Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Odwołajcie mnie!” – z takim apelem zwraca się do mieszkańców Mińska najmłodsza deputowana miejskiej Dumy Olga Tesakowa, która od miesiąca walczy o zwolnienie jej z pełnionej funkcji. Tesakowa złożyła podanie z prośbą o odwołanie jej ze stanowiska tuż po wyborach prezydenckich. Bezprecedensowa przemoc ze strony siłowików wobec pokojowo protestujących obywateli oraz coraz to nowe wydatki z państwowego budżetu przeznaczane na zakup kamizelek kuloodpornych i broni utwierdziły ją w przekonaniu, że postępuje słusznie.

Bezsilność urzędników

Jak się okazuje, zwolnienie stanowiska to dość trudne wyzwanie: aby zrezygnować ze stanowiska, należy spełnić określone warunki, czyli np. być skazanym w sprawie karnej, poważnie zachorować lub zostać odwołanym przez wyborców.

- Deputowani są bezradni, nie mogą nic zrobić ani z przemocą, ani z wynikami wyborów. Nie mogą wpłynąć na ludzi i służby likwidujące białe wstążki z przestrzeni publicznej czy biało-czerwono-białe flagi. Podjęłam tę decyzję świadomie: chcę odejść z systemu, który nie robi dla ludzi nic w momencie, kiedy ludzie najbardziej go potrzebują - mówi Tesakowa portalowi Tut.By.

Z jej opowieści wynika, że władze pozostają głuche lub zupełnie bezsilne wobec wszelkich zgłoszeń i próśb o interwencję otrzymywanych od obywateli. Nie wszczynają postępowań wobec stosujących przemoc siłowików, nie są też w stanie umożliwić ludziom legalnego gromadzenia się w wydzielonych miejscach miasta, jak to było podczas wieców wyborczych.

Władze wyższego szczebla skutecznie blokują wszelkie ruchy, sprawy karne wszczynane są przeciwko pokojowo protestującym, a nie siłowikom. Niezależne, pozbawione rejestracji na Białorusi Centrum Ochrony Praw Człowieka „Wiasna” poinformowało dzisiaj o toczących się ok. 250 sprawach karnych przeciwko uczestnikom protestów, rzekomo atakującym funkcjonariuszy struktur siłowych.

W wyborach udziału nie wzięła

Urzędniczka nie zawsze była nastrojona tak opozycyjnie. Jak sama przyznaje, nie głosowała w wyborach prezydenckich, bo jak twierdzi – uznała, że jej głos i tak nie ma znaczenia. Dzisiaj, jak podkreśla deputowana, zależy jej na tym, by władze dostrzegły, że i w systemie funkcjonują ludzie, którzy nie zgadzają się z działaniami Łukaszenki.

Olga Tesakowa bierze aktywny udział w akcjach protestu, chodzi na marsze, zachęca innych do podobnych działań, choć jednocześnie podkreśla, że nie dla wszystkich jest to równie oczywiste i łatwe: „Każdy ma coś do stracenia. Niektórzy boją się o pracę. Mnie jest łatwiej, mam pracę w prywatnej firmie, jestem młoda. Trzeba wziąć pod uwagę tych, którzy pracują w państwowych przedsiębiorstwach, mają 45-50 lat, dzieci...”.

Kotow: To społeczny Czarnobyl

Z państwowego aparatu na fali powyborczych protestów zdecydował się odejść też czterdziestoletni dyplomata, były dyplomata MSZ Białorusi i pracownik administracji prezydenta Anatolij Kotow. Jemu akurat się to udało. Na początku września Kotow opublikował na swoim profilu na Facebooku zdjęcie złożonego wypowiedzenia, unieważnionej legitymacji oraz kluczy do swojego gabinetu z podpisem: „Nie chciałem wstawiać tego zdjęcia. Zwolniono mnie dość spokojnie i uczciwie. Niemniej jednak... tę fotografię dedykuję moim byłym kolegom. Nie wiem, jak możecie spać w nocy... Tortur i zabójstw nie było? Niestety, nawet ONZ potwierdziło, że było inaczej. Obywatele Białorusi nie są wpuszczani do własnego kraju... Dokonałem wyboru. Wybrałem drogę donikąd. Z kredytami, z innymi rzeczami. Teraz i ja jestem owcą i narkomanem [odniesienie do słów Łukaszenki, który obywateli biorących udział w protestach nazywał owcami oraz osobami uzależnionymi od substancji psychoaktywnych]”.

W poniedziałkowym wywiadzie udzielonym portalowi Tut.by Kotow powiedział, że nie żałuje i że był to jedyny właściwy wybór.

- To, co zobaczyłem 10 sierpnia na Puszkinskiej [miejsce, gdzie doszło do brutalnej pacyfikacji protestu], to społeczny Czarnobyl. Nie chciałbym widzieć takich rzeczy w swoim kraju. Jeśli nie mogę czegoś zmienić, zapobiec czemuś, to jestem zmuszony postrzegać swoją pracę jako wspieranie tego, co się dzieje. Nie mogę być częścią systemu, dla którego najważniejszą wartością jest utrzymanie władzy, i to za cenę ludzkiego życia. To zły system – mówił.

Nic nie wskazuje na to, żeby Łukaszenka zamierzał w najbliższym czasie zmienić front. Sąd przedłużył właśnie areszt Maryi Kalesnikawej, którą służby próbowały wywieźć na Ukrainę, ale ta zdołała podrzeć paszport i uciec. Szefowej sztabu Wiktara Babaryki i członkini prezydium opozycyjnej Rady Koordynacyjnej grozi pięć lat więzienia.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.