Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Sankcje nałożono na 40 Białorusinów odpowiedzialnych za fałszowanie sierpniowych wyborów prezydenckich i późniejsze represje. Najwyższy rangą na tej "czarnej liście" jest szef MSW Juryj Karajeu. Podczas zakończonego dziś szczytu nie dyskutowano o dodaniu na nią Aleksandra Łukaszenki. 

– Kraje Unii są podzielone w tej sprawie ze względów taktycznych. Ale temat sankcji wobec Łukaszenki szybko wróci – tłumaczy jeden z zachodnich dyplomatów.

Szczyt wezwał do przeprowadzenia nowych i uczciwych wyborów prezydenckich na Białorusi. – Apelujemy o wewnątrzbiałoruski dialog z udziałem OBWE – powiedział francuski prezydent Emmanuel Macron.

O – znanym wcześniej - „polskim planie” dla Białorusi (chodzi m.in. o ułatwienia wizowe i przyszłe wsparcie finansowe dla małych i średnich firm) mówił na szczycie premier Mateusz Morawiecki.

– Z dużą satysfakcją mogę powiedzieć, że Rada Europejska przyjęła zaproponowany przez nas plan gospodarczy, ekonomiczny dla demokratycznej Białorusi – relacjonował po zakończeniu obrad polski premier. Tyle że w oficjalnych zapisach ze szczytu UE znajduje się tylko zdanie zlecające Komisji Europejskiej opracowanie planu wsparcia dla Białorusi, dla którego zapewne wkładem mogą być pomysły Polski.

Unijni przywódcy już w sierpniu wstępnie zgodzili się na sankcje (zakaz wjazdu i zamrożenie majątku na terenie Unii) wobec wysoko postawionych Białorusinów winnych fałszerstw wyborczych oraz represji. Jednak potem do żmudnych i czasochłonnych unijnych procedur sankcyjnych doszedł problem Cypru, który zaczął uzależniać swą zgodę na te restrykcje od stanowczych działań, a najlepiej sankcji UE na Turcję za naruszanie morskich granic cypryjskiej strefy ekonomicznej. Od sierpnia Turcja m.in. za pomocą manewrów swych okrętów zaogniała stare spory graniczne między Grecją i Cyprem (m.in. w związku z podmorskimi złożami gazu). I dlatego przywódcy obu krajów w nocy z czwartku na piątek przez kilka godzin targowali się o jak najbardziej stanowcze decyzje szczytu co do Ankary.

Z Turcją na razie bez sankcji

Prezydent Macron w ostatnich tygodniach forsował ostrą linię wobec Turcji, a kanclerz Niemiec Angela Merkel stawiała na niesankcyjną dyplomację. Podczas szczytu Morawiecki – wedle dyplomatów zaznajomionych z przebiegiem obrad - nie prezentował żadnego wyrazistego stanowiska w tej sprawie.

Ostatecznie przywódcy Unii przypomnieli, że – to brukselski „kij” wobec Ankary - sankcje wobec Turcji są opcją nadal leżącą na stole i wrócą do tematu Cypru najpóźniej w grudniu. Ale jednocześnie – to z kolei „marchewka” - zlecili szefowi Rady Europejskiej Charlesowi Michelowi prace nad „dodaniem nowej energii” konstruktywnym relacjom z Turcją.

– Mamy nadzieję, że nada to nowy impuls rokowaniom z Turcją co do kwestii dotyczących Grecji i Cypru, ale też relacji całej Unii, w tym o współpracy w kwestii uchodźców lub unii celnej – powiedziała Merkel. Ankarze od lat zależy na mocnym pogłębieniu umowy UE -Turcja o unii celnej, ale w Unii są duże opory z powodu coraz bardziej autokratycznej linii prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana.

Macrona podczas piątkowych obrad reprezentowała Merkel, choć szczyt dziś zajmował się bardzo francuskim postulatem „autonomii strategicznej” Unii. Zwłaszcza na unijnej Północy ten koncept budzi obawy przed zamaskowanym europejskim protekcjonizmem.  

– Mamy już Unię, która nie myśli o sobie tylko jako o rynku, lecz jako o potędze w dziedzinie przemysłowej, cyfrowej, strategicznej – przekonywał Macron tuż przed wyjazdem z Brukseli. Szczyt zgodził się, że budowie autonomii strategicznej (nieprzeczącej „otwartemu rynkowi”) ma pomóc przeznaczenie 20 proc. pieniędzy z „programów odbudowy i odporności” Funduszu Odbudowy na transformację cyfrową. Polska działka dotacji z tych „programów” to nawet do 23 mld euro.

Spór o praworządność ucięty

Michel szybko uciął dziś rozkręcającą się dyskusję o regule „fundusze za praworządność”, choć parę krajów zdążyło się zdystansować od kompromisowego projektu Niemiec z tego tygodnia (krytykowanego za zbytnie rozwodnienie). A Mateusz Morawiecki i Viktor Orban zaprotestowali przeciw „reinterpretacjom” ustaleń szczytu z lipca, po którym przekonywali, że pomysł uwarunkowania przekazywania unijnych funduszy od respektowania praworządności wręcz upadł.

Jednak obecny szczyt był okazją do rozmowy Merkel (jako szefowej obecnej niemieckiej prezydencji w Radzie UE) z przewodniczącym Parlamentu Europejskiego Davidem Sassolim o negocjacjach co do unijnego pakietu budżetowego na lata 2021-29. Także kluczowi europosłowie, którzy pilotują rozporządzenie „fundusze za praworządność”, są przeciwni niemieckiej wersji, którą uznają za zbyt słabą. Ponadto negocjatorzy europarlamentu żądają sporego zwiększenia budżetu UE, który na lipcowym szczycie ustalono na 1074 mld euro. Merkel miała przekonywać Sassoliego do bardziej kompromisowego podejścia zarówno co do kwot, jak i praworządności.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.