Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W jednym ze znanych i często przywoływanych w latach łukaszenkowskiej dyktatury kawałów o Białorusinach i Ukraińcach wszystko kręci się dookoła gwoździa wbitego w krzesło. Siada Ukrainiec i od razu podskakuje i ze wściekłością przewraca krzesło: Co za skandal! Co za dureń to zrobił!– krzyczy. Siada Białorusin i... siedzi. – A może to tak powinno być? – zastanawia się i cierpi.

Ile jednak można wytrzymać, siedząc na gwoździu? Pytanie o to, gdzie leży kres cierpliwości białoruskiego społeczeństwa, przez lata pozostawało bez odpowiedzi. Kolejne ograniczenia wolności, kolejne ekstrawaganckie wypowiedzi, kolejne wybryki Aleksandra Łukaszenki zdawały się nic nie zmieniać, obywatele znosili wszystko i pozostawali posłuszni i lojalni wobec przywódcy.

Dziś cały świat widzi i nie ma żadnych wątpliwości: Białorusini rzeczywiście mają dosyć Łukaszenki. Jednak usunięcie go ze stanowiska prezydenta wcale nie jest przesądzone. Mając poparcie Kremla i wiernych pretorian ten 66-letni były przewodniczący sowchozu ciągle trzyma się prezydenckiego stołka.

Ukraińcy radzą: opanowujcie budynki

Zza południowej granicy Białorusi - z Ukrainy - płyną dla sąsiadów rady weteranów dwóch Majdanów: należy opanowywać budynki, należy walczyć z milicją, należy dać wycisk OMON-owi.

Podobne rady całkowicie pomijają to, że sytuacja Białorusi jest zupełnie inna niż na Ukrainie. Białoruski protest nie dysponuje dziesiątkami opozycyjnych deputowanych wspierającymi opozycję samorządami miast otwarcie kontestującym władze biznesem i szeregiem niezależnych od prezydenta telewizji.

Jednak nawet nie to jest najważniejsze. Majdan – czyli ukraiński siłowy wariant - oznacza też konflikt z Rosją, utratę części terenów i wojnę. Tego Białorusini się boją i tego chcą uniknąć. To jest główna przyczyna, dla której scenariusz siłowego przeciwstawienia się służbom specjalnym i dania wycisku OMON-owi nie znajduje szerokiego poparcia.

Młodzi są wściekli

Nie zważając na to, że trwającym od 50 dni protestom nieustannie towarzyszy milicyjna przemoc, Białorusini nadal miłują pokój. Jednak w czatach na telegramie, gdzie uczestnicy protestów omawiają i podsumowują akcje, coraz częściej słychać głosy, że warto zacząć się bić, że protestujący muszą pokazać zęby, by wymusić na Łukaszence ustępstwo.

W Grodnie na jednym z takich popularnych czatów zarządzono głosowanie, czy należy zacząć walczyć z OMON-em, czy jednak trzymać się taktyki pokojowego protestu. Odpowiedziały tysiące osób. Zwolenników pokojowego protestu było więcej, ale tylko o kilka punktów procentowych. To dowód, że zwłaszcza wśród młodzieży narasta wściekłość i chęć stawienia zdecydowanego oporu znienawidzonemu OMON-owi.

Majdan to przepis na porażkę

- Miałem szczęście do narodu - wyznał kiedyś w przypływie szczerości Aleksander Łukaszenka. Miał na uwadze białoruską wyrozumiałość, zamiłowanie do pokoju, cierpliwość i umiejętność dostosowania się do rzeczywistości. Po 26 latach rządów Łukaszenki cierpliwość Białorusinów wobec Łukaszenki się skończyła. Nie można wykluczyć, że niebawem skończy się więc i ich cierpliwość wobec bezkarności i bezczelności resortów siłowych.

Jednak ta droga wcale nie oznacza drogi do zwycięstwa. Białoruś to nie jest Ukraina, więc próba realizacji zwycięskiego białoruskiego Majdanu wydaje się skazana na spektakularną i szybką porażkę. Jednak zupełnie zrozumiała pokusa, by zemścić się, uderzyć i położyć w końcu kres bezprawiu, jest dziś na Białorusi bardzo mocna i rośnie z każdym kolejnym milicyjnym pałowaniem.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.