Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po niespodziewanym zaprzysiężeniu Aleksandra Łukaszenki, które odbyło się dziś rano, opozycja wezwała Białorusinów do wyjścia na ulice. Niezależny kanał NEXTA w komunikatorze internetowym Telegram zaczął instruować, jak postępować, gdzie się gromadzić, jak chronić się przed gazem łzawiącym i granatami oraz jakie aplikacje zainstalować w telefonie na wypadek ponownego odłączenia internetu. Akcje protestu zaplanowano na godz. 18 czasu lokalnego pod hasłem „Koniec legitymizacji szczurzego króla”.

Już kilka godzin przed planowym rozpoczęciem demonstracji w Grodnie, Mińsku i Brześciu na placach, na których zazwyczaj odbywały się pokojowe akcje protestu, pojawiło się wojsko, siłowicy i wiele milicyjnych autobusów. Nie zważając na demonstrację siły, mieszkanki białoruskiej stolicy wyszły po południu na miński plac Niezależności na demonstrację pod hasłem „spacer w koronach”. Nawiązującą oczywiście do inauguracji, czy, jak ironicznie mówią Białorusini, koronacji Łukaszenki.

Po 18 polskiego czasu pojawiły się doniesienia o pierwszych starciach protestujących z milicją. Według redakcji Biełsatu pokojowa demonstracja została zaatakowana przez siłowików, wobec jej uczestników użyto też armatek wodnych. 

Mieszkańcy Mińska donoszą o problemach z łącznością komórkową i dostępem do internetu. W centrum miasta pojawili się żołnierze wojsk wewnętrznych. 

Milicja pacyfikuje też protesty w Brześciu.

Strategia protestujących polega na tym, że w około 100-osobowych grupach gromadzą się w różnych miejscach miasta - i te lokalizacje często się zmieniają. Potyczki z milicją odbywają się więc w różnych miejscach, ale dzięki temu służby bezpieczeństwa mają problem z całościowym rozbiciem protestów.

50 osób zablokowało minibus jadący ul. Nemiga, który przewoził dwóch zatrzymanych demonstrantów. Duża grupa agentów w cywilnych ubraniach zaatakowała i rozproszyła tłum. W rezultacie zatrzymano kilkanaście osób. Opozycyjne media donoszą o dwóch strzałach i wybuchu, ale nie wiadomo skąd padły.

Wiele ulic jest zablokowanych przez protestujących, tworzą się korki. Milicja rozgania tłum używając armatek wodnych i gazu łzawiącego, osoby zatrzymane są brutalnie bite. Organizacja "Wiesna" mówi o co najmniej 165 zatrzymanych osobach. A obserwatorzy wydarzeń na Białorusi porównują dzisiejszą brutalność milicji z działaniami służb Łukaszenki w pierwszej nocy po wyborach.

Przy metrze Puszkińska czytelnik internetowej Naszej Niwy znalazł łuski od tzw. gumowych kul, używanych do rozpędzania demonstracji. Inni świadkowie mówią o tym, że używano granatów hukowych oraz gazu łzawiącego.

Inauguracja z zaskoczenia

Dzisiejsza inauguracja - Łukaszenka został zaprzysiężony dzisiaj rano w mińskim Pałacu Niezależności - zaskoczyła wszystkich. Po raz pierwszy w historii Białorusi uroczystość nie została zaanonsowana w mediach. Zdziwienie było tym większe, że jeszcze dzisiaj rano sekretarz prasowa prezydenta Natalia Ejsmont poinformowała agencję RIA Nowosti, że data przeprowadzenia zaprzysiężenia nie jest znana.

