Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wszyscy sportowcy są zmuszani do podpisywania dodatkowych zobowiązań do kontraktów. Będzie ich obowiązywał zakaz używania „niepaństwowej symboliki” - chodzi o biało-czerwono-białą historyczną flagę (swego czasu Łukaszenka zastąpił ją czerwono-zieloną), bez zgody przełożonych nie będą mogli udzielać wypowiedzi prasie, mają też nauczyć się na pamięć hymnu Białorusi. Nowe zasady wprowadził minister sportu Siarhiej Kawalczuk. Zostały już przekazane stosownym instytucjom. 

Jest to część represyjnych działań zmierzających do poskromienia masowego niezadowolenia wobec poczynań władzy zademonstrowanego przez sportowców w ciągu ostatnich tygodni.  

Pierwszy sportowiec Białorusi 

Aleksander Łukaszenka lubi sport. Gra w hokeja, jeździ na nartach i łyżworolkach, bierze udział w amatorskich zawodach i zawsze wygrywa. To już tradycja, wszyscy ich uczestnicy jeszcze przed rozpoczęciem imprez wiedzą, kto musi zwyciężyć - Łukaszenka. Jego rzekome sportowe osiągnięcia są wychwalane pod niebiosa. 

- Gdyby nie został prezydentem, byłby mistrzem olimpijskim w wielu dziedzinach sportu - powiedział kiedyś szef federacji piłki ręcznej Anatol Kanaplou. 

W tym wszystkim chodzi nie tylko o zabawę czy realizację dziecięcych marzeń, by wygrywać wszędzie i ze wszystkimi. Reżim traktuje sport jako ważny instrument polityczny. 

- Sport jest ważną częścią ideologii państwowej, zwycięstwa są doceniane przez naród i tworzą wizerunek państwa i jego przywódcy - przyznał swego czasu zastępca szefa administracji prezydenta Maksim Ryżenkou. 

Dlatego sportowe gwiazdy, jak choćby tenisistka Wiktoria Azarenka czy biatlonistka Daria Domraczewa, często pojawiają się w towarzystwie dyktatora. Ich sportowe zwycięstwa są przedstawiane jako sukces polityki Aleksandra Łukaszenki.

Wydawało się, że nic nie jest w stanie osłabić sojuszu reżimu z wielkim sportem...

Sport zaczyna mówić swoim głosem 

Fala powyborczych protestów i bezprecedensowa przemoc użyta do ich zdławienia sprawiły jednak, że oburzeni tą sytuacją Białorusini zaczęli otwarcie się wypowiadać i przestali ukrywać poglądy polityczne. Wśród tych, którzy otwarcie potępili wyborcze fałszerstwa i brutalność OMON-u, uczestnicząc w akcjach protestu, były również setki znanych sportowców i trenerów.

Ponad 600 ze słynnych nazwisk podpisało się pod otwartym listem z żądaniem powtórzenia wyborów prezydenckich i ukrócenia przemocy. Znalazły się wśród nich największe gwiazdy: kapitan drużyny narodowej w koszykówce Kaciaryna Snycina, wielokrotny mistrz świata w sztuce walki sambo Sciapan Papou, wicemistrz Europy bokser Dzmitry Asanau oraz lubiana przez Białorusinów utytułowana pływaczka Alaksandra Hierasimienia. W dodatku wielu z nich było dotąd uważanych za pupilów Łukaszenki.  

- Poczułem ukłucie w piersiach, stojąc przed aresztem przy ul. Akrescina i widząc wychodzące stamtąd dziewczyny bez majtek, były ubrane tylko od góry. Jak coś takiego mogło mieć miejsce? – pytała koszykarka Jelena Leuczanka, która przyznała, że jako 37-latka po raz pierwszy uczestniczyła w wyborach prezydenckich i nie oddała swego głosu Łukaszence. 

- To, co się dzisiaj dzieje, to nie jest polityka, to walka dobra ze złem - powiedziała wprost dwukrotna mistrzyni olimpijska w narciarstwie akrobatycznym Aleksandra Romanouska. 

Głos zabrał także Siarhiej Papou, mistrz w sambo (a sztuki walki na Białorusi od zawsze są związane z resortami siłowymi), który osobiście zna Łukaszenkę, wielokrotnie spotykał się z jego rodziną i przyznaje, że przez lata darzył go sympatią.   

- Jednak wiosną pojawił się koronawirus, nie wprowadzono kwarantanny, ludzie zaczęli umierać, a prezydent obraźliwie się o nich wypowiadał. Obywatele zaczęli pomagać lekarzom, bo wszystkiego brakowało; i wtedy zaczęto wywierać na nich presję. W dodatku kandydaci na prezydenta jeden po drugim zaczęli lądować w więzieniach. I wtedy Łukaszenka stał się dla mnie innym człowiekiem - tłumaczył zapaśnik zmianę poglądów w wywiadzie dla portalu Nasza Niwa. 

Ukarać zdrajców

Sytuacja sportowców jest szczególnie trudna z racji sposobu ich finansowania. Tradycyjnie już najlepsi z nich są zatrudniani w resortach siłowych i specjalnym rozporządzeniem delegowani do ministerstwa sportu, by mogli trenować, formalnie pozostając oficerami i żołnierzami. Pensję dostają właśnie jako siłowicy.

I tak sportowa gwiazda nr 1, ośmiokrotna mistrzyni olimpijska Daria Domraczewa formalnie była kapitanem KGB; wielokrotny mistrz świata w rzucie młotem Iwan Cichan - majorem MSW; mistrzyni świata i Europy w biegu na 800 m Maryna Arzamasawa – starszym lejtnantem armii... 

W tej sytuacji nadzwyczaj łatwo jest ukarać nielojalnych. Po 16 latach z KGB musiał odejść dwukrotny mistrz Europy, lekkoatleta Andrei Krauczanka. Powód? Podpisanie listu otwartego sportowców. Słynny trener w narciarstwie w stylu dowolnym Mikałaj Kazieka, który podpisał się pod apelem o nowe wybory głowy państwa, został nie tylko pozbawiony prezydenckiego stypendium, ale zażądano też, by zwrócił  otrzymane dotąd fundusze. Szkole pływania, którą prowadzi Alaksandra Hierasimienia nagle nie przedłużono wynajmu basenu. Pracę w klubie Tristyle straciła 21-letnia mistrzyni Białorusi w triatlonie Walancina Zielenkiewicz... 

Wszyscy wiedzą, że celem tej zakrojonej na szeroką skalę akcji jest pokazowe ukaranie tych, którzy się wychylili. Sportowcy mają milczeć i po wygranej pozować do zdjęć z Łukaszenką. Tak, jak to było przez lata. Czy dziś powrót do owej sytuacji jest możliwy? Minister sportu, wprowadzając nowe przepisy, wydaje się być pewnym, że tak. 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.