Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szef Służby Zewnętrznego Wywiadu Rosji Siergiej Naryszkin udzielił wywiadu, w którym straszy instruktorami CIA i Pentagonu. Mają oni działać na Białorusi, rozkręcając spiralę protestu i podgrzewając atmosferę społecznego konfliktu.

Według Naryszkina CIA przygotowuje wielką prowokację - aresztowanie, pobicie czy nawet zabicie popularnego i wpływowego duchownego białoruskiego Kościoła katolickiego. Miałoby to wzniecić niepokoje pomiędzy katolikami i prawosławnymi.

Religia na celowniku

I prawosławie, i katolicyzm znalazły się w epicentrum konfliktu politycznego na Białorusi niejako mimowolnie. Ich przywódcy musieli reagować na bezprecedensową przemoc, która po wyborach prezydenckich rozlała się po ulicach Białorusi. Zabójstwa, bicie, tortury i gwałty potępili zarówno zwierzchnik Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej na Białorusi metropolita Paweł, jak i zwierzchnik Kościoła katolickiego abp Tadeusz Kondrusiewicz. Obaj solidaryzowali się z ofiarami przemocy.

To wystarczyło, by Aleksander Łukaszenka zareagował gwałtownie. Korzystając ze swoich wpływów w Rosji, doprowadził do usunięcia metropolity Pawła. W ten sposób udało mu się zmusić do milczenia większość prawosławnych duchownych. Sygnał był bowiem bardzo wymowny. Zwierzchnik prawosławia, moskiewski patriarcha Cyryl, odwołując metropolitę Pawła, pokazał, że nie chce konfliktu z Łukaszenką i jeżeli trzeba, stanie po jego stronie.

Zamiast odwołania wydalenie z kraju

Podobne działania podjęte zostały wobec katolików. Jednak wobec braku wpływów w Watykanie pozwalających na wymuszenie usunięcia arcybiskupa Kondrusiewicza władze po prostu nie wpuściły go na teren Białorusi, kiedy wracał z zagranicznej delegacji. To właśnie ta ewidentnie bezprawna decyzja spowodowała bezprecedensowe w najnowszej historii zaognienie  relacji władz z Kościołem katolickim.

Świadectwem nastrojów wśród wiernych są modlitwy o powrót arcybiskupa, które odbywają się na terenie całej Białorusi. Również bp Jerzy Kosobucki, biskup pomocniczy diecezji mińsko-mohylewskiej, który pod nieobecność arcybiskupa stał się figurą numer 1 w białoruskim Kościele, zajmuje twarde stanowisko, wprost potępiając kłamstwa władz, represje i brutalność służb specjalnych. Jego kazania i wypowiedzi są cytowane przez niezależne media.

Wszystko to budzi oczywistą wściekłość władz, które wolą tłumaczyć ten konflikt spiskiem, działalnością wywrotową, agenturalnością. Oczywiste jest jednak, że otwartą wojnę władzy i Kościoła spowodowała właśnie decyzja o niewpuszczeniu na Białoruś abp. Kondrusiewicza.

Czy chodzi o ostrzeżenie?

- Wypowiedź kierownika Służby Zewnętrznego Wywiadu Rosji Siergieja Naryszkina to bzdura, fake news - oświadczył bp Kosobucki. Jego zdaniem związana jest ona z tym, że Kościół mówi prawdę o sytuacji w państwie, nawołuje do solidarności, jedności i zgody.

- Być może przeszkadzamy komuś, kto wprowadza podział w społeczeństwie skierowany na krwawy rozwój sytuacji - uważa biskup.

Naryszkin dysponuje potężnym aparatem, który umożliwia mu szerzenie fake newsów, dezinformacji i propagandy. Tym razem jednak głos zabrał sam. Wspomina też o możliwym aresztowaniu popularnego duchownego katolickiego. Dokonywać aresztowań mogą tylko resorty siłowe. Czy oznacza to, że mitycznych instruktorów CIA, którzy mają rozpalać konflikt, należy szukać w szeregach białoruskich służb specjalnych? Jeżeli abp Kondrusiewicz za potępienie milicyjnej przemocy został wyrzucony z kraju, to co może czekać bp. Kosobuckiego za jeszcze bardziej stanowczą krytykę poczynań władz Białorusi?

Nasuwa się pytanie, czy wywiad Naryszkina nie jest sygnałem wysłanym czekistowską nowomową do Aleksandra Łukaszenki i białoruskich resortów siłowych: nie przesadźcie z represjami wobec katolików, bo to może rzeczywiście doprowadzić do zaognienia sytuacji.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.