Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Siłowicy naprawdę odchodzą ze służby. Podzieliły się rodziny, żony żądają rozwodów, dorosłe dzieci odchodzą z domów. Nie zapominajcie, że w bloku siłowym nie brakuje uczciwych” - napisali w zeszłym tygodniu autorzy niezależnego kanału „Basta!” w komunikatorze Telegram.

Wiele wskazuje na to, że funkcjonariusze zaczęli składać wypowiedzenia pod wpływem groźby autorów opozycyjnego kanału NEXTA. Zapowiedzieli oni 12 września opublikowanie danych osobowych siłowików dopuszczających się przemocy wobec protestujących oraz biorących udział w pacyfikowaniu pokojowych demonstracji, jeżeli nie zaprzestaną oni wypełniać „przestępczych rozkazów”. Dane ponad 10 tys. siłowików z całego kraju NEXTA miała otrzymać od tzw. cyberpartyzantów, jak określili siebie hakerzy.

Ultimatum dla siłowików

Pierwszą listę z danymi 1003 pracowników MSW Białorusi zgodnie z zapowiedziami NEXTA opublikowała w sobotę, po serii zatrzymań uczestniczek kobiecego protestu w Mińsku. Na liście znajdują się imiona, imiona odojcowskie, nazwiska, daty urodzenia, miasta zamieszkania, miejsca pracy i tytuły siłowików.

„Jeżeli nadal będzie dochodzić do zatrzymań, będziemy publikować kolejne dane” - uprzedzili administratorzy białoruskiego kanału. Zwrócili się także z prośbą do czytelników: „Jeżeli macie jakiekolwiek informacje, na temat konkretnych ludzi z listy, czyli przypadki naruszenia przez nich prawa lub prywatne, osobiste fakty z ich życia: numery telefonów, rejestracji samochodowych, przyzwyczajenia, nazwiska kochanek lub kochanków, podzielcie się nimi z nami”.

Na kolejne dane nie trzeba było długo czekać. Po zatrzymaniach uczestników coniedzielnej demonstracji w Mińsku i brutalnych interwencjach siłowików wobec uczestników pokojowego marszu w Brześciu na kanale NEXTA pojawiły się dane kolejnego tysiąca funkcjonariuszy.

To zapewne nie koniec, bo autorzy kanału NEXTA wyznaczyli pracownikom państwowych organizacji, w tym także siłowikom, kolejne ultimatum. 9 października wszyscy ci, którzy nie chcą, by ich dane wyciekły do sieci, powinni – zdaniem autorów kanału – spełnić trzy warunki: publicznie zażądać, choćby za pomocą swoich sieci społecznościowych, przeprowadzenia uczciwych wyborów, zwolnić się na znak protestu oraz skontaktować się z autorami kanału NEXTA, a także przekazać im dowody spełnienia dwóch poprzednich punktów.

„Ci, którzy zignorują żądania narodu i będą kontynuować pracę w systemie, który stara się nas zniszczyć, staną się zdrajcami. Będziemy dalej publikować wszystkie dostępne dane na ich temat. Wiedzcie też, że nie będziecie mogli liczyć na przyszłość na Białorusi, z kolei za granicą będą was czekać tylko sankcje”.

Pomoc dla nawróconych

Wszystko wskazuje na to, że presja związana z groźbą ujawnienia danych działa na część siłowików. Fundacja Solidarności BYSOL, która oferuje wsparcie dla członków aparatu represji decydujących się na odejście z pracy, w ciągu tygodnia od obwieszczenia NEXTY odebrała ponad 200 zgłoszeń funkcjonariuszy deklarujących chęć przejścia na stronę narodu i ubiegających się w związku z tym o pomoc finansową oferowaną przez fundację. A możliwości fundacji są duże: od wybuchu protestów zebrała ona od darczyńców z całego świata ponad 3 mln dol.

O programie wsparcia dla siłowików opowiedział "Wyborczej" koordynator fundacji, białoruski obrońca praw człowieka Andriej Stryżak.

- Weryfikujemy deklarację każdej osoby o odejściu z pracy i to zarówno tych, którzy już się zwolnili, jak i tych, którzy dopiero mają taki zamiar. Chcemy, by milicjant nagrał materiał, w którym opowiada, dlaczego się zwalnia. Otrzymaliśmy ich już zresztą wiele. Dzięki temu taka osoba wie, że można postąpić zgodnie ze swoim sumieniem, że nie ma czego się bać i że może liczyć na wsparcie finansowe przez najbliższych kilka miesięcy. Z drugiej strony materiał wideo zmotywuje też innych, czyli tych, którzy nie są być może jeszcze gotowi, by zamienić pieniądze na wolność - mówi Stryżak.

