Jest na Białorusi miasteczko, gdzie regularnie pojawia się polska flaga i tak samo regularnie jest usuwana przez "nieznanych sprawców". Czy o tym wypadku mówił Aleksander Łukaszenka, twierdząc, że na Grodzieńszczyźnie wywieszane są polskie flagi? Pewności nie ma, ale wykluczyć tego nie można.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Sopoćkinie, niewielkie miasteczko położone kilka kilometrów od granicy z Polską, na pierwszy rzut oka wygląda na zwykłą białoruską miejscowość. Pomnik Włodzimierza Lenina w centrum, po drugiej stronie drogi zbiorowa mogiła żołnierzy Armii Czerwonej. 

Od innych podobnych miasteczek Sopoćkinie odróżnia to, że spośród około tysiąca mieszkających tu ludzi przytłaczająca większość to Polacy. Na ulicach można usłyszeć język polski, a jakieś 500 metrów od pomnika Lenina na cmentarzu parafialnym widać rząd białych wojskowych krzyży. Na najbardziej eksponowanym z nich czytamy: generał brygady Józef Olszyna-Wilczyński, dowódca III DOK Grodno. 27.09.1890-22.09.1939.

Obok na patyku przywiązana polska flaga. Od kilkunastu miesięcy elektryzuje ona lokalną społeczność.

- Bestie, znowu ją zerwali. Tylko niedawno powieszono i znowu - gorączkuje się pan Stanisław. Mieszka niedaleko cmentarza, od początku uważnie śledzi zmagania miejscowych Polaków z „nieznanymi sprawcami”. Kibicuje naszym, czyli Polakom.

Polska rewolucja w Sopoćkiniach

Polskość w Sopoćkiniach tradycyjnie miała mocne korzenie.

- Już w czasach radzieckich agitatorzy, którzy jechali do Sopoćkiń, byli uprzedzani, że będą mieli twardy orzech do zgryzienia. Dlaczego Lenin nie został pochowany? Za co go tak ukarano? Takie pytania zadawano tu publicznie. Ludzi trzymali się wiary katolickiej i polskości - wspomina pochodząca z tych okolic redaktorka Irena Waluś.

Upadek komunizmu spowodował w Sopoćkiniach prawdziwą polską rewolucję. W 1988 r. ekshumacja poległych żołnierzy Wojska Polskiego i ich pochówek w pobliskich Kaletach ku przerażeniu władz zgromadziły tysięczne tłumy. Koncerty polskich zespołów ludowych zbierały ogromną publiczność, ale nie ograniczano się tu tylko do podobnych manifestacji.

- W 1991 r. rada wiejska w większości złożona z Polaków przegłosowała, by zmienić nazwy ulic. W ten sposób ul. Lenina stała się ul. Jana Pawła II. Dziś by to nie przeszło, ale wtedy przegłosowaliśmy i tyle - opowiada Tadeusz Łukuć, były deputowany rady wiejskiej.

Lokalne przedsiębiorstwo wykonało dwujęzyczne tablice po polsku i białorusku, a lokalne władze udawały, że nic o tym nie wiedzą. Taki stan rzeczy trwał dziesięciolecia.

Flaga na grobie generała

Jednej z ulic nadano imię polskiego generała. Józef Olszyna-Wilczyński zginął kilka kilometrów od Sopoćkiń. 22 września 1939 r. trafił do radzieckiej niewoli, jednak zagrożeni polskim kontratakiem czerwonoarmiści go rozstrzelali. Śmierć generała mocno wbiła się w tutejszą tożsamość. Jest tu traktowany z niezwykłym szacunkiem. Spoczął na sopoćkińskim cmentarzu, a jego grobem opiekowano się nawet w latach głębokiego komunizmu.

- Flaga polska była przy grobie od zawsze - opowiadają miejscowi.

Polska flaga na cmentarzu w Sopoćkiniach
Polska flaga na cmentarzu w Sopoćkiniach  Andrzej Poczobut

To "zawsze" ma jednak konkretną datę: rok 1991, kiedy Rada Ochrony Walk i Męczeństwa dokonała renowacji kwatery wojskowej w Sopoćkiniach. Z tej okazji odbyła się wielka uroczystość z udziałem tłumów miejscowych Polaków i przedstawicieli Polski. Miejscowi opowiadają, że właśnie wtedy ktoś z rodziny generała zawiesił na drzewie przy kwaterze polską flagę. Od tego momentu przez 30 lat biało-czerwona zawsze znajdowała się przy grobie generała. Była prana, wymieniana na nową i znowu zawieszana. Wszyscy się do niej przyzwyczaili. Stała się częścią sopoćkińskiego pejzażu.

