Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wierność aparatu państwowego pozwoliła Aleksandrowi Łukaszence przetrwać najtrudniejsze chwile i zachować kontrolę nad Białorusią. Nad tą wiernością dyktator pracował przez 26 lat, konsekwentnie i bezlitośnie karząc osoby, które nie dochowały lojalności. Teraz również demonstracyjnie mści się na zdrajcach.

Elita propagandy

37-letni Dzmitry Siemczanka siedzi w mińskim areszcie przy ulicy Akrescina. To właśnie tu torturowano, bito i znęcano się nad aresztowanymi w pierwszych dniach po wyborach prezydenckich. Siemczanka ma przy Akrescina spędzić jeszcze 10 dni. Został uznany za winnego udziału w wiecu przeciwników Aleksandra Łukaszenki, nikt nie zważał na to, że był tam jako dziennikarz.

Jeszcze miesiąc temu Siemczanka był jednym z czołowych propagandystów w reżimowej telewizji ONT. To właśnie tę stację reprezentował na wiecu, po którym został skazany.

Dziennikarz do niedawna należał do elity białoruskiej propagandy. Był szefem "prezydenckiej puli", czyli grupy dziennikarzy, którzy są akredytowani przy Łukaszence i relacjonują jego wizyty, a nawet mogą zadawać mu pytania. By dostać się do otoczenia Łukaszenki, trzeba zostać zaakceptowanym przez KGB i Służbę Bezpieczeństwa Prezydenta. Siemczanka zaś nie tylko był w "prezydenckiej puli", przez lata był nawet jego przewodniczącym.

Jeszcze na początku sierpnia Siemczanka ujawniał w ONT rzekome manipulacje opozycji, przekonując, że to Łukaszenka jest najlepszym wyborem dla Białorusinów. Jednak 13 sierpnia ten, wydawało się, nadzwyczaj lojalny wobec dyktatora dziennikarz niespodziewanie zwolnił się z ONT. Kilka dni później wyjaśnił swoją motywację.

- Kiedy zobaczyłem, jak niszczony jest naród Białorusi, zrozumiałem, że nie mogę milczeć - tłumaczył. Mówił w ten sposób o torturach, których dokonywali funkcjonariusze białoruskich resortów siłowych.

Nagrania w stylu Państwa Islamskiego

Siemczanka nie był jedynym dziennikarzem, który stracił pracę w reżimowej telewizji. 5 września inna podporządkowana Łukaszence telewizja CTV pokazała niecodzienne nagranie. Dwaj nieogoleni mężczyźni, siedząc pod ścianą, ostrzegali na amatorskim nagraniu Białorusinów przed udziałem w nielegalnych wiecach. Jeden z nich to Dzianis Dudziński znany m.in. z prowadzenia Eurowizji w telewizji Łukaszenki, a drugi to Dzmitryj Kachno, do niedawna gwiazda białoruskiej rozrywki telewizyjnej ze stacji ONT. 

Dla nich również lato 2020 okazało się ostatnie w reżimowych mediach. Obydwaj zostali zwolnieni za krytykę brutalnych działań władz. Dudziński i Kachno od ponad tygodnia są w areszcie na Akrescina. Zostali skazani za udział w akcjach protestu.

Tego jednak władzy było mało. Dudziński i Kachno zostali zmuszeni w areszcie do nagrania oświadczenia z apelem o niebranie udziału w akcjach, gdyż ich przykład pokazuje, że grożą za to bardzo surowe kary. To oświadczenie dawnych gwiazd TV przypomina nagrania zakładników przetrzymywanych przez terrorystów. To oczywiście było zamierzone i miało potęgować w widzach uczucie grozy. Najprawdopodobniej teraz wygłoszenia podobnego oświadczenia funkcjonariusze służb specjalnych domagają się również od Siemczanki.

Zastraszyć elitę

Dudzieńskiego, Kachno, a zwłaszcza Siemczenkę Aleksander Łukaszenka uważa za zdrajców. - Jeżeli chcecie odejść, możecie to zrobić. Ale nie trzeba pisać o tym w internecie i czerpać z tego popularności - mówił kilka dni temu Łukaszenka do pracowników aparatu państwowego.

Właśnie zdrady i nielojalności dyktator boi się najbardziej. Trwające od lat szykany, inwigilacja i manipulowanie przez służby specjalne pozwoliły Łukaszence wychować urzędniczą kadrę, która tak się go boi, że wydaje się niezdolna do podejmowania samodzielnych decyzji, ale za to jest gotowa wykonać każdy rozkaz góry. Utrzymać ten stan rzeczy w warunkach kryzysu politycznego mają dodatkowe publiczne upokorzenia zdrajców. Dlatego służby specjalne nie tylko aresztują, ale też produkują nagrania w stylu Państwa Islamskiego, a reżimowe media chętnie je upubliczniają. Sygnał jest zrozumiały i oczywisty - oto, co czeka tych, którzy zdradzą Łukaszenkę.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.