Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W wywiadzie udzielonym „Wyborczej” Kalesnikawa, nieoficjalna liderka protestów, szefowa sztabu Wiktara Babaryki, mówiła niedawno: „Nie zamierzam wyjeżdżać (…) Wiele osób pokłada we mnie ogromne nadzieje. A ja robię wszystko, by moich rodaków nie rozczarować”. Była jedyną z trzech liderek kobiecego, zjednoczonego sztabu, która zdecydowała się pozostać na Białorusi.

„Metody rodem z NKWD”

W poniedziałek w centrum Mińska Kalesnikawa została porwana przez grupę nieumundurowanych mężczyzn. Wepchnięto ją na tylne siedzenie nieoznakowanego busa z napisem „Sieć” i wywieziono w nieznanym kierunku. Jej telefon przestał odpowiadać, a sekretarz prasowy podkreślał: „Nie mamy kontaktu z Maryją, nie wiemy, dokąd została zabrana”.

Porwanie Kalesnikawej relacjonowała portalowi TUT.BY kobieta będąca świadkiem zdarzenia.  „Widziałam, że za mną idzie Marija Kalesnikawa, nawet chciałam do niej podejść, by podziękować, ale nie odważyłam się, pomyślałam, że może jest zmęczona, a ja w ten sposób się narzucam. Poszłam więc dalej i w pewnym momencie usłyszałam odgłos upadającego telefonu na beton i tupot. Zobaczyłam, że ludzie w cywilu i w maskach wpychają Mariję do busa, jej z rąk wypada telefon, jeden z tych mężczyzn go podnosi, wskakuje do busa i odjeżdża razem z pozostałymi”- opowiada.

Członkowie opozycyjnej Rady Koordynacyjnej podkreślali, że kontaktu nie mają również z sekretarzem prasowym Rady Antonem Rodnienkowem i jej sekretarzem wykonawczym Iwanem Krawcowem. U tego ostatniego w domu przeprowadzono rewizję.

Mimo zaginięcia trzech działaczy opozycji MSW Białorusi nie podjęło żadnych działań. Przekazało agencji RIA Nowosti, że nie dysponuje informacjami, które świadczyłyby o tym, że zatrzymali ich przez funkcjonariusze służb. Oficjalnie nikt więc nie wie, gdzie się znajdują ani kto ich uprowadził.

Sprawę skomentował szef MSZ Litwy: „Zamiast rozmawiać z obywatelami, odchodząca władza stara się cynicznie usuwać ludzi. Porwanie Kalesnikawej jest hańbą dla władzy. W XXI w. stosowane są stalinowskie metody rodem z NKWD. Kalesnikawa musi zostać uwolniona” – napisał na Twitterze Linas Linkevicius.

Zdziwienie może więc budzić dzisiejsza, nieoficjalna jeszcze decyzja UE, przekazana portalowi TUT.BY przez jednego z europarlamentarzystów, by na liście osób objętych sankcjami dyplomatycznymi nie znalazł się Aleksander Łukaszenka. Wygląda na to, że państwa członkowskie nie doszły w tej sprawie do porozumienia. Kilka dni temu PAP informował, że według nieoficjalnych informacji większość jest przeciw. Lista rozszerzyła się jednak, jak informuje TUT.BY, z 14 do 31 osób, wśród nich ma znaleźć się m.in. szef MSZ Jurij Karajew. Objęci sankcjami nie będą mogli wjechać do Unii zamrożone zostaną też ich majątki na terenie Wspólnoty.

Kara za flagi i śpiewy

Przed sądem stanęli w poniedziałek studenci zatrzymani podczas sobotniego protestu solidarnościowego z aresztowanymi dzień wcześniej żakami z Mińskiego Państwowego Uniwersytetu Lingwistycznego. Weekend spędzili w cieszącym się złą sławą areszcie Okrestino.

Korespondent TUT.BY przekazał redakcji, że studenci biorący udział w akcji protestu oraz ci, którzy w piątek odważyli się zaśpiewać w holu uczelni „Marsyliankę” na tle biało-czerwono-białych flag, zostali ukarani aresztem – od 7 do 10 dni. Postawiono im zarzuty organizacji oraz udziału w nielegalnej akcji.

Siłowicy czyścili miasto także bardziej dosłownie: od rana oddziały osób w nieoznakowanych mundurach i kominiarkach, nierzadko przemieszczając się wozami strażackimi, zdejmowały biało-czerwono-białe flagi, traktowane przez władze jako nielegalne, bo wyrażające antyrządowe nastroje.

Pomoc dla właścicieli kawiarni

W białoruskiej stolicy przez cały dzień ludzie gromadzili się dziś wokół kawiarni O’Petit, której witrynę podczas niedzielnego protestu rozbili funkcjonariusze milicji. Jak relacjonowała „Wyborczej” Jana, uczestniczka akcji, szyba została rozbita w momencie, kiedy właściciel kawiarni zamknął drzwi, nie chcąc dopuścić do tego, by milicja i OMON zatrzymali chroniących się w niej uczestników protestu. Udało im się wbiec do środka chwilę wcześniej.

Na nagraniu opublikowanym przez niezależny kanał informacyjny NEXTA widać, że mężczyzna, który milicyjną pałką rozbił drzwi, nosił czapkę z emblematem MSW. Dzięki temu rozpoznano w nim Nikołaja Karpienkowa, szefa urzędu antykorupcyjnego.

Sekretarz prasowa MSW Olga Czemodanowa atak na gości kawiarni i jej dewastację skomentowała tak: „Na razie wiadomo, że pracownicy milicji zatrzymali aktywnych uczestników nielegalnego zgromadzenia. Ci obywatele prowokowali milicjantów swoim zachowaniem. Podczas próby zatrzymania uciekli do kawiarni. Milicjanci wielokrotnie prosili, by otworzyć ich drzwi, ale im odmówiono”.

Masowo odwiedzając kawiarnię, mińszczanie chcą wspomóc jej właścicieli, umożliwić im pokrycie kosztów napraw i rekompensację strat poniesionych na skutek „interwencji” siłowików.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.