Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Siłowicy znów stosowali nieuzasadnioną przemoc wobec pokojowo protestujących Białorusinów, którzy wyszli na ulice, by wyrazić swoją niezgodę i sprzeciw wobec dalszych rządów Łukaszenki, prezydenta „wybranego” w sfałszowanych wyborach 9 sierpnia. Wiele osób zostało rannych, setki zatrzymano i aresztowano

Opozycyjny kanał Nexta nawołuje do strajku oraz zebrania sił przed niedzielą, kiedy to ma odbyć się największy protest.

Uroczystość inauguracji prezydenta Aleksandra Łukaszenki, 23 września 2020.Uroczystość inauguracji prezydenta Aleksandra Łukaszenki, 23 września 2020. Andrei Stasevich / AP

Protest w papierowych koronach

Do akcji protestów już w godzinach popołudniowych przygotowywała się w środę cała Białoruś.

Niezależny portal TUT.by informował, że wielu jego czytelnikom pozwolono zakończyć zajęcia na uczelniach oraz pracę wcześniej niż zazwyczaj (podobnie było w sierpniu, podczas pierwszych, najbardziej brutalnie pacyfikowanych akcji protestu, wtedy również biura, kawiarnie, a nawet sklepy zamykano na kilka godzin przed czasem, by umożliwić ludziom powrót do domu, zniechęcić do udziału w demonstracjach, a uciekającym przed siłowikami protestującym uniemożliwić schronienie się w miejscach publicznych.

Białorusini nazwali środę „dniem szczurzej koronacji”. Z tego powodu wielu demonstrantów włożyło na głowy papierowe korony.

W Mińsku akcję rozpoczął marsz kobiet, później dołączyli do nich inni mieszkańcy stolicy. Jednak bardzo szybko - w okolicach tzw. steli, czyli na placu Mińsk-Miasto Bohater (to tam odbywały się pierwsze sierpniowe protesty), protestujących zaczęli rozpędzać siłowicy. Wczoraj użyli armatek wodnych i gazu łzawiącego.

Zatrzymania protestujących Białorusinów po inauguracji Aleksandra Łukaszenki, 23 września 2020.Zatrzymania protestujących Białorusinów po inauguracji Aleksandra Łukaszenki, 23 września 2020. Fot. AP

W Mińsku na ostro

Miński aktywista Aleksandr B. mówi mi, że siłowicy od samego początku działali brutalnie i ostro. Zatrzymywali przejeżdżające powoli samochody, rozbijali dubinkami [gumowe pałki] ich szyby, bili protestujących, nie zważając na wiek i płeć.

Według Aleksandra w stolicy znów doszło do starć między protestującymi a siłowikami, m.in. w okolicach stacji metra Puszkinskaja (to tam 10 sierpnia miała miejsce najbardziej brutalna pacyfikacja protestu i tam zginął Aleksandr Tarajkowski, pierwsza ofiara rewolucji). Z informacji MSW wynika, że kilku milicjantów zostało rannych.

Funkcjonariusze struktur siłowych użyli wczoraj gazu łzawiącego, słychać było strzały ostrzegawcze. Naoczni świadkowie mówią, że w ich kierunku rzucane były granaty szumowe, a siłowicy mieli też strzelać gumowymi kulami.

Protest Białorusinów po inauguracji Aleksandra Łukaszenki, 23 września 2020.Protest Białorusinów po inauguracji Aleksandra Łukaszenki, 23 września 2020. Fot. AP

Mińska milicja w komentarzu dla agencji RIA Nowosti zaprzeczyła tym doniesieniom.

Z kolei MSW Białorusi w czwartek rano wydało oświadczenie: „Późnym wieczorem w różnych częściach stolicy grupy ludzi, liczące od 10 do 50 osób, oraz kierowcy wielokrotnie blokowali ulice. W celu rozwiązania problemu masowego łamania przepisów przez agresywnych obywateli funkcjonariusze wykorzystali środki specjalne i technikę”.

Mińszczanie protestowali niemal we wszystkich dzielnicach, w wielu miejscach starali się też uniemożliwić wojskowym i milicjantom przemieszczanie się, blokując trasy ich przejazdu.

Nieoficjalnym bohaterem wczorajszego wieczoru został kierowca taksówki korporacji Yandex, który wpuścił do swojego samochodu uciekającego przed OMON-em mężczyznę, po czym odjechał z piskiem opon, nie zważając na próby zatrzymania pojazdu przez siłowików i okładanie pojazdu dubinkami. Nagranie zdarzenia opublikował opozycyjny kanał Nexta.

