Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Polacy, nie zważając na to, że granica jest zamknięta, swoich studentów zabrali. Uczy się tam dwa tysiące ludzi (w rzeczywistości liczba ta jest ponad trzy razy wyższa). Niech się uczą, chociaż mamy umowę, to będą musieli tu potwierdzić dyplomy. Wszyscy ci studenci byli w opozycji - powiedział Aleksander Łukaszenka na wczorajszym spotkaniu z gubernatorem obwodu leningradzkiego Aleksandrem Drozdenką.

Zwalczanie studiów w Polsce trwa od lat

Konieczność potwierdzenia dyplomów polskich uczelni na Białorusi byłaby sprzeczna z umową o wzajemnym uznaniu dyplomów zawartą pomiędzy państwami. Łukaszenka zresztą to przyznał. Ale od kiedy to prawo i międzynarodowe zobowiązania były dla Łukaszenki przeszkodą? Dlatego jego wypowiedź należy traktować poważnie.  

Czy groźba pod adresem studentów to reakcja na trwające od prawie dwóch miesięcy protesty i aktywność polskiego rządu w kwestii białoruskiej? Nie, to po prostu kontynuacja wcześniejszej polityki. Białoruski reżim od kilku lat robi, co może, by ograniczyć liczbę Białorusinów, którzy chcą studiować w Polsce. Wybór polskiej uczelni jest np. traktowany jako „dowód ideologicznej nieprawomyślności rodziców studenta” lub  dowód na „braki w pracy ideologicznej w jego szkole”. To zaś oznacza problemy ze strony władzy. Jeśli więc zachodzą podejrzenia, że absolwent chce wyjechać na studia do Polski, opóźnia się wydanie mu potrzebnych dokumentów. Albo nie wydaje ich się wcale. Widzieliśmy to wszystko w ciągu ostatnich lat, i to nie jeden raz.

Powodem tak nerwowej reakcji władz jest ciągły wzrost popularności Polski w oczach Białorusinów. Między 2012 r. a 2018 r. liczba Białorusinów studiujących w Polsce wzrosła ponadtrzykrotnie.

Łukaszenka woli „ruski mir”

W 2019 r. Białorusini po Ukraińcach stanowili nad Wisłą już drugą co do wielkości grupę wśród zagranicznych studentów. I chociaż ciągle częściej wybierają oni studia w Rosji, to dynamika jednoznacznie wskazuje, że Rosja traci swoją atrakcyjność i liczba białoruskich studentów w tym kraju z roku na rok się zmniejsza. I właśnie to powoduje, że Łukaszenka robi się coraz bardziej nerwowy. Mentalnie należy on do „ruskiego mira”, rosyjskiej wspólnoty, wykraczającej poza rosyjskie granice. Gdy Białorusini wyjeżdżali na studia do Rosji, nie miał z tym żadnego problemu. Absolwentów rosyjskich uczelni władza chętnie zatrudniała w aparacie państwowym, służbach nawet w KGB czy Służbie Bezpieczeństwa Prezydenta.

Studiował w Polsce? Nie dostanie pracy

W innej sytuacji są młodzi Białorusini po studiach w Polsce i generalnie na Zachodzie. Są traktowani podejrzliwie, o pracę w aparacie państwowym czy służbach specjalnych z polskich dyplomem jest niezwykle trudno. A mimo to Białorusini coraz częściej wybierają studia w Polsce. Jest to bowiem szansa na legalną emigrację i ucieczkę od białoruskiego zamordyzmu.

Dlatego zapowiedź zerwania umowy z Polską i nieuznawania polskich dyplomów na popularność polskich uczelni nie wpłynie. Przytłaczająca większość białoruskich absolwentów nie wraca do kraju. Łukaszenka, realizując swoje obietnice, tylko to zjawisko wzmocni. Białoruś straci więc młodych wykształconych ludzi na rzecz Polski. A trzeba wiedzieć, że Białorusini szybko się asymilują. W czasach narastających problemów demograficznych Polska powinna za taki prezydent Aleksandrowi Łukaszence podziękować.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.