Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po przejęciu sterów w państwowej telewizji przez specjalistów z rosyjskiej telewizji RT białoruska propaganda stała się jeszcze bardziej agresywna. Ujęcia przedstawiające przemoc i wykrzywione twarze przeciwników politycznych i coraz bardziej bezczelne kłamstwa – to dobrze rozpoznawalny styl kremlowskiej propagandy.

- Nasi nie dawali sobie rady, musieliśmy zaprosić Rosjan - tłumaczył się na spotkaniu z wyborcami deputowany parlamentu Hienadź Dawydźka, były szef reżimowej telewizji.

Piskorski w roli eksperta

Na ekranach telewizorów zamiast Białorusinów z tradycyjnej prołukaszenkowskiej grupy gadających głów pojawili się obcokrajowcy przedstawiani jako niezależni eksperci. Większość z nich w swoich państwach jest niemal anonimowa. Czy ktoś zna redaktora niemieckiego czasopisma „World Economy” Aleksandra Sosnowskiego? Czy lidera mikroskopijnej łotewskiej partii Działanie Rusłana Pankratowa?

Polskę w tym towarzystwie reprezentuje były poseł Samoobrony, a później lider partii Zmiana Mateusz Piskorski, znany przede wszystkim z aresztowania przez ABW pod zarzutem szpiegostwa. Wszyscy lansowani w ostatni czasie przez białoruskie reżimowe media eksperci sympatyzują z Rosją i należą do antyamerykańskich ugrupowań. Wszyscy też są częstymi gośćmi w rosyjskich telewizjach.

Usunięcie w cień tradycyjnych prołukaszenkowskich ekspertów oczywiście odbija się na przedstawianiu przyczyn konfliktu na Białorusi. Teraz już nie jest to polsko-litewski spisek wymierzony w Aleksandra Łukaszenkę. Sprawa jest o wiele bardziej poważna. Ośrodkiem decyzyjnym ma być Waszyngton. I to właśnie Stany Zjednoczone, działając przez swoich satelitów, destabilizują Białoruś. Jednak jej prawdziwym celem nie jest Mińsk, Aleksander Łukaszenka czy przejęcie kontroli na Białorusi. Mamy do czynienia ze światowym spiskiem, którego celem jest uderzenie w Rosję.

Warszawa pionkiem Waszyngtonu

Zgodnie z tą narracją Polska i Litwa nie są żadnymi samodzielnymi graczami, tylko figurami na światowej szachownicy. Porusza nimi żądny krwi i upokorzenia Rosji Wujek Sam. W widzach zamiast strachu Polska ma teraz budzić odrazę i pogardę.

- Churchill nazywał Polskę hieną Europy - słyszymy w reżimowej telewizji ONT (żeby być precyzyjnym: Churchill napisał, że Polska zajęła Zaolzie "z apetytem hieny").

- Na Łotwie się śmieją, że MSZ Łotwy to osobny dział Departamentu Stanu USA. Samodzielnej polityki kraje bałtyckie nie prowadzą. Co im się mówi, to oni robią. Kraje Bałtyckie, Polska i Ukraina nie są samodzielne - to przekaz płynący z telewizji Białoruś 1.

- Polska ma tradycyjną geopolityczną rolę, jest wykonawcą rozporządzeń, które spływają z Waszyngtonu, i to nie są samodzielne decyzje władz Polski - słyszymy w telewizji CTV.

Rosyjski wywiad jak białoruska propaganda

Podobny zwrot akcji ma jeden ważny cel. Powielany przez białoruskie reżimowe agencje i portale, jest adresowany również Rosji. Jest atrakcyjny dla kremlowskich jastrzębi zainteresowanych w zaostrzeniu konfrontacji z Zachodem.

Nic więc dziwnego, że już po rewelacjach białoruskiej telewizji podobna wersja wydarzeń została potwierdzona przez szefa Służby Zewnętrznego Wywiadu (SWR) Rosji Władimira Naryszkina, który wprost oskarżył Stany Zjednoczone o wielomiesięczne przygotowania zamieszek na Białorusi i chęć wywołania kolorowej rewolucji. Polska i Litwa wymieniane były tylko jako pośrednicy.

Na Białorusi żartują, ze Naryszkin wszystkie te rewelacje zaczerpnął z telewizji Białoruś 1. Jednak żarty żartami, a zbieżność poglądów SWR i białoruskiej propagandy może być też oznaką utraty przez Białoruś resztek informacyjnej suwerenności i dowodem na dalszy wzrost rosyjskich wpływów w tym kraju.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.