Turystyka kontra polskość

Przekleństwem dla polskich symboli w Sopoćkiniach stał się... Kanał Augustowski. W 2004 r. Aleksander Łukaszenka podjął decyzję o jego rekonstrukcji. Zapowiedział, że zrobi z kanału turystyczną mekkę. Droga do kanału prowadzi przez Sopoćkinie i w ten sposób zapomniane przygraniczne polskie miasteczko znalazło się w świetle jupiterów. Delegacje urzędników, w tym także tych najwyższych, ruszyły do powstającego turystycznego eldorado. Polskość Sopoćkiń ich szokowała i oburzała. Jako pierwsze 14 lat temu usunięte zostały dwujęzyczne nazwy ulic.

- Gdzieś w okolicach 2006 r. przyjechała delegacja, w której składzie był Anatol Tozik [wtedy wpływowy szef Komitetu Kontroli Państwowej]. Zobaczył polskie napisy i się wściekł - opowiada mieszkająca w Sopoćkiniach Czesława Burzyńska.

W efekcie język polski zniknął z ulic Sopoćkiń. Teraz napisy są wyłącznie po rosyjsku. Podobny scenariusz rozegrał się w Sopoćkiniach jeszcze niejeden raz. Dwa lata temu któryś z grodzieńskich urzędników wszedł razem z wycieczką do kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Urzędniczy wzrok natychmiast przykuła znajdująca się od wielu lat przy wejściu wystawa ze zdjęciami generała Olszyny-Wilczyńskiego. Dla białoruskich władz polski komendant Kijowa z 1920 r. i ostatni dowódca DOK III rozstrzelany przez czerwonoarmistów to nie tylko wróg. Honory oddawane mu w Sopoćkiniach to także oznaka polskości mieszkańców. A polskość to chwast na polu zapatrzonej w Moskwę sowieckiej ruskości kultywowanej przez reżim Łukaszenki. Co się robi z chwastami? Chwasty się usuwa. W wyniku presji miejscowy proboszcz pokornie usunął zdjęcia generała. Parafianie tylko zazgrzytali zębami.

Tu nie jest Polska

Latem 2019 r. przez Sopoćkinie, kierując się w stronę kanału, przejeżdżał prokurator generalny Białorusi Aleksander Kaniuk. W towarzystwie lokalnych urzędników spacerował po mieście i wszedł na cmentarz. Już to, że 99 proc. napisów na cmentarzu jest po polsku, wywołało jego niezadowolenie. Oczywiście zauważył też rząd białych krzyży i powiewająca nad nimi polską flagę.

- Och, jak się wściekł. "Jakim prawem! Tu nie jest Polska! Będą surowe konsekwencje!". Lokalna przewodnicząca miała szczęście, że nie jest miejscowa, inaczej posądzono by ją o polski nacjonalizm, a tak uznano, że skoro nietutejsza, to nie jej wina - opowiada jeden z lokalnych urzędników ze Sopoćkiń.

Prokurator wydał rozporządzenie i rozpoczęła się walka z flagą. Polacy wywieszają flagę, jakiś czas mija i ona znika. Najprawdopodobniej zdejmują ją milicjanci, gdyż już kilkakrotnie podejmowali oni próby ustalenia, kto konkretnie wywiesza polską flagę, i straszyli odpowiedzialnością osoby mogące ich zdaniem mieć z tym związek. Od lata 2019 r. do dziś flaga przy grobie generała była niszczona kilkanaście razy. Ostatni raz miało to miejsce kilka dni temu - 17 września.

Łukaszenka widzi polskie flagi

Po wyborach prezydenckich wystraszony falą protestów Aleksander Łukaszenka oskarżył Polskę i Litwę o wtrącanie się w sprawy wewnętrzne Białorusi.  Polska ma jego zdaniem dążyć do okupacji Grodzieńszczyzny.

- Już wywiesili polskie flagi w Grodnie! - grzmiał Łukaszenka.

Kwestia rzekomo wywieszanych w Grodnie i okolicznych wsiach polskich flag była kilkakrotnie nagłaśniana przez reżimowe media i regularnie pojawiała się w propagandowych talk-show. Nigdy nie przedstawiono żadnych zdjęć i nagrań i nie wymieniono żadnych konkretnych miejsc, w których miałyby być wywieszane polskie flagi.

Czy chodziło też o Sopoćkinie? Nie wiemy. Jednak groźne wypowiedzi Łukaszenki pod adresem Polski, ściągnięcie na Grodzieńszczyznę jednostek powietrznodesantowych i manewry wojskowe nie zrobiły w Sopoćkiniach żadnego wrażenia. Flaga nadal się pojawia przy grobie generała.