Aresztowania w całym kraju

Na terenie całego kraju siłowicy zatrzymali wczoraj 364 osoby (w tym w samym Mińsku 252), 320 z nich przebywa obecnie w aresztach, w oczekiwaniu na sąd. Takie dane opublikowało w czwartek rano MSW. Według oficjalnych szacunków udział w ogólnokrajowym proteście miało wziąć dział zaledwie pięć tysięcy osób.

Najbardziej masowe demonstracje miały miejsce w Mińsku, Brześciu, Witebsku, Mogilowie, Grodnie, Borysowie, Żodinie, Bobrujsku, Lidzie i Nowopołocku. Zakończyły się około północy.

Uroczystość inauguracji prezydenta Aleksandra Łukaszenki, 23 września 2020.Uroczystość inauguracji prezydenta Aleksandra Łukaszenki, 23 września 2020. Sergei Sheleg / AP

Łańcuchy solidarności i śpiewy

Dzisiaj od samego rana Białorusini kontynuują demonstracje. Na razie protestują bardzo spokojnie, pokojowo.

W Mińsku tworzą żywe łańcuchy solidarności, m.in. w pobliżu fabryki żelbetonowych konstrukcji, na prospekcie Maszerowa, prospekcie Niepodległości i przed Mińskim Uniwersytetem Lingwistycznym (tam studenci, absolwenci i wykładowcy śpiewają też pieśni protestu, m.in. „Mury” i "Marsyliankę"). Siedzący protest trwa na schodach wiodących do siedziby Białoruskiego Państwowego Uniwersytetu Informatyki i Radioelektroniki.

Demonstrują także studenci innych uczelni, w tym Białoruskiego Państwowego Uniwersytetu Ekonomicznego.

Podobnie wyglądają protesty w Homlu, gdzie również to przede wszystkim studenci są  widoczni na ulicach.

Studenci i część pracowników Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego skierowali do prokuratury generalnej list otwarty, w którym wyrażają zaniepokojenie działalnością funkcjonariuszy struktur siłowych. Podpisało go prawie 400 osób.

Nie wszystkie uczelnie pozwalają jednak na manifestowanie niezgody na dalsze rządy Łukaszenki, a przynajmniej nie w murach uczelni. Rektor Uniwersytetu Lingwistycznego wydał w czwartek oficjalny zakaz przeprowadzania podobnych akcji w w gmachu uczelni.

Prokurator generalny: Wszyscy winni będą ukarani

O konsekwencjach udziału w protestach poinformował w czwartek prokurator generalny Andriej Szwed. Zapowiedział, że prokuratura pracuje nad techniką i strategią działania, które mają zapewnić zachowanie spokoju i porządku, zgodnie z poleceniami prezydenta.

- Wszyscy winni będą ukarani, wcześniej czy później. Żaden bloger, żaden człowiek, który popełnił przestępstwo nie tylko podczas nielegalnych zgromadzeń, ale także w internecie, nie uniknie odpowiedzialności - oznajmił Szwed w programie telewizji rządowej ONT.

Kalesnikawa pisze do ojca: Koniecznie powiedz wszystkim, żeby się nie poddawali

Przebywająca w mińskim areszcie Maryja Kalesnikawa, szefowa sztabu głównego rywala Łukaszenki, niedopuszczonego do wyborów Wiktara Babaryki, i członkini prezydium opozycyjnej Rady Koordynacyjnej, która nie pozwoliła się siłą deportować do Ukrainy (podarła na granicy paszport), napisała list do ojca.

„Wszystko ze mną w porządku, warunki są znośne, nowe koleżanki – wspaniałe. Podczas spacerów ćwiczymy fitness, dużo też jemy. Bardzo za tobą tęsknię. Obejmuję. Koniecznie powiedz wszystkim, żeby się nie poddawali. Trzeba do przodu! Ci, którzy mnie porywali, byli bardzo słabi i rozhisteryzowani. Oni nawet swojej pracy nie potrafią porządnie wykonywać. Wszędzie burdel i chaos. I to nie żart”.

Kalesnikawej grozi pięć lat pozbawienia wolności. Komitet Śledczy oskarżył ją o „wzywanie do działania na szkodę bezpieczeństwa państwa".

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.