Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od 7 sierpnia do 15 września Tut.by otrzymał cztery ostrzeżenia od ministerstwa informacji za swoje publikacje, które dotyczyły m.in. wyborów prezydenckich i premii dla urzędników. Z tego powodu zgodnie z decyzją ministra informacji Igora Łuckiego z 29 września portal pozbawiono akredytacji do 30 grudnia tego roku.

Marina Zołotowa, redaktorka naczelna Tut.by, na konferencji prasowej Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy (BAŻ) 30 września nazwała tę decyzję „całkowitym czyszczeniem pola informacyjnego”.

- Dostęp do Tut.by można w każdej chwili zablokować. Nie wykluczamy, że może nas to spotkać - dodała Zołotowa.

Rejestracja w charakterze medium internetowego na Białorusi jest dobrowolna, dlatego kierownictwo redakcji podkreśliło, że portal będzie nadal działać jako strona internetowa.

Praca z ograniczeniami

Chociaż Tut.by powstał w 2000 r., status medium informacyjnego uzyskał dopiero w styczniu 2019 r. Jak wyjaśniła Zołotowa, było to konieczne w celu uzyskania łatwiejszego dostępu do organów rządowych i możliwości normalnej pracy podczas protestów.

Po decyzji ministerstwa informacji redaktor naczelna zaznaczyła, że od 1 października Tut.by nie będzie już wysyłać swoich dziennikarzy do pracy przy masowych protestach.

- Największym zagrożeniem jest to, że nasi dziennikarze nie będą już mogli wyjść „w teren” i spokojnie pracować podczas akcji ulicznych. Będą postrzegani przez ludzi w oliwkowych mundurach i kominiarkach jako uczestnicy protestu - dodała Zołotowa.

"Reżim niszczy wszystko dookoła"

Decyzję o pozbawieniu Tut.by statusu medium informacyjnego skomentowała na swoim kanale w komunikatorze Telegram liderka białoruskiej opozycji Swiatłana Cichanouska.

"Przez długi czas myśleliśmy, że nikt nie odważy się zakłócić pracy Tut.by, ale już drugi miesiąc widzimy, jak system, próbując przedłużyć swoje istnienie, niszczy wszystko dookoła" - napisała.

Według Cichanouskiej reżim nie będzie w stanie „ukryć zbrodni” poprzez zatrzymanie druku niezależnej prasy, blokowanie stron internetowych czy pozbawienie mediów akredytacji.

Dziennikarze są represjonowani

Od początku kampanii prezydenckiej 8 maja każdego dnia władza coraz bardziej nasilała represje w stosunku do przedstawicieli mediów. Dziennikarze byli wielokrotnie aresztowani i karani grzywnami. Tylko we wrześniu zarejestrowano 60 zatrzymań dziennikarzy.

1 października przedstawiciele niezależnych wydawnictw zwrócili się do ministerstwa informacji z apelem o wycofanie pozwu przeciwko Tut.by. Wezwali również do odblokowania licznych portali internetowych relacjonujących problemy społeczno-polityczne w kraju, a także do usunięcia przeszkód w druku i kolportażu niezależnych gazet.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.