Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Według szacunków dziennikarzy agencji Reutera w proteście w Mińsku wzięło udział co najmniej sto tysięcy osób. Pokojowy protest próbowali rozbić funkcjonariusze OMON-u, milicji Łukaszenki wyszkolonej w bezpośrednich interwencjach.

Według oficjalnego komunikatu białoruskiego MSW w samej stolicy zatrzymano ponad 400 osób za posiadanie „flag i innych symboli niezarejestrowanych w oficjalnym porządku” oraz „plakatów z wulgarnymi hasłami”. Choć na zdjęciach z protestów widać tłumy, to MSW zapewnia, że na ulice wyszło zaledwie trzy tysiące osób.

Protest w Mińsku, 13 września 2020.Protest w Mińsku, 13 września 2020. AP / AP

Mimo ograniczenia dostępu do internetu w centrum białoruskiej stolicy, a także zamknięcia głównych ulic i placów miasta mińszczanie zdołali się zebrać. Tłum maszeruje w kierunku rezydencji Drozdy, która należy do Aleksandra Łukaszenki. Kobiety, mężczyźni, nastolatki, a nawet dzieci skandują hasła: „My jesteśmy tu władzą!”, „Wierzymy, możemy, zwyciężymy!”, „Łukaszenka do awtozaku [milicyjny autobus]!”, „Niech żyje Białoruś!” i „Wolności!”.

Protestujący omijają główne ulice, maszerują osiedlowymi podwórzami i bocznymi alejkami, by ominąć oddziały OMON-u, które starają się rozbić kolumny protestujących i nie dopuścić ich do siedziby Łukaszenki.

Łukaszenka jedzie do Soczi

Jutro Aleksander Łukaszenka po raz pierwszy od sfałszowanych wyborów spotka się osobiście z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Do spotkania dojdzie w Soczi nad Morzem Czarnym. Według sekretarza prasowego Kremla Dmitrija Pieskowa politycy mają rozmawiać o „dalszym rozwoju wzajemnych stosunków” i wspólnych projektach gospodarczych. Jednak Białorusini mają nadzieję, że faktyczny przebieg rozmów będzie inny i w Soczi omawiane będą warunki odejścia Aleksandra Łukaszenki od władzy.

– Dla Rosji Łukaszenka stał się figurą toksyczną i nieprzewidywalną. Nie jest już dla Kremla partnerem. Putin zdaje sobie sprawę z tego, że przy Łukaszence nie dojdzie do pogłębienia integracji obu krajów. Moskwa jest też wyraźnie zaniepokojona protestami, które trwają na Białorusi od niemal czterdziestu dni – ocenia Dmitrij Bołkuniec, politolog z Białorusi. 

Protest w Mińsku, 13 września 2020.Protest w Mińsku, 13 września 2020. AP / AP

Atmosferę przed rozmowami podgrzała agencja Bloomberg, która powołując się na „pięć anonimowych źródeł z administracji prezydenta Rosji”, napisała, że „Moskwa jest oszołomiona rozmachem białoruskich protestów” i „nie ufa Łukaszence”, ale „nie chce, by został on odsunięty od władzy przez demonstrantów”. Także Bloomberg skłania się ku wersji, że rozmowy dotyczyć więc będą stopniowego oddawania władzy przez dyktatora.

Cichanouska: Wzywam OMON do opamiętania się

W sobotę przeciw rządom Łukaszenki protestowało w Mińsku 10 tysięcy kobiet. Uderzały w garnki, patelnie i łyżki i wzywały do uwolnienia Maryi Kalesnikawej, którą władze – po nieudanej próbie deportacji do Ukrainy – zamknęły w areszcie Żodino.

Milicja i OMON zareagowały na demonstrację siłą. Ponad trzydzieści kobiet zamknięto w milicyjnych autobusach i rozwieziono do aresztów. Protestujące próbowały zdejmować funkcjonariuszom kominiarki, na co ci reagowali z ogromną brutalnością.

Przemoc siłowików skomentowała nieoficjalna zwyciężczyni wyborów prezydenckich Swiatłana Cichanouska: „Wzywam OMON do opamiętania się. Będzie wam wstyd za to, co dzisiaj robicie. Przemoc, którą stosujecie przeciwko kobietom, jest oburzająca. Chcę was uprzedzić, że każdy, kto stosuje przemoc wobec pokojowo protestujących obywateli, poniesie odpowiedzialność. Macie jeszcze szansę, by przejść na stronę ludzi i przestać wypełniać przestępcze rozkazy”.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.