Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Łukaszenka przeprowadził 23 września inaugurację prezydencką. Uroczystość zaprzysiężenia do ostatniej chwili była utrzymywana w tajemnicy. Ale legitymacja dla jego władzy podważana jest nie tylko przez Białorusinów, ale także przez wiele państw UE, USA, Kanadę, Norwegię i Ukrainę. Dzisiejszy marsz odbywa się pod hasłem „Narodowej inauguracji prawdziwej prezydentki”, czyli Swiatłany Cichanouskiej, która – zdaniem wielu Białorusinów – zwyciężyła w wyborach.

W ten weekend prezydent Francji Emmanuel Macron w wywiadzie dla "Le Journal du Dimanche" powiedział: "To kryzys władzy, autorytarnej władzy, która nie może pogodzić się z logiką demokracji i stara się utrzymać przy pomocy siły. To oczywiste, że Łukaszenka powinien odejść".

Manifestacje w wielu miastach

Obecnie w Mińsku, Mogilowie, Witebsku, Brześciu, Lidzie i Grodnie trwają akcje protestu. W białoruskiej stolicy, mimo znacznych utrudnień i zamknięcia centrum miasta, kilkadziesiąt tysięcy osób zmierza kierunku siedziby Łukaszenki. Skandują: „Niech żyje Białoruś!”, „Hańba!” i „Wolności!”. Wielu z nich ma parasole w kolorze biało-czerwono-białej flagi, plakaty z narodowymi symbolami, a nawet papierowe korony na głowach, wykpiwając tym samym  „koronację” Łukaszenki.

Kolumny protestujących - według organizatorów w sumie blisko 100 tys. ludzi - wyruszały z różnych punktów miasta.

Ich hasła próbują zagłuszyć pracownicy MSW, którzy na placu przy obelisku Mińsk – Miasto Bohater włączają z głośników piosenkę pt. „Sania zostanie z nami”, a przez megafony nieprzerwanie komunikują, że odbywająca się demonstracja jest „nielegalna” i zmusza funkcjonariuszy do zastosowania „siły fizycznej oraz specjalnej techniki”.

Siłowicy rozpoczęli przygotowania do pacyfikacji dzisiejszego marszu z samego rana. Plac Niepodległości odcięto za pomocą metalowych bramek jeszcze przed godz. 9, w bocznych uliczkach ustawiły się kolumny wojskowych samochodów i sprzętu. Barierki pojawiły się także przy Dworcu Republiki oraz Pałacu Niepodległości będącego siedzibą Łukaszenki.

Przy tym ostatnim, jak podaje portal Tut.by, ustawiono także samochody z drutem kolczastym. Opozycyjny kanał Nexta prowadzony w komunikatorze Telegram podkreśla z kolei, że na ulicach Mińska w trakcie protestów nie było jeszcze nigdy tyle wojskowego sprzętu i siłowików, co dzisiaj.

Zatrzymania w Mińsku rozpoczęły się na kilka godzin przed rozpoczęciem się marszu. Zamaskowani OMON-owcy i wojskowi porywają do nieoznakowanych samochodów w centrum miasta zarówno osoby, które z narodową - uważaną za opozycyjną, a więc zakazaną - symboliką kierują się w stronę potencjalnych miejsc zbiórki, jak i te całkiem przypadkowe.

Centrum Ochrony Praw Czlowieka "Wiasna" informuje o 82 osobach zatrzymanych, lista jednak cały czas jest aktualizowana.

W Homlu siłowicy użyli przeciwko protestującym gazu łzawiącego, świadkowie mówią także o gumowych kulach. W Grodnie protest został spacyfikowany, zatrzymano co najmniej kilkadziesiąt osób.

Cichanouska: „Ostatnie miesiące pokazują, że możemy wszystko"

Trwają także naciski na dziennikarzy. Major milicji uprzedził dzisiaj przedstawicieli prasy, że jeśli podejdą do pracowników MSW na odległość mniejszą niż 50 m, będą zatrzymywani na podstawie paragrafu o „niepodporządkowaniu się żądaniom funkcjonariuszowi milicji”. Na pytanie reportera portalu Tut.by, jak dziennikarze mają rozpoznać pracowników MSW, którzy pracują „w cywilu”, major odpowiedział: „Doskonale ich znacie”.

Swiatłana Cichanouska skomentowała dzisiejszą akcję na Telegramie tak: „Ostatnie miesiące pokazują, że możemy wszystko. Demokracja to władza ludu. A lud jest silniejszy od jednego człowieka. Są nas miliony i jesteśmy gotowi ponieść odpowiedzialność za swoje decyzje. To dlatego zwyciężymy”.

Innego zdania jest Uładzimir Makiej, minister spraw zagranicznych Białorusi, który podczas wystąpienia przed ONZ powiedział: „Trwa zewnętrzna ingerencja w nasze wewnętrzne sprawy, której celem jest zniszczenie naszej państwowości”.

Pełna mobilizacja władzy

Nie tylko wojskowy sprzęt, oddziały OMON-u, milicji i awtozaki [milicyjne autobusy służące do przewozu zatrzymanych] - białoruskie władze zmobilizowały wszystkie możliwe środki, by utrudnić protestującym przeprowadzenie akcji.

Niedzielny poranek rozpoczął się w Mińsku od opublikowanej przez centra handlowe informacji o niespodziewanej „niedzieli niehandlowej”. Kilka galerii handlowych położonych na tradycyjnej trasie przemarszu nie otworzyło się dzisiaj dla klientów. Podobnie wiele restauracji. Jak pisze portal Tut.by, na drzwiach KFC czy McDonald's na Niemidze, jednej z głównych ulic Mińska, pojawiły się kartki z informacją o „problemach technicznych”.

Do podobnych zabiegów władza uciekała się także w sierpniu, podczas pierwszych dni protestów, by uniemożliwić uczestnikom protestu ewentualną ucieczkę i skrycie się przed pacyfikującymi demonstrację funkcjonariuszami.

Z tego samego powodu, a także by utrudnić mieszkańcom Mińska dotarcie na protest, z użytku wyłączono dzisiaj siedem stacji metra w centrum stolicy. W Mińsku nie działa też internet mobilny, operator sieci A1 poinformował swoich abonentów, że spowodowane jest to rozporządzeniem organów władzy.

Niezależna redakcja Tut.by może stracić koncesję

Wniosek w sprawie pozbawienia portalu statusu mediów złożyło do sądu ministerstwo informacji.

Redakcja Tut.by informuje w swoim kanale Telegram: "Ministerstwo informacji zwróciło się do sądu z wnioskiem o zamknięcie naszego internetowego portalu. Oznacza to, że możemy stracić koncesję, jednak będziemy mogli kontynuować swoją pracę, nie posiadając statusu mediów".

Pierwsza rozprawa ma odbyć się 8 października w sądzie w Mińsku.

Powodem pozbawienia koncesji mają być m.in. materiały na temat wyborów prezydenckich, które był publikowane przez redakcję. Ministerstwo informacji zgłaszało co do nich zastrzeżenia, mimo to nie zniknęły ze strony.

Nawet jeśli Tut.by zostanie pozbawiony statusu mediów, nie będzie to nowość dla pracujących w redakcji dziennikarzy, bo przez 19 lat, aż do 2019 r,. portal ten nie miał koncesji.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.