23.09.2020, Mińsk, ceremonia inauguracji Aleksandra Łukaszenki. Gratulacje składa szefowa Centralnej Komisji Wyborczej Lidia Jermoszyna.23.09.2020, Mińsk, ceremonia inauguracji Aleksandra Łukaszenki. Gratulacje składa szefowa Centralnej Komisji Wyborczej Lidia Jermoszyna. Andrei Stasevich / AP

- Naszej państwowości rzucono bezprecedensowe wyzwanie. Użyto technologii, których celem jest zniszczenie niezależnych państw. Udało nam się jednak jako jednym z nielicznych, a może i jedynym, obronić państwo przed „kwiatową rewolucją”. Taki był wybór Białorusinów, którzy nie chcą stracić kraju. Mimo diabelskich prób z zewnątrz zachowaliśmy szacunek dla siebie nawzajem - perorował Łukaszenka.

Formalnie ceremonia zaprzysiężenia powinna była się odbyć w ciągu dwóch miesięcy od przeprowadzenia wyborów prezydenckich, a te - sfałszowane na korzyść rządzącego od 26 lat Łukaszenki - miały miejsce 9 sierpnia.

Cichanouska: Łukaszenka odszedł na emeryturę

Odezwę do Białorusinów wystosowała dziś Swiatłana Cichanouska, przebywająca na emigracji kontrkandydatka Łukaszenki i nieoficjalna zwyciężczyni sierpniowych wyborów prezydenckich.

- Dzisiaj w tajemnicy przed narodem Łukaszenka próbował przeprowadzić własną inaugurację. Wszyscy rozumiemy, co się dzieje. To próba uznania siebie samego za legalną władzę. Tak zwane zaprzysiężenie, do którego dzisiaj doszło, to zwykła farsa. Prawda jest taka, że Łukaszenka odszedł dzisiaj na emeryturę. Jego rozkazy wydawane funkcjonariuszom struktur siłowych nie obowiązują. Ja, Swiatłana Cichanouska, jestem jedyną liderką wybraną przez Białorusinów. Naszym zadaniem jest teraz zbudować nową Białoruś - ogłosiła.

Cichanouskiej wtórował Paweł Łatuszko, członek prezydium opozycyjnej Rady Koordynacyjnej powołanej w celu przeprowadzenia negocjacji o bezkrwawym przejęciu władzy.

- Dzisiaj jesteśmy świadkami bezprecedensowej sytuacji. Odchodzący prezydent, twierdzący, że zdobył ponad 80 proc. głosów w wyborach, przeprowadził specjalną operację, którą można określić mianem samoinauguracji, do której doszło pod ochroną OMON-u, w tajemnicy, w sekrecie, w obecności wąskiego kręgu urzędników. Bardziej to przypomina złodziejską bajkę o koronacji gangstera. Jasne jest, że Aleksander Łukaszenka jest prezydentem wyłącznie OMON-u i garstki zakłamanych siłowików. Miał szansę, by odejść. Od dzisiaj nie jest już dla nas prezydentem Białorusi, ale szefem OMON-u - powiedział Łatuszko.

Europejscy dyplomaci krytykują ruch Łukaszenki

Głos w sprawie dzisiejszej inauguracji zabrali także dyplomaci innych krajów. MSZ Litwy otwarcie nazwało zaprzysiężenie Łukaszenki farsą.

"Cóż za farsa! Spreparowane wybory. Spreparowana inauguracja. Były prezydent Białorusi na zawsze stracił legitymizację swojej władzy” - napisał na Twitterze minister spraw zagranicznych Litwy Linas Linkevicius.

Tego samego zdania są również władze Słowacji, Estonii, Niemiec, Łotwy, Czech, Danii i Polski. Na oficjalnych kontach w portalach społecznościowych głos zabrali ministrowie spraw zagranicznych wszystkich wymienionych państw. Na Twitterze MSZ Polski pojawił się wpis: „MSZ odnotowuje dzisiejsze wydarzenia na Białorusi. Prezydent wybrany w niedemokratycznych wyborach nie może zostać uznany za legalnie sprawującego władzę, niezależnie od tego, czy zaprzysiężenie będzie potajemne, czy oficjalne".

Inaczej, choć zachowawczo, dzisiejszą inaugurację skomentował Kreml. Rzecznik prasowy prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow uchylił się od komentarza, tłumacząc, że nie zamierza komentować „suwerennej, wewnętrznej decyzji białoruskich władz”.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.