Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od rana na Białorusi trwa akcja wyłapywania tych przedstawicieli opozycji, którzy jakimś cudem ciągle jeszcze są na wolności. Przed południem został zatrzymany Maksim Znak, członek opozycyjnej Rady Koordynacyjnej powołanej z inicjatywy Swiatłany Cichanouskiej w celu przeprowadzenia negocjacji z władzą i uzgodnienia warunków bezkrwawego odsunięcia Aleksandra Łukaszenki.

Koordynacyjna rada bezpieczeństwa poinformowała, że Znak został aresztowany pod zarzutem nawoływania do działań, których celem było narażenie na szwank bezpieczeństwa narodowego Białorusi. To zarzuty ze wszczętego 20 sierpnia przez prokuraturę generalną postępowania karnego przeciwko Radzie Koordynacyjnej, której białoruskie władze zarzucają próbę nielegalnego przejęcia władzy.

Komitet Śledczy Białorusi potwierdził, że w mieszkaniu Znaka w najbliższym czasie przeprowadzona zostanie rewizja.

Aleksijewicz prosi o pomoc

Po zatrzymaniu Znaka jedyną osobą spośród siedmiu członków prezydium opozycyjnej Rady Koordynacyjnej, która przebywa na Białorusi i pozostaje na wolności, jest noblistka Swietłana Aleksijewicz. Jednak i do jej drzwi zapukali w środę siłowicy.

Jedyną osobą z prezydium, która pozostała na Białorusi na wolności jest noblistka Swiatłana Aleksijewicz (na zdjęciu, w swoim mieszkaniu). Do jej drzwi jednak również zapukali dzisiaj siłowicy. Mińsk, 9 sierpnia 2020Jedyną osobą z prezydium, która pozostała na Białorusi na wolności jest noblistka Swiatłana Aleksijewicz (na zdjęciu, w swoim mieszkaniu). Do jej drzwi jednak również zapukali dzisiaj siłowicy. Mińsk, 9 sierpnia 2020 Fot. AP

Jak relacjonowała noblistka, do jej mieszkania próbowała się wedrzeć grupa nieumundurowanych mężczyzn. Do Aleksijewicz dzwoniono także wielokrotnie z zastrzeżonych numerów. Informację o zajściu przekazał m.in. obrońca praw człowieka Andriej Stryżak, dodając, że noblistka prosi o pomoc i nagłośnienie sprawy. Wypowiedź Stryżaka potwierdziła niezależna redakcja Nasza Niwa.

Według informacji agencji Interfax Swietłana Aleksijewicz poprosiła wczesnym popołudniem dziennikarzy, by przyjechali do jej domu. W krótkiej przemowie poinformowała ich, że bez względu na wszystko nie zamierza wyjeżdżać z kraju.

Na wezwanie Aleksijewicz zebrało się wiele osób, kolegów pisarzy, dziennikarzy, a także sąsiadów z okolicznych domów. Przyjechali też dyplomaci krajów Unii Europejskiej. Część ludzi weszła na piętro. Stojąc w drzwiach swojego mieszkania, Aleksijewicz zwróciła się do wszystkich, którzy przyszli ją wesprzeć. Podziękowała za wsparcie, wyraziła podziw dla Białorusinów.

"Ktoś nieznajomy znów dzwoni do drzwi"

Oświadczenie Aleksijewicz pojawiło się w środę na stronie PEN Clubu:

„Nie ma już nikogo z moich przyjaciół, sprzymierzeńców w Prezydium Rady Koordynacyjnej. Wszyscy trafili do więzienia lub zostali wyrzuceni za granicę. Dziś zabrali ostatniego, Maksima Znaka.

Najpierw zagarnęli nasz kraj, teraz porywają najlepszych z nas. Ale na miejsce tych, których wyrwano z naszych szeregów, przyjdą setki innych.

To nie Komitet Koordynacyjny się zbuntował. To powstał kraj.

Chcę powtórzyć to, co mówię zawsze. Nie szykowaliśmy zamachu stanu. Chcieliśmy zapobiec rozpadowi kraju. Chcieliśmy, żeby w społeczeństwie rozpoczął się dialog.

Łukaszenka mówi, że nie będzie rozmawiał z ulicą, a ulica to setki tysięcy ludzi, którzy wychodzą w każdą niedzielę i w każdy dzień powszedni. To nie ulica. To naród. Ludzie wychodzą ze swoimi małymi dziećmi, ponieważ wierzą w zwycięstwo.

Chcę też zaapelować do rosyjskiej inteligencji, użyjmy starej nazwy. Dlaczego milczycie? Słyszymy tylko nieliczne głosy poparcia. Dlaczego milczycie, widząc, jak tratowany jest mały, dumny naród? Wciąż jeszcze jesteśmy waszymi braćmi.

A swojemu narodowi chcę powiedzieć, że go kocham. Jestem z niego dumna.

Ktoś nieznajomy znów dzwoni do drzwi”. (tłum. Marcin Wicha).

Kalesnikawa w mińskim areszcie

Siłowicy zdążyli też już przeszukać mieszkanie Maryi Kalesnikawej, nieoficjalnej liderki białoruskiej opozycji, szefowej sztabu Wikatara Babaryki, którą grupa nieumundurowanych, zamaskowanych mężczyzn porwała w poniedziałek, 7 września, z ulicy w centrum Mińska. Jak się później okazało, byli to funkcjonariusze KGB, którzy próbowali siłą deportować Kalesnikawą, razem opozycjonistami Iwanem Krawcowem i Andriejem Rodnienkowem, na Ukrainę.

W przypadku Kalesnikawej się to nie udało. Polityczka tuż przed granicą białorusko-ukraińską podarła swój paszport. Po tym zdarzeniu została najpierw przewieziona do jednostki wojskowej w obwodzie homelowskim, a następnie osadzona w mińskim areszcie nr 1, zwanym przez Białorusinów „wołodarką”.

Informację o miejscu jej pobytu potwierdził w środę wczesnym popołudniem niezależnemu portalowi TUT.BY ojciec Kalesnikawej. „Kierownik grupy śledczej komitetu zadzwonił do mnie i powiedział, że Maryja została aresztowana. Powiedział, że mogę przekazać dla niej paczkę” - mówił.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.