Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na spotkaniu z liderką protestującej Białorusi Swiatłaną Cichanouską prezydent Francji zaprosił ją do złożenia wizyty we Francji i wystąpienia przed francuskim parlamentem. Spotkanie z Cichanouską zapowiedziała także kanclerz Niemiec Angela Merkel. To sygnały, że czołowe europejskie państwa chcą angażować się w rozwiązywanie białoruskiego kryzysu. Jednak na razie poza demonstracją dobrych chęci niewiele z tego wynika.

"Zrobimy wszystko, co możliwe"

Spotkanie Macrona z Cichanouską odbyło się w Wilnie, w trakcie składania przez prezydenta Francji dwudniowej wizyty na Litwie. Litwa, która w sprawie Białorusi jest najtwardszym w UE głosem, mocno zaangażowała się we wspieranie Cichanouskiej. Dlatego włączenie spotkania z nią do oficjalnego kalendarza prezydenta Francji jest sukcesem litewskiej dyplomacji, która delikatnie za tym lobbowała. Po zakończeniu spotkania w rozmowie z mediami Macron starał się być przekonywający.

- My, Europejczycy, zrobimy wszystko, co jest możliwe, żeby pomóc [Białorusinom], żeby powrócić do pośrednictwa OBWE i osiągnąć progres. Będziemy działać. Uwierzcie: zrobimy wszystko, co możliwe - zapewniał.

Jednak brak jakichkolwiek konkretów pokazuje, że poza publiczną demonstracją wsparcia i ciepłymi słowami pod adresem Cichanouskiej Zachód nie ma wciąż pomysłu na Białoruś.

Jedyny konkret: zapowiedź sankcji

Oczywiście sytuacja nie jest łatwa. Aleksander Łukaszenka, odrzucając zachodnie pośrednictwo i odmawiając nawet rozmów z zachodnimi przywódcami, wyraźnie pokazał, że liczyć się z nimi nie zamierza. Co więcej: wyraźnie wzmacniając represje, demonstruje, że rozwiązanie kryzysu politycznego, spowodowanego sfałszowaniem przez reżim wyników wyborów prezydenckich, widzi tylko w siłowym zdławieniu protestów.

Politycy Unii Europejskiej patrzą więc na bicie pokojowych demonstrantów, czytają o dziesiątkach spraw karnych zakładanych protestującym i stale rosnącej liczbie białoruskich więźniów politycznych. Ale jedyne, na  co się dotąd zdobyli, to zapowiedź wprowadzenia sankcji wizowych wobec Aleksandra Łukaszenki i kilkudziesięciu najwyższych rangą urzędników z jego otoczenia. Tylko zapowiedź, bo te w zasadzie wyłącznie symboliczne sankcje i tak do dziś nie zostały wprowadzone.

Konkretne, chociaż tak drobne decyzje są dla zachodnich przywódców trudniejsze niż wyrażenie zaniepokojenia czy demonstracja werbalnego poparcia. Od liderów wolnego świata, jak by patetycznie to nie zabrzmiało, oczekuje się większej sprawności.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.