Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Na Białorusi odbyło się dzisiaj potajemne zaprzysiężenie Aleksandra Łukaszenki. To wydarzenie jedynie potwierdza, że Łukaszenka ma świadomość tego, co zrobił, fałszując wyniki wyborów. Ma świadomość, że nie ma poparcia własnego narodu, a agresja, której się dopuszcza wobec obywateli Białorusi, jest niedopuszczalna” – zareagował w środę na Facebooku premier Mateusz Morawiecki.

Premier podkreślił, że „wybory, które nie są demokratyczne, nie mogą prowadzić do uznania kogokolwiek za prezydenta kraju”. Polska natomiast będzie pomagać represjonowanym i wspierać działania na rzecz przeprowadzenia powtórnych wyborów.

Podobne oświadczenie wydało MSZ. Wskazano, że niezależnie od tego, czy zaprzysiężenie będzie potajemne, czy oficjalne, prezydenta wybranego w niedemokratyczny sposób nie można uznać za legalnie sprawującego władzę.

Równie stanowczo zareagował zachodni sąsiad Polski. Rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert wskazał, że inauguracja nic nie zmienia, ale za symboliczny uznał fakt, że odbyła się ona w tajemnicy. Według niemieckiego rządu wybory na Białorusi „nie odpowiadały nawet minimalnym demokratycznym wymogom – nie były ani uczciwe, ani wolne”. Tym samym Łukaszenka nie posiada legitymacji politycznej i nie może zostać uznany za legalnego prezydenta.

UE: Łukaszenka to samozwańczy prezydent

Szef dyplomacji Unii Europejskiej Josep Borrell kolejny raz podkreślił, że wybory 9 sierpnia na Białorusi zostały sfałszowane, a UE nie uznaje ich rezultatów. „Na tej podstawie tak zwana inauguracja z 23 września 2020 r. i nowy mandat Aleksandra Łukaszenki nie mają legitymacji demokratycznej” – podkreślił w wydanym oświadczeniu Borrell.

Zdaniem UE inauguracja jest sprzeczna z wolą samych Białorusinów, czego świadectwem są nieustające protesty. Unia oczekuje, że białoruskie władze zaprzestaną represji i zwolnią wszystkich więźniów politycznych. Jedynym wyjściem z obecnego kryzysu jest ogólnonarodowy dialog – obywatele Białorusi zasługują na wolne i uczciwe wybory.

„W świetle obecnej sytuacji UE dokonuje przeglądu swoich stosunków z Białorusią” – zaznaczono w opublikowanym oświadczeniu.

Niemniej jednak w poniedziałek podczas posiedzenia Rady Ministrów Spraw Zagranicznych UE w Brukseli nie udało się osiągnąć zgody w sprawie sankcji wobec przedstawicieli białoruskich władz.

Na przeszkodzie stanęło stanowisko Cypru, który uzależnia swoje poparcie w sprawie restrykcji od zaprowadzenia sankcji wobec Turcji. Między Nikozją i Ankarą trwa konflikt w związku z przeprowadzanymi przez Turcję wierceniami na wodach otaczających Cypr.

Krytyczne oświadczenia w sprawie inauguracji, podobnie jak Polska i Niemcy, wydają też poszczególne kraje członkowskie Unii. W czwartek rano były to: Litwa, Łotwa, Estonia, Czechy, Słowacja, Dania.

USA: Wybory ani wolne, ani sprawiedliwe

Również Stany Zjednoczone nie uznają Łukaszenki za legalnie wybranego prezydenta.

„Wybory 9 sierpnia nie były ani wolne, ani sprawiedliwe. Ogłoszone rezultaty wyborów zostały sfalsyfikowane i nie mają legitymacji. USA nie mogą uważać Aleksandra Łukaszenki za legalnie wybranego przywódcę Białorusi” – oświadczył Departament Stanu USA.

Minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Dominic Raab podkreślił, że tajna ceremonia zaprzysiężenia Łukaszenki jeszcze bardziej podważa jego reputację. „Sfalsyfikowane wybory były oszustwem białoruskiego narodu” – stwierdził minister.

Do państw, które nie uznają Łukaszenki za legalnie wybranego prezydenta, przyłączyła się też Kanada. Zdaniem ministra spraw zagranicznych Francois-Philippe’a Champagne'a Łukaszenka nie ma dostatecznej legitymacji, żeby uważać się za legalnie wybranego przywódcę kraju.

Wilno i Kijów mówią nie

Relacje między Wilnem i Mińskiem od wielu lat są napięte. Litwa od początku konfliktu politycznego na Białorusi jest orędownikiem twardej polityki wobec Łukaszenki, którego uznaje za uzurpatora. Wilno nie tylko udzieliło schronienia jego kontrkandydatce Swiatłanie Cichanouskiej, ale również w wydanej rezolucji uznało ją za legalną przywódczynię Białorusinów.

„Wybory prezydenckie na Białorusi nie były wolne i sprawiedliwe. Ich rezultat jest nielegalny. Żadna ceremonia – oficjalna czy tajna – nie zmieni tego bezprecedensowego faktu i nie stworzy iluzji legalności. Apeluję o zorganizowanie nowych wyborów prezydenckich” – zaznaczył prezydent Gitanas Nauseda.

W odróżnieniu od Litwy początkowa reakcja Ukrainy po wyborach na Białorusi była wstrzemięźliwa. Dopiero 27 sierpnia MSZ oznajmiło, że Kijów przyłącza się do oświadczenia UE z 11 sierpnia, w którym podkreślono, że wybory nie były ani wolne, ani uczciwe. 15 września specjalną uchwałę w sprawie wyborów i działań władz białoruskich przegłosował ukraiński parlament.

W środę na inaugurację Łukaszenki zareagował minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kuleba.

„Ze względu na przebieg kampanii wyborczej na Białorusi i dalsze wydarzenia dzisiejsza 'inauguracja' Łukaszenki nie oznacza uznania go za legalnego lidera państwa białoruskiego” – napisał Kuleba na swoim oficjalnym koncie na Twitterze.

Minister podkreślił, że takie stanowisko nie oznacza wtrącania się w wewnętrzne sprawy sąsiada, a Ukraina zawsze będzie wspierała białoruski naród.

Kto uznaje Łukaszenkę?

Do rana w czwartek Łukaszence pogratulował jedynie prezydent Turkmenistanu Gurbanguly Berdimuhamedow.

Nie wiadomo, jak zachowa się jedyny sojusznik i największy sąsiad Białorusi – Rosja. Władimir Putin uznał prawomocność wyborów na Białorusi. Jednak w środę rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow nie potrafił odpowiedzieć, czy prezydent Rosji przywita Łukaszenkę.

„Nie wiem. Zazwyczaj w przypadku inauguracji zgodnie z protokołem mają miejsce jakieś gratulacje. Możliwe, że on [Putin] zdecyduje się zadzwonić. Na razie nie mam takiej informacji. Ale jeszcze raz przypomnę, że prezydent Putin pogratulował Łukaszence zwycięstwa” – oświadczył Pieskow.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.