Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Aleksandra, 22 lata, studentka: 

Wcześniej w domu bardzo rzadko rozmawialiśmy o polityce. Dziś do tego tematu sprowadza się każda nasza rozmowa. Rodzice zawsze są po mojej stronie, w odróżnieniu od babci. Ona ogląda tylko państwowe białoruskie i rosyjskie kanały, gdzie winą za wszystkie problemy w naszym kraju obarczają Amerykę, Polskę, Litwę oraz inne zachodnie państwa.

Mój chłopak pracuje w firmie informatycznej i babcia zawsze chce się dowiedzieć, co mu tam mówią, że sprzeciwia się władzom, chodzi na protesty i mnie tam ciągnie.

Wyjaśniam jej, że nasze preferencje polityczne są bezpośrednio związane z podstawowymi ludzkimi wartościami. Powtarzam, że dziennikarze z telewizji rządowej kłamią, ale babci nie da się przekonać. Ufa telewizji i gazetom państwowym. Uważa, że Aleksander Łukaszenka naprawdę uzyskał 80 proc. głosów w wyborach prezydenckich. Ona i jej sąsiadka głosowały właśnie na niego.

Zaprzeczają także brutalnemu traktowaniu demonstrantów przez funkcjonariuszy OMON-u. Mówią, że to wszystko jest zrobione „w komputerach”, czyli w Photoshopie. Albo jeszcze gorzej -  że są za mało pobici, trzeba było bić mocniej, wtedy na pewno przestaliby protestować.

Zwolennicy Łukaszenki podczas jego wiecu w Mińsku, 17 września 2020.Zwolennicy Łukaszenki podczas jego wiecu w Mińsku, 17 września 2020. AP / AP

Olga, 48 lat, przedsiębiorczyni

Nasze dzieci na razie mają niewielkie doświadczenie życiowe. Czasami wydaje mi się, że trudno im coś udowodnić właśnie z powodu młodzieńczego maksymalizmu. Moja 21-letnia córka często bardzo radykalnie wypowiada się na temat aktualnej sytuacji politycznej, ale myślę, że prawdopodobnie ma rację.

Ostatnio coraz częściej się nad tym zastanawiam. Widzę, jak nas codziennie okłamują - jak zostały sfałszowane nasze głosy w wyborach prezydenckich, jak teraz biją nasze dzieci, które wychodzą na ulice, by wyrazić swoje obywatelskie przekonania. Pamiętamy też, jak byliśmy oszukiwani podczas epidemii koronawirusa.

Coraz bardziej jestem po stronie mojej córki, po stronie młodych.

Analizuję swoje życie. Tak, okłamywali nas przez 26 lat. Trudno słuchać, kiedy dziecko mówi: "Mamo, gdzie byłaś po 1994 roku? Dlaczego straciliście nasz kraj? Dlaczego milczeliście, kiedy nadchodziła dyktatura? Dlaczego was nie było na ulicach?".

Jak mam jej wytłumaczyć, że w tamtych trudnych latach 90. nie żyliśmy dobrze, liczyliśmy każdy grosz. Po rozpadzie ZSRR byliśmy po prostu zdezorientowani i sami nie zauważyliśmy, jak doszło do tego, co mamy teraz.

Córka płacze, ja płaczę razem z nią.

Rozumiem, że nadszedł czas, kiedy nie powinniśmy milczeć i siedzieć w domu z pochyloną głową. Musimy chodzić na protesty, nie wolno nam się bać, musimy walczyć o nasz kraj. Innego czasu i okazji może już nie być. Jeśli trochę osłabniemy, zostaniemy po prostu „ściśnięci” – zabiją naszą wolność. A przyszłość naszych dzieci można będzie porównać z przyszłością tych z Korei Północnej

Dlatego teraz razem z naszymi dziećmi walczymy o zmiany i demokrację. 

Paweł, 23 lata, student

W tej chwili w ogóle nie mogę rozmawiać ze swoimi dziadkami.

Tłumaczę babci, że najważniejsza jest dla mnie wolność słowa, rozwój osobisty. Mówię, że nie trzeba mi powtarzać tysiąc razy dziennie o wojnie i głodzie. Marzę o życiu w rozwiniętym, wolnym kraju, chcę mówić prawdę i słuchać prawdy, podróżować po świecie.

A ona mi na to odpowiada: "Oto najedzą się kotletów i idą protestować!".

Co mogę na to odpowiedzieć? Ona ma inne wartości, inne poglądy. Mówi: „Najważniejsze, że głodu nie ma, że na ulicach jest cicho, nie ma wojny”. 

 Niestety, nie łączy swojej małej emerytury o równowartości 100 dolarów z sytuacją w kraju. 

Prezydent Białorusi Aleksander ŁukaszenkaPrezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka AP / AP

Ludmiła, 50 lat, bibliotekarka

Zawsze byłam w opozycji. Nigdy nie głosowałam na obecnego prezydenta. Od samego początku wydawał mi się populistą, kłamcą i chamem. Wszystkie lata jego panowania potwierdziły moje przekonania. A te jego wypowiedzi o spokoju, ciszy, stabilności i czystości naszych miast to przecież nie jest jego zasługa, tylko nas, Białorusinów.

Do jakiego zatem stanu udało się doprowadzić ludzi, z natury zawsze spokojnych, by wyszli na ulice?  

Dziś nie mogę wprost patrzeć na jego elektorat – osoby po siedemdziesiątce, urzędników, milicjantów... 

Weźmy choćby ostatnią wizytę Łukaszenki w Baranowiczach 1 września. Babcie, patrząc na niego ze łzami w oczach, mówią: "Dlaczego można wybrać pana tylko na 5 lat, a nie na 10 czy 15?". Nie mogę tego słuchać!

Oczywiście nie wszyscy są tacy. Na przykład moja 83-letnia mama rozumie wszystko, co teraz się dzieje. Może dlatego, że słyszy to, co mówią jej dzieci i wnuki. Wszyscy jesteśmy tego samego zdania. W tej chwili mama jest bardzo zaniepokojona prześladowaniami Kościoła katolickiego, m.in. wiadomością o zakazie powrotu do kraju arcybiskupa Tadeusza Kondrusiewicza.

Jej poglądy ugruntowało wyłączenie przed kilkoma tygodniami radiowych transmisji niedzielnych mszy świętych z mińskiej katedry. Przecież w ten sposób władza ukarała ludzi w starszym wieku i tych, którzy z powodów zdrowotnych nie mogą wyjść z domu. A czym oni zawinili? 

Irina, 24 lata, sprzedawczyni

Moje poglądy różnią się od poglądów mojej babci. Po śmierci mamy wychowywała mnie sama. Kiedy jestem w pracy, babcia codziennie przez parę godzin ogląda państwową telewizję i wydaje mi się, że waśnie to doprowadziło do rozłamu w naszych stosunkach. 

Nie tak dawno, dyskutując o polityce, bardzo mocno z nią się pokłóciłam.

Teraz doszłyśmy do wniosku, że nie będziemy poruszać tych tematów. Mimo wszystko ona jest główną osobą w moim życiu, a nasze stosunki są ważniejsze od pytania, która ma rację. Wierzę, że wkrótce będę w stanie ją przekonać. Nasz kraj stanie się wolny, nie będziemy mieli o czym dyskutować. 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.