Prokurator Kaniuk, który rozpoczął „wojnę o flagę”, 9 września został przez Łukaszenkę odwołany ze swego stanowiska. Nie chodziło oczywiście o polską flagę, tylko o to, że jego syn pracował w firmie IT, która niosła pomoc represjonowanym. W efekcie posądzony o niedostateczną lojalność wobec dyktatora prokurator stracił swój stołek. Jednak rozpoczęta przez niego wojna z polską flagą na mogile polskiego generała w Sopoćkiniach trwa nadal. Nie od dziś wiemy, że wypowiedzieć wojnę jest łatwo, znacznie trudniej jest ją zwycięsko zakończyć. Aleksander Kaniuk przekonał się o tym na własnej skórze.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Polscy nacjonalisci prześladujący mniejszość bialoruską czy ukraińską w naszym kraju powinni Łukaszence przyklasnąć, chyba że to działa tylko w jedną stronę.
już oceniałe(a)ś
48
6
Moj tata urodzil sie przed wojna w Polsce na terenie obecnej Bialorusi .Zawsze mial wpisane w dowodzie osobistym jako miejsce urodzenia ZSRR.Zawsze go to wkurzalo.Zastanawiam sie jakie polskie przepisy to regulowaly.
już oceniałe(a)ś
18
1
NACJONALIZM od PATRIOTYZMU/w przypadku Polski/ oddziela bardzo cienka linia! Lepiej nie eksperymentować!
@refektarz
Jesteś pewien, że oddziela?
już oceniałe(a)ś
2
0
@refektarz
W zadnym innym miejscu na swiecie nikt nie wstydzi sie patriotyzmu tylko w Polsce. Na czym polega to samobiczowanie sie i patrzenie na siebie przez najciemniejsze soczewki. Tak jak powiedzialam, kazde miejsce w Europie Centralnej i Wschodniej powinno celebrowac historie kazdej etnicznej grupy, ktora tu zamieszkiwala, pamietanie swojej i innych historii jest dojrzalym patriotyzmem, celebrowanie tej historii razem jest tym co powinno miec miejsce. Nikt nie bedzie zmienial granic, ale tez nikt nie moze zmieniac historii, i narzucac falszywych monoetnicznych etykietek.
już oceniałe(a)ś
2
1
@refektarz
A w przypadku faszystowskiej Rossji i nacjonalistów Rossyjskich nawet tej bardzo cienkiej linii nie ma.
już oceniałe(a)ś
0
0
Fuj ulica największego ze slowian
już oceniałe(a)ś
11
2
Ciekawe, czy na Opolszczyźnie wywiesza się flagi RFN? Jestem oczywiście za, jak ktoś ma ochotę. Tak wlasnie jest u głupich i słabych społeczeństw. Mniejszości, każde vide LGBY są ledwo tolerowane. Możesz sobie być tylko nie kluj w oczy
@maxipaxi
Tak na Opolszczyźnie wywiesza się niemieckie flagi, a nazwy miejscowości i ulic są dwujęzyczne.
już oceniałe(a)ś
26
0
@maxipaxi
Uściślę. Nie tylko na Śląsku Opolskim (załóżmy że taki istnieje) spotyka się flagi niemieckie. Na obszarze Górnego Śląska mamy miejscowości z tablicami w języku polskim i niemieckim, pozwala na to prawo uchwalone po spotkaniu Mazowieckiego z Helmutem Kohlem. Warunkiem jest pewien procent mieszkańców uważających się za Niemców. Poza tym nazwy miejscowości nie mogą być tymi wprowadzonymi po dojściu Hitlera do władzy w 1933 roku (przedostatni etap germanizacji). Często zatwardziali Ślązacy-Niemcy zmieniali te nazwy na te "hitlerowskie" ale nawet rząd RFN takie sytuacje potępia - zgodnie ze swoją konstytucją (pełna denazyfikacja).
Dobrym przykładem jest miejscowość Olszowa, gdzie na środku wsi stoi kamień - pomnik z nazwami Olszowy od chyba XIII wieku do współczesności. Olsona, Olschowa z podanymi datami i na koniec "Boże błogosław Olszowie". Nieco gorszym - Dziewkowice koło Strzelec (jakieś 15km od Olszowy) gdzie dość długo miejscowy sołtys upierał się przy "hitlerowskiej" nazwie Frauenfeld kiedy do 1933 roku miejscowi Niemcy i Ślązacy wiedzieli, że mieszkają w Dziewkowicach lub Schewkowitz.
