostali opuścić Białoruś. Nie jest to koniec wojny dyplomatycznej, którą wypowiedział Polsce i Litwie Łukaszenka.  Białoruski MSZ żąda też drastycznego zmniejszenia liczby polskich i litewskich dyplomatów na Białorusi. Dla obydwu ambasad podporządkowanie się żądaniom białoruskiego MSZ oznacza faktyczny paraliż ich działalności. Sytuacja jest więc bardzo napięta i najbliższe dni mogą przynieść kolejne wyjazdy bądź wydalenia polskich i litewskich dyplomatów z Białorusi.

Niemcy wzywają ambasadora

Polscy i litewscy demokraci wspólnie zabiegali o solidarną reakcje UE na działania białoruskiego MSZ wobec swoich dyplomatów. We wtorek na znak solidarności z Polską i Litwą Białoruś opuścił ambasador Niemiec Manfred Huterer. Wiadomo, też że nie będzie on ostatnim unijnym ambasadorem, który zostanie wezwany na konsultacje.

Białoruski reżim teraz uważnie śledzi ruchy unijnych ambasad akredytowanych w Mińsku. Kto wyjedzie? Kto zostanie? Od tego, na ile przekonująco wypadnie demonstracja unijnej solidarności, zależy nie tylko, jak daleko Aleksander Łukaszenka pójdzie w „karaniu” Polski i Litwy. Od tego zależy też, czy Unia Europejska będzie postrzegana na Białorusi jako wpływowy i konsekwentny gracz, czy jednak tylko jako formalny i łatwy do wewnętrznego skłócenia sojusz, gdzie każde państwo rozgrywa swoją własną partię.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.