Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ponad 300 rosyjskich żołnierzy z 76. gwardyjskiej szturmowej dywizji powietrzno-desantowej wspólnie z białoruskim specnazem ćwiczy na poligonie niedaleko granicy z Polską. Tradycyjne manewry „Słowiańskie Braterstwo 2020” potrwają do 25 września. Przećwiczone zostaną działania wymierzone w jednostki dywersyjne wroga.  

- To przedsięwzięcie było zaplanowane jeszcze w 2019 r. Po manewrach rosyjskie jednostki powrócą na miejsce stałej dyslokacji - oświadczył prezydent Rosji Władimir Putin w trakcie poniedziałkowego spotkania z Aleksandrem Łukaszenką w Soczi.

Na Białoruś przyleciał też minister obrony Rosji Siergiej Szojgu. Tematem jego rozmów z białoruskim odpowiednikiem ma być właśnie współpraca wojskowa, m.in. manewry. 

Manewry „Słowiańskie braterstwo” są organizowane od 2015 r. Wcześniej uczestniczyły w nich zawsze także jednostki serbskie. Jednak teraz Serbowie nie przyjechali. Minister obrony Aleksander Wulin tłumaczył to bezprecedensową presją ze strony Unii Europejskiej, która - wobec kryzysu politycznego na Białorusi - nalegała na Belgrad, by zrezygnował z udziału w nich. 

Protesty w Mińsku białoruskim, 13 września 2020.Protesty w Mińsku białoruskim, 13 września 2020. Fot. AP

Zabrać dzieci opozycjonistom

Białoruskie władze od kilku dni straszą represjami rodziców, którzy przychodzili na pokojowe akcje protestu razem ze swoimi dziećmi. 

- Jeżeli zostanie ustalone, iż dziecko znajduje się w „stanie społecznego niebezpieczeństwa”,  można odebrać je rodzicom i na okres do sześciu miesięcy umieścić w sierocińcu - oświadczył Aleksiej Padwojski z prokuratury generalnej.    

Według informacji prokuratury już ponad 100 rodziców z całego kraju zostało przesłuchanych przez organy MSW. Część z nich pociągnięto do odpowiedzialności właśnie za to, że ich dzieci widziano na demonstracjach. W niektórych przypadkach rozważane jest umieszczenie ich pod opieką państwa. 

- To absolutnie bezprawne działania, możliwość pokojowych akcji protestu gwarantuje konstytucja, ale zamiast obrony tego prawa widzimy szantażowanie rodziców - powiedział "Wyborczej" Wiktar Sazonau z Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiosna”. 

Protesty w Mińsku białoruskim, 13 września 2020.Protesty w Mińsku białoruskim, 13 września 2020. AP / AP

Utajnić milicyjnych świadków 

MSW chce utajnienia tożsamości swoich funkcjonariuszy w trakcie rozpraw sądowych przeciwników Aleksandra Łukaszenki. Z propozycją wniesienia zmian w prawie wystąpił minister spraw wewnętrznych generał Jury Karajeu.  

W upublicznionym przez niezależne media dokumencie Kjarajeu tłumaczy potrzebę utajnienia tożsamości funkcjonariuszy w trakcie administracyjnych procesów przeciwników politycznych Aleksandra Łukaszenki tym, że spotykają się oni później z niechęcią społeczną. 

- W internecie pojawiają się potem zdjęcia funkcjonariuszy z apelem o wywarcie na nich i członkach ich rodzin psychologicznej i fizycznej presji - twierdzi Karajeu. 

Chce on, by funkcjonariusze MSW byli zwolnieni od składania zeznań w sądzie, a ten nie będzie ujawniał ich tożsamości. 

Protesty trwają i trwają

Na Białorusi już 39. dzień trwają akcje protestu przeciwko sfałszowaniu wyniku wyborów prezydenckich przez ekipę Aleksandra Łukaszenki, który chce rządzić szóstą kadencję. Rozpoczęły się one w wieczór wyborczy 9 sierpnia i w ich trakcie zostało dotąd zatrzymanych bądź aresztowanych blisko 8 tys. osób. Setki usłyszały zarzuty karne zagrożone wieloletnim więzieniem. Wielu przebywa za kratami bądź na emigracji.

Na emigracji przebywa też Swiatłana Cichanouska, która uważa się za zwyciężczynię wyborów prezydenckich, oraz wszystkie najważniejsze postacie związane z jej kompanią wyborczą.

Mimo bezprecedensowego poziomu represji Aleksander Łukaszenka wciąż nie może odzyskać pełnej  kontroli nad białoruską ulicą, gdyż akcje protestu odbywają się na terenie całego kraju. 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.