Poprawną nazwa, używana przez stulecia to Dziewkowice lub Schewkowitz
Poza tym mieszkańcy Górnego Śląska zrozumieli już dawno, że można żyć zgodnie, przyjaźnie. W czasie ważnych imprez sportowych, szczególnie piłkarskich można zauważyć samochody z flagami polskimi z jednej strony i niemieckimi z drugiej. Widziałem też domy z flagami niemieckimi i polskimi wiszącymi obok siebie. W czasie mistrzostw Europy w piłce nożnej zauważyłem dzieci naszych emigrantów (Śląsk-RFN) nie mówiące po polsku ale biegające w knajpie z polskimi flagami (sponsor Tyskie) i śpiewające "Polskaaaa! Biało-czerwoni!". Mówiący między sobą po niemiecku starzy Ślązacy kibicują już Polakom - piłkarzom, skoczkom narciarskim i lekkoatletom. Choć słyszy się "nasi wygrali z Polokami" :) Jest jedna powszechna opinia - ważne, żeby politycy się nie wtrącali.
już oceniałe(a)ś
19
0
@stavros
nigdzie na Górnym Śląsk i Opolszczyźnie nie zauważyłem niemieckich nazw ulic, może coś przeoczyłem?
już oceniałe(a)ś
4
4
@Marko-de-Lorche
Też nie widziałem, ale zauważ, że przypadki niemieckojęzycznych miejscowości występują na wsiach - tam najczęściej nie ma ulic, tylko numery domów. W miastach jak Opole już trudno spotkać rodowitego Niemca. Na pewno są, ale to jakiś promil, więc nazwy ulic są polskie.
Za to podwójne nazwy miejscowości widziałem na Kaszubach. Ten drugi język to oczywiście nie niemiecki, tylko kaszubski.
już oceniałe(a)ś
7
0
@indywidualismus
otóż wioski i małe miejscowości na Górnym Śląsku w absolutnej większości mają nazwy ulic - to je odróżnia od Małopolski czy Podkarpacie. Nawet wąziutkie uliczki wychodzące w pole mają swoje nazwy. Na ostatnim Tour de Pologne komentatorzy z Warszawy bawili się dobrze przy powtarzaniu nazwy wsi Zimna Wódka (Kaltwasser). Otóż np. w tejże wsi w pole wychodzi malowniczy wąwóz, nazwany jest ulicą Cmentarną (bez odpowiednika niemieckiego), mamy też w tej malutkiej wsi kilka innych ulic. Mieszkam na Górnym Śląsku już 60 lat, jeżdżę wszędzie rowerem i nigdy nie spotkałem nazwy ulicy w języku niemieckim. Dlatego napisałem, że być może coś przeoczyłem a komuś się to nie podoba.
Jako ciekawostkę dodam, że po wprowadzaniu nazw dwujęzycznych i odnowie swobód obywatelskich, co zapoczątkowało rozwój towarzystw niemieckich, w jednej z miejscowości zawiązano towarzystwo mniejszości ... polskiej :) Otóż plan zajęć, w tym lekcje niemieckiego i religii ułożono tak, że dla dzieci polskich było to niedogodne. Rodzice w ten sposób protestowali :)
już oceniałe(a)ś
4
0
W Sopoćkiniach Lenin jest tak mały i tak mały cokół ma, że można sobie z nim zrobić selfie...
już oceniałe(a)ś
9
2
W Centralnej Europie, gdzie ziemie maja multietniczna historie, nie nalezy wyciszac tych elementow. Historycznie te tereny byly najwieksza multietniczna mieszanka w Europie i obecnie naciskiem powinno byc celebrowanie korzeni wszystkich, ktorzy tu mieszkali w przeszlosci, a nie narzucanie monolitycznej, monoetnicznej etykietki - nota nota bene - narzuconej przez Stalina, ktory przesuwal po wojnie etnicznymi grupami jak pionkami, bo wydawalo mu sie, ze w monoetnicznych spoleczenstwa bedzie latwiej narzucic terror - te etykietki, do dzisiaj sa absurdalnym standardem. W Polsce, Bialorusi, Ukrainie i na Litwie powinni dzialac organizacje celebruajce multietniczna historie kazdego miejsca, tez i z flagami, ktore by o tym mowily.
już oceniałe(a)ś
4
0
Sopoćkinie byłyby w Polsce jakby w 1945r. komunistom nie zachciało się kawałka Puszczy Białowieskiej i cały teren od Indury do Sopoćkiń musiał przypaść Sowietom..
już oceniałe(a)ś
1
0