Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Już na wstępie spotkania Władimira Putina i Aleksandra Łukaszenki, kiedy obu polityków pokazywały przez chwilę kamery rosyjskiej telewizji, widać było, jak słaba jest obecnie pozycja Łukaszenki. Jednak ten, kto myśli, że już po wszystkim i Białorusin łatwo pozwoli narzucić sobie wolę Putina, mocno się zawiedzie.

Coś za coś

W trakcie trwającego na Białorusi konfliktu Kreml wyraźnie poparł dotychczasowego prezydenta. To pozwoliło Łukaszence przetrwać najtrudniejszy okres i utrzymać władzę w swoich rękach.

Jednak dla wszystkich jest oczywiste, że to poparcie Kremla nie było bezwarunkowe. Pierwsze bezpośrednie spotkanie obu polityków od białoruskich wyborów jest więc poświęcone przede wszystkim cenie, jaką Łukaszenka będzie musiał zapłacić za utrzymanie się przy władzy.

Jeszcze przed rozpoczęciem pertraktacji w cztery oczy, w trakcie wstępnej wymiany zdań w obecności mediów, widać było, kto jest panem, a kto jest petentem.

Władimir Putin siedział, szeroko rozstawiwszy nogi, i demonstrował pewność siebie oraz opanowanie. Łukaszenka przechylił się na bok, całym ciałem wysunąwszy się w stronę Putina. Wyglądał, jakby zabiegał o akceptację. Zwracał się to Putina per pan, chociaż wcześniej wielokrotnie pokazywał mediom, że są ze sobą na ty.

– Sytuacja pokazała, że trzeba bliżej z naszym starszym bratem współpracować we wszystkich kwestiach – powiedział Łukaszenka, zanim media opuściły rezydencję w Soczi. Podziękował za wsparcie, które udowodniło, że „nikt nie może grzmieć gąsienicami przy granicach Państwa Związkowego”, wracając do wyimaginowanej wizji interwencji państw NATO na Białorusi.

Putin docenił to i oświadczył, że Rosja udzieli Białorusi 1,5 mld dolarów kredytu. Ale co dostanie w zamian?

– Musimy rozmawiać o problemach gospodarczych – podkreślił Putin, zaznaczając, że Rosja jest też niezwykle przywiązana do kwestii Państwa Związkowego.

Władca Kremla wyraził również zadowolenie z faktu, że na Białorusi rozpoczęto intensywne prace nad zmianami do konstytucji. – Jesteśmy za tym, by Białorusini samodzielnie, bez żadnej presji z zewnątrz, prowadząc dialog, osiągnęli porozumienie, jak pracować dalej – oznajmił Putin.

W tych krótkich przemówieniach zarysowane zostały tematy pertraktacji: współpraca gospodarcza, Państwo Związkowe i uregulowanie konfliktu na Białorusi w drodze reformy konstytucji.

Łukaszenka to twardy gracz

Gotowość Łukaszenki do publicznego upokorzenia się na wstępie wcale nie oznacza, że ten już się poddał i za zamkniętymi drzwiami będzie dla Putina łatwym rozmówcą. Ten doświadczony polityczny gracz walczy dziś o przetrwanie. Jest gotów poniżać się, byle nie musieć zrzec się z władzy.

W tym dziś tkwi zarówno jego siła, jak i słabość.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.