Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Unijna dyplomacja sporządziła już przed kilkunastu dniami wstępną listę około 40 Białorusinów odpowiedzialnych za fałszowanie sierpniowych wyborów prezydenckich i za późniejsze represje, którzy mają być objęci zakazem wjazdu oraz zamrożeniem majątku na terenie Unii. Jednak ministrowie spraw zagranicznych 27 krajów UE nie zdołali dziś osiągnąć wymaganej jednomyślności w tej sprawie z powodu Cypru.

– Cypr nie jest przeciwny tym sankcjom, ale nie przyłączył się do konsensusu – powiedział szef unijnej dyplomacji Josep Borrell. Zapowiedział, że „zrobi wszystko, co może”, by Rada UE zatwierdziła restrykcje na kolejnym posiedzeniu, czyli 12 października.

– Wiem, że chodzi o wiarygodność Unii – powiedział Borrell. Sprawę powinni odblokować przywódcy krajów UE, którzy na szczycie UE w ten czwartek mają rozmawiać m.in. o polityce zagranicznej. Z kolei łotewski minister Edgars Rinkeviczs oskarżył dziś „jedno państwo”, czyli Cypr, o branie sankcyjnych „zakładników”, bo Nikozja istotnie uzależnia od paru tygodni swą zgodę na sankcje białoruskie od nałożenia nowych restrykcji na Turcję za jej działania na Morzu Śródziemnym.

Unijne spory o Turcję

Między Turcją oraz Cyprem i Grecją zaogniają się od wakacji morskie spory terytorialne (głównie dotyczące ich morskich stref ekonomicznych) m.in. z powodu złóż gazu. Turcy wysyłają swe statki do szacowania złóż na wody, które za swoje uznaje Cypr. Do tego dochodzi dodatkowy problem Cypru Północnego, który zdaniem Ankary musi mieć udział w dochodach ze złóż cypryjskich. Dziś w Brukseli cypryjski minister Nikos Christodoulides wskazał na „zagrożenie podstawowych praw unijnych, czyli suwerenności kraju członkowskiego” przez Turcję. Jednak Unia jest podzielona co do swej odpowiedzi dla prezydenta Recepa Erdogana.

Francja już w ostatnich tygodniach wysłała swe okręty na wschód Morza Śródziemnego, by wesprzeć Grecję i Cypr wobec tureckich prowokacji. Ale nadal bardzo ostrożny pozostaje Berlin pragnący uniknąć wciągania UE w eskalację z Turcją, która – na takie motywy wskazują niektórzy krytycy powściągliwości Niemiec z krajów Południa - nadal odgrywa ważną rolę w hamowaniu migracji do UE. W zeszłym tygodniu Turcy odwołali ze spornych wód jeden ze swych statków, co część UE uznaje za szanse na obniżenie napięcia. - To problem o wysokim napięciu politycznym. Do rozwiązania przez szczyt UE. Ja nie mogę powiedzieć w jaki sposób – tłumaczył Borrell.

Klincz wokół restrykcji białoruskich ożywia debatę na temat odejścia Unii od zasady jednomyślności na rzecz głosowań większościowych przynajmniej w niektórych dziedzinach polityki zagranicznej, w tym w sprawie sankcji. W zeszłym tygodniu Ursula von der Leyen mówiła o tym pomyśle w swym orędziu o stanie Unii. Wprawdzie taką zmianę dałoby się wprowadzić nawet bez reformowania unijnego traktatu, ale za jednomyślną zgodą 27 krajów, na co obecnie zupełnie się nie zanosi. Przeciwna byłaby m.in. Polska.

Co z sankcjami na Łukaszenkę?

Na wstępnej liście sankcyjnej nie ma Aleksandra Łukaszenki. – Część państw ze względów taktycznych czy chęci zachowania stopniowalności restrykcji na razie tego nie popiera, ale dyskusji jeszcze nie zakończyliśmy – powiedział Borrell.

Przeciw obejmowaniu Łukaszenki restrykcjami były dotąd m.in. Francja i Niemcy, ale dziś swój sprzeciw – wedle przecieków - zasygnalizowali nawet Finowie i Szwedzi. Szwecja będzie w przyszłym roku przewodniczyć OBWE, czyli organizacji, która – pomimo obecnego „nie” ze strony Łukaszenki i Moskwy – mogłaby zdaniem części europejskich dyplomatów asystować przy dialogu wewnątrzbiałoruskim.

– Opowiadamy się za nowymi i uczciwymi wyborami prezydenckimi na Białorusi. Najlepiej pod egidą OBWE – powiedział dziś Borrell po Radzie UE.

Kandydatka opozycji w sierpniowych wyborach Swiatłana Cichanouska, która dziś rano na zaproszenie Borrella spotkała się z unijnymi ministrami tuż przed ich formalnym posiedzeniem w Radzie UE, wzywała w Brukseli do nieuznawania Łukaszenki za prawowitego prezydenta.

– Wybory były sfałszowane. My w UE nie uznajemy ich wyników, a zatem nie uznajemy prawowitości Łukaszenki – powtórzył Borrell po obradach ministrów. Tłumaczył, że podobnie jak z wenezuelskim Nicolasem Maduro dla Unii nie oznacza to „nieuznawania rzeczywistości”, bo i Łukaszenka, i Maduro kontrolują aparat państwowy w swych krajach. – Czy wycofujemy z tych krajów ambasady? Nie – tłumaczył Borrell, sugerując, że UE może obniżyć rangę swych przedstawicieli w Mińsku po zakończeniu przez Łukaszenkę jeszcze trwającej kadencji w październiku.

- Zrobiliśmy wiele sami na Białorusi, ale potrzebujemy teraz pomocy z zewnątrz, o co prosiłam UE – powiedziała dziś Cichanouska w Brukseli. Wzywała do uznania Rady Koordynacyjnej za jedynego prawowitego przedstawiciela Białorusinów i finansowego niewspierania władz Łukaszenki nawet funduszami pomocowymi UE na walkę z "zarazą", które – jak namawiała – powinny trafiać do szpitali i organizacji pozarządowych z pominięciem aparatu administracyjnego Łukaszenki.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.