Pieniądze oferowane przez fundację jak na białoruskie warunki nie są małe. Po złożeniu wniosku o pomoc, dołączeniu wypowiedzenia, czyli nadesłaniu jego kopii lub zdjęcia oraz nagraniu krótkiego materiału wideo, fundacja BYSOL rozpatruje taki wniosek i, w przypadku pozytywnej decyzji, przyznaje – byłemu już – funkcjonariuszowi comiesięczne świadczenia wysokości 1500 dol. Zapewnia też wsparcie niematerialne: pomoc w przekwalifikowaniu się, a w razie potrzeby - ochronę.

"Nie służymy Łukaszence, tylko narodowi"

Jedną z osób, która już wcześniej zrzuciła mundur i zwróciła się z prośbą o pomoc i wsparcie do fundacji, jest Iwan Nikołajewicz Kołos. Na opublikowanym w internecie filmie, ubrany w mundur milicjanta, tłumaczy: „Po nagraniu filmiku, na którym zwracam się z prośbą do wszystkich siłowików, by przeszli na stronę ludu, zostałem zwolniony. Moim szefom od momentu publikacji nagrania zajęło 20 minut, by przyjechać do mojego domu, odebrać mi dokumenty, żeton milicjanta i pagony. Zwolnili mnie wbrew przepisom. Nie byli jednak w stanie odebrać mi lojalności i wierności wobec narodu. Z tej służby nie są w stanie mnie zwolnić. Koledzy, nie służymy Łukaszence. Tego człowieka czeka trybunał. Służymy Białorusinom. Koledzy, nie bójcie się, że zostaniecie zwolnieni, nie bójcie się spraw karnych. Tak, grożono mi, próbowano zastraszyć, ale ludzie mnie wsparli. Wiem, że oprócz mnie tysiące innych również podjęło decyzję, by przejść na stronę ludzi. Jeszcze nie jest za późno”.

Po zapowiedzi NEXTY pagony zdjął też m.in. 26-letni Jewgienij Osinski, który opublikował oświadczenie na Instagramie. „Nie tylko obiecywałem - ja przysięgałem przed wami wszystkimi, że będę was chronić! Przysięgałem, że będę was bronić, narażając przy tym własne życie. Wy jesteście moim narodem, a ja – waszym obrońcą. Nie wolno wypełniać przestępczych rozkazów, a do tego w ostatnim czasie nas zmuszano. Jesteście moją ojczyzną, moją miłością, moją dumą. Proszę, wesprzyjcie innych. Tysiące oficerów w głębi serca nie chce uczestniczyć w teatrze jednego aktora. Dajcie im odwagę, by zrobili właściwy wybór, nie bądźcie dla nich agresywni” - pisał.

Kończcie z przemocą

NEXTA nie jest jedynym kanałem, który udostępnia dane osobowe siłowików. Od połowy sierpnia w komunikatorze Telegram funkcjonuje kanał Czarna Księga Białorusi obserwowany przez prawie 100 tys. osób. Jego autorzy publikują nadsyłane przez czytelników informacje o funkcjonariuszach struktur siłowych biorących udział w pacyfikacji protestów. Publikowane informacje często są bardzo szczegółowe: oprócz zrzutów ekranów z prywatnych profili w mediach społecznościowych siłowików znaleźć tu można ich zdjęcia, prywatne numery telefonów, adresy zamieszkania, kontakty do ich rodzin i bliskich, a nawet serie i numery paszportów.

Czarna Księga Białorusi zaczęła swoją działalność po powrocie do brutalnego zatrzymywania obywateli mimo wcześniejszego symbolicznego opuszczenia tarcz przez OMON.

- Tarcze masowo już na samym początku opuścili przede wszystkim siłowicy służący w małych miastach, ale tylko dlatego, że nie chcieli bić swoich. Głupio przecież zatrzymać syna kolegi albo pobić sąsiada, który wyszedł na protest, prawda? Władza szybko jednak sobie z tą moralnością siłowików poradziła, zaczęli ich przerzucać między miastami - tłumaczy aktywista Aleksandr Bielikow.

- Nie możemy na przemoc reagować przemocą, bo na nią monopol ma władza, to ona posiada struktury siłowe. Społeczeństwo musi więc reagować asymetrycznie. Dlatego też uważam, że publikacja danych osobowych siłowików, którzy łamią przepisy i prawa człowieka, jest wystarczająco mocną bronią - mówi "Wyborczej" Andriej Stryżak.

- Siłowicy boją się deanonimizacji, boją się zdjąć swoje kominiarki i maski. Dlatego że ci ludzie, po pracy, kiedy już zdejmą mundury, tak jak wszyscy inni Białorusini spacerują po ulicach, chodzą do sklepów, zabierają dzieci z przedszkoli. I to oczywiste, że nie chcą być kojarzeni ze swoją pracą. Ale tak nie może być. Chcemy tym samym zakomunikować im: "Moi drodzy, albo kończycie z przemocą wobec obywateli, albo o waszych czynach dowiedzą się wszyscy”- dodaje.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.