Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od środy w cieszącym się ponurą sławą areszcie przy ulicy Akreścina w Mińsku znajduje się 37-letnia Alena Leuczanka jedna z najbardziej znanych i lubianych białoruskich koszykarek. Współautorka największego jak dotychczas sukcesu białoruskiej koszykówki – brązowego medalu na mistrzostwach Europy w 2007 roku. Polscy kibice mogą ją pamiętać z występów w Gorzowie i Wiśle. W szeregach tego ostatniego klubu w 2011 r. Leuczanka została mistrzynią Polski.

Dlaczego słynna koszykarka wylądowała w areszcie? Po prostu brała udział w akcjach protestu, co zgodnie z białoruskim prawem jest wykroczeniem. Razem z setkami tysięcy innych Białorusinów uczestniczyła w manifestacjach przeciwko fałszerstwom wyborczym i milicyjnej przemocy i otwarcie mówiła to, co myśli. Między innymi o torturach w areszcie przy ulicy Akreścina, gdzie teraz sama się znajduje.

- Wcześniej naród mi kibicował, teraz ja kibicuje swojemu narodowi - tak tłumaczyła swoje motywy Leuczanka.

W środę koszykarka dostała maksymalny wyrok za swoje wykroczenie - 15 dni aresztu. 

Sygnał dla innych sportowców

Cała sprawa Leuczanki przypomina dobrze wyreżyserowany dreszczowiec. Najpierw zatrzymanie na lotnisku, z którego koszykarka miała lecieć na rehabilitację niedawnej kontuzji. Następnie natychmiastowe aresztowanie. Potem proces za pośrednictwem komunikatora Skype. Wreszcie surowy wymiar kary. Cel? Pokazanie środowisku sportowemu, że mają następujący wybór: albo zamilkną i zaakceptują białoruski autorytaryzm, albo mogą pożegnać się z karierą.

Represje wobec nielojalnych są obecnie stosowane w białoruskim sporcie na szeroką skale. Stanowisko tracą kolejni trenerzy, wymienia się nielojalnych szefów federacji, usuwa się niepokornych sportowców z drużyn... Wobec najbardziej twardych i konsekwentnych, jak Leuczanka, stosuje się areszt.

Świat sportu nie powinien milczeć

Charakter Aleksandra Łukaszenki nie przewiduje istnienia w kraju popularnych i niezależnych od niego postaci. Wszyscy mają wszystko zawdzięczać wodzowi i jeżeli ktoś tego nie rozumie lub o tym zapomniał, to władza nie waha się brutalnie i szybko o tym przypomnieć. Aleksander Łukaszenka jest dziś jak kowboj, którzy po awanturze w barze strzela na oślep do wszystkiego, co się rusza, bo we wszystkim widzi dla siebie zagrożenie. Na razie zastraszanie w ten sposób obywateli idzie mu średnio. Ale jest uparty i nie rezygnuje. Skutkiem ubocznym jego uporu jest łamanie karier sportowcom z powodu ich przekonań politycznych.

Światowe federacje nie mogą powstrzymać Aleksandra Łukaszenki (będącego zarazem szefem krajowego komitetu olimpijskiego) przed stosowaniem represji wobec sportowców. Nie oznacza to jednak, że nie powinny reagować. Łukaszence trzeba przypomnieć, że polityka nie powinna mieć wpływu na wyniki zawodów sportowych. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.