Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Znak miał powiedzieć przez telefon, że "ktoś do nas przyszedł", a później wysłał SMS-a o treści: "maski". Potem kontakt telefoniczny z opozycjonistą się urwał. Władze Białorusi zaprzeczają, że zatrzymano opozycjonistę.

Maksim Znak był ostatnim, poza noblistką Swietłaną Aleksijewicz, nadal działającym na Białorusi członkiem opozycyjnej Rady Koordynacyjnej. Całą resztę zatrzymano lub zmuszono do ucieczki za granicę. Powstanie tej instytucji zainicjowała opozycyjna kandydatka w wyborach prezydenckich Swiatłana Cichanouska. Rada chce pokojowego rozwiązania konfliktu i ponownych wyborów.

Próbowali wejść do mieszkania noblistki

W środę do mieszkania Aleksijewicz próbowały wejść nieznane osoby, ale im się to nie udało. Prawdopodobnie byli to funkcjonariusze struktur siłowych. Noblistka zaapelowała o pomoc, przed drzwiami jej mieszkania szybko zebrali się dziennikarze. Aleksijewicz powiedziała, że nie zamierza opuszczać Białorusi.

W sierpniu prokuratura wszczęła postępowanie karne przeciw członkom Rady. Grozi im do pięciu lat więzienia.

W poniedziałek zatrzymano Maryję Kalesnikawą. Jedna z liderek protestów na Białorusi, szefowa sztabu opozycyjnego kandydata Wiktara Babaryki, została porwana przez grupę nieumundurowanych mężczyzn. Prosto z ulicy w centrum Mińska wepchnięto ją do busa i wywieziono w nieznanym kierunku. Później próbowano zmusić Kalesnikawą do wyjazdu, ale na granicy białorusko-ukraińskiej podarła paszport,wydostała się z samochodu i ruszyła w kierunku Białorusi. Obecnie Kalesnikawa znajduje się w areszcie śledczym w Mińsku.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.