Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na Białorusi od pięćdziesięciu siedmiu dni trwają masowe akcje protestacyjne. Białorusini wyrażają w ten sposób brak zgody na fałszowanie wyborów prezydenckich. 

Niedzielny marsz organizowany był pod hasłem: „Marsz uwolnienia więźniów politycznych”. Ulicami Mińska od rana jeździły wozy wojskowe, a plac Niepodległości ogrodzono barierkami, by uniemożliwić mińszczanom zbiórkę i sformowanie kolumny.

Tym razem akcję relacjonowało niewielu dziennikarzy, co związane jest z nowymi przepisami białoruskiego MSZ, który odebrał wszystkim zagranicznym dziennikarzom akredytacje, a niezależny portal TUT.BY pozbawił koncesji. Nie spadła jednak frekwencja. W samym Mińsku w niedzielnym marszu wzięło udział według szacunków Interfaxu ponad 100 tysięcy osób.

Władze: "Denis K. spadł z łóżka"

Hasło niedzielnego marszu nie jest przypadkowe. 3 października w mińskim szpitalu zmarł 41-letni Denis K. Na oddział przyjęto go prosto z aresztu Akrescina, w którym, jak opowiedział medykom, został dotkliwie pobity. Kierownictwo aresztu tłumaczyło, że obrażeń Denis nabawił się, spadając z łóżka.

Denisa K. przyjęto do szpitala z otwartym, urazowym uszkodzeniem mózgu, krwiakami wewnątrzczaszkowymi, urazem lewego płatu skroniowego, złamaną prawą kością skroniową, biodrową, żebrami i prawym obojczykiem. Lekarze potwierdzili także uraz płuc i serca. Mimo usilnych starań, mężczyzny nie udało się uratować.

Rodzina zmarłego poinformowała portal TUT.By, że do Akresciny został on przywieziony w wyniku przypadkowej łapanki. Wcześniej nie uczestniczył w akcjach protestu, a przez tydzień przed zatrzymaniem przebywał na podmiejskiej daczy.

Śmierć mężczyzny wstrząsnęła Białorusinami. Mieszkańcy białoruskiej stolicy, zamiast tradycyjnie zebrać się przed rezydencją Aleksandra Łukaszenki, za punkt docelowy niedzielnego marszu wybrali areszt Akrescina.

 Zakaz noszenia masek

Białoruskie władze działają zgodnie z utartym schematem. Ze względu na niedzielny marsz wiele centrów handlowych, knajp i kawiarni zamkniętych zostało wcześniej lub w ogóle nie otworzyło się dla klientów. Najczęściej na polecenie władz, które starają się tym samym uniemożliwić protestującym schronienie się przed wojskowymi i OMON-em w miejscach publicznych. Z tego samego powodu z użytku wyłączono wiele stacji metra. Nie zatrzymują się na nich pociągi, co nie tylko nie pozwala na ucieczkę, ale także na dotarcie do centrum miasta.

Utrudnić samoorganizację miało też odłączenie internetu. Firma telefoniczna A1 opublikowała na Twitterze oficjalne oświadczenie, w którym informuje, że dostarczane przez nią usługi zostaną wstrzymane ze względu na nakaz wydany przez władze. Łączności w Mińsku abonenci m.in. A1 byli pozbawieni przez ponad cztery godziny.

Niedzielny protest w Mińsku, 4 października 2020 r.Niedzielny protest w Mińsku, 4 października 2020 r. Fot. AP

Nowością podczas dzisiejszego, licznego protestu był zakaz władz, zgodnie z którym Białorusini, mimo drugiej fali koronawirusa i wzrastającej liczby zakażeń w kraju, nie mieli prawa nosić masek.

Zatrzymania protestujących i dziennikarzy

W Mińsku dwukrotnie przeciwko protestującym zostały użyte armatki wodne. Raz jednak plany siłowików pokrzyżował jeden z demonstrantów, który podbiegł z biało-czerwono-białą flagą do wozu i wyciągnął z armatki jeden z elementów, a woda wytrysnęła z wozu w górę niczym z fontanny.

Mimo uzbrojonych po zęby siłowików, dziesiątków awtozaków, czyli milicyjnych autobusów, serii zatrzymań i wykorzystywania przez funkcjonariuszy nie tylko milicyjnych pałek, ale także armatek wodnych, uczestnicy marszu dotarli pod mury aresztu Akrescina, gdzie skandowali „Wypuszczaj!”, „Uwolnij!”. Większość demonstrantów miała tradycyjnie narodową biało-czerwono-białą symbolikę, flagi, koszulki z herbem Pogoni czy plakaty z wolnościowymi hasłami.

Protestowali także mieszkańcy mniejszych miast, m.in. Witebska i Grodna. Tam milicja użyła przeciw protestującym gazu łzawiącego. W Grodnie potraktowano nim 13-latkę. Dziewczynka została też zatrzymana. Odwieziono ją do komisariatu milicji. Opozycyjny kanał informacyjny NEXTA zamieścił filmik, na którym widać, jak dziewczynkę po asfalcie ciągną siłowicy, do których ludzie skandują: „Nie ruszajcie dziecka!”.

 Centrum Ochrony Praw Człowieka „Wiasna” poinformowało o godz. 18.00 o 90 zatrzymanych, spośród których 10 to dziennikarze. Lista cały czas jest aktualizowana. W zeszłym tygodniu podczas niedzielnej akcji protestu zatrzymano ponad 200 osób.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.