Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jak podaje rosyjska agencja informacyjna TASS, swoją decyzję Łukaszenka ogłosił na na Forum Kobiet w Mińsku. Zaapelował przy tym do obywateli Litwy, Polski i Ukrainy o "powstrzymanie" swoich polityków i zapobieżenie "wybuchowi wojny".

- Nie chcę, aby mój kraj znalazł się w stanie wojny. Nie chcę też, aby Białoruś, Polska i Litwa stały się teatrem działań wojennych, co wcale nie rozwiąże naszych problemów. Dlatego chcę dzisiaj zaapelować do narodów Litwy, Polski i Ukrainy: powstrzymajcie swoich szalonych polityków, nie pozwólcie na wybuch wojny! - mówił w czwartek prezydent Białorusi.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych przekazało Polskiej Agencji Prasowej w czwartek o godz. 20, że według straży granicznej granica działa normalnie.

Białorusini nie chcą Łukaszenki

Od 9 sierpnia na Białorusi trwają protesty przeciwko sfałszowaniu wyborów, które według oficjalnych wyników wygrał Aleksander Łukaszenka. Do tej pory zatrzymano już ponad 10 tys. osób. Zatrzymani donoszą o torturach, jakich dopuszczają się służby bezpieczeństwa. 

Pomimo bezprecedensowej agresji ze strony służb protesty nie słabną. W niedzielę na ulice Mińska wyszło co najmniej 100 tys. osób. Domagali się odejścia Łukaszenki i wypuszczenia więźniów politycznych. Prezydent oskarża o inspirowanie protestów Polskę i Litwę, twierdząc, że przygotowują się do agresji na Białoruś. Pod koniec sierpnia zarządził gotowość bojową swojego wojska, przerzucając część jednostek na granicę i apelując do Rosji o wsparcie militarne.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.