Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Powiem tak, dzisiaj w Mińsku sytuacja nie jest łatwa. Sytuacja, którą przeżywamy, jest trudna. Zapewne po raz pierwszy w historii naszego państwa, a przynajmniej w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Chociaż wielu się ze mną nie zgadza, wspominają lata 90. Wielu pamięta, jak przewracane i palone były samochody, kiedy rzeczywiście dziesiątki tysięcy ludzi wychodziło na ulice. Wtedy jakoś to było zrozumiałe: nie było co jeść i dzieci też nie było czym karmić. Mimo trudniejszej sytuacji w kraju...

Bądźmy szczerzy, jeżeli chodzi o przestrzeganie przepisów, to, być może się mylę, ale osobiście nie widzę takiej aktywności prokuratury, jakiej oczekiwać można w obecnej sytuacji. Działalność prokuratury powinna być nakierowana na obronienie państwa, jego niezależności i bezpieczeństwa. Jeszcze w tym roku kraj powinien wrócić do tego bezpiecznego okresu, który mieliśmy jeszcze niedawno i który był charakterystyczny dla naszego kraju. To wizerunek Białorusi. (…)

Powinniście się zajmować nie tylko organizatorami i agitatorami, ale też podjąć mocniejsze, ostrzejsze środki prokuratorskiego reagowania. Chcę wam powiedzieć po męsku, żeby nie było między nami żadnych niedomówień. Często mi zarzucają, że 'Łukaszenka nie odda władzy'. I prawidłowo robią, że zarzucają. Naród nie po to mnie wybrał. Podobnie zresztą jak was – posiadających tę władzę. Władzy nie daje się po to, by ktoś ją wziął i oddał. (…) Zrobię to z wami czy bez was – wasza decyzja. Nie ugnę się. Chcecie być obok i ratować kraj – bądźcie. Nie chcecie – nie zdradzajcie. Jesteście ludźmi z pagonami” – mówił.

Reżim walczy z flagami i zbiórkami  

Do poleceń Aleksandra Łukaszenki stosuje się niewątpliwie białoruskie ministerstwo sprawiedliwości,. Dzisiaj wydało oświadczenie przypominające o karze administracyjnej dla wszystkich osób biorących udział w kwestach na rzecz protestujących. Resort podkreśla, że wszelkie zbiórki pieniędzy dla uczestników protestów są niezgodne z białoruskim prawem, choćby z tego względu, że prowadzące je fundacje nie są zarejestrowane przez państwo.

Dla Białorusinów, którzy ucierpieli podczas protestów lub na skutek obecnej sytuacji w kraju, środki zbiera kilkanaście różnych organizacji, m.in. BYHELP. Według niezależnego portalu TUT.BY tylko w ciągu pierwszych dziesięciu dni białoruskich protestów od kilkunastu tysięcy darczyńców wpłynęło ponad 3 mln dol.

Z opozycyjną aktywnością prawnie zamierzają walczyć także osiedlowe administracje. W Mińsku zażądały od wspólnot mieszkaniowych codziennej kontroli osiedli. Za wywieszenie biało-czerwono-białej flagi lub innych „tkanin syntetycznych” mińszczanie mają być karani mandatami. Ci, którzy już je otrzymali, a jest ich wielu, zostali ukarani w ten sposób za „naruszenie zasad bezpieczeństwa”, „narażenie na wybuch pożaru” i „naruszenie estetyki architektonicznej budynku”.

W walkę z opozycyjną symboliką zaangażowano strażaków, którzy są wysyłani do zdejmowania zakazanych flag w całym mieście. Ci, którzy nie chcą tego robić albo uprzedzają Białorusinów o planowanym „czyszczeniu” miasta, są karani i zwalniani.

Taki los spotkał dwa dni temu Maksima Staszulenoka, byłego komendanta oddziału straży pożarnej dzielnicy frunzeńskiej w Mińsku, który ostrzegł mieszkańców, by schowali flagi. Strażak został wezwany na dywanik, gdzie pokazano mu zrzuty ekranu z wiadomościami wysyłanymi przez niego do mieszkańców. Mężczyzna opowiedział portalowi TUT.BY, że chciano zmusić go do podpisania dokumentów, w których przyznaje się do ujawnienia tajemnicy państwowej. Ponieważ się nie zgodził, został zwolniony.

Podziemny protest

Walczyć z reżimem w miejscu pracy próbował też dzisiaj Jurij Korzun, pracujący w zakładach Biełaruśkalij górnik z Soligorska. Wcześnie rano w ramach protestu przeciwko sfałszowanym wyborom i przemocy siłowików przykuł się kajdankami do sprzętu wydobywczego na głębokości 300 m.

Korzun zapewniał, że będzie kontynuował protest, dopóki władze nie wypełnią jego żądań, wśród których znalazło się m.in. zakończenie zastraszania i zwalniania robotników, zaprzestanie przypominających porwanie zatrzymań obywateli oraz odsunięcie od władzy Aleksandra Łukaszenki. Kilka godzin później Korzun został siłą przewieziony do szpitala. Sekretarz prasowy Biełaruśkalij odmówił komentowania sytuacji.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.