Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Aresztowanie czwórki pracowników PandaDoc miało miejsce w sobotę w Mińsku. Główna księgowa Julia Szardyko, dyrektor Dmitrij Rabcewicz, dyrektor ds. dystrybucji Wiktor Kuwszinow i dyrektor personalny Władysław Michołap zostali zatrzymani na dwa miesiące.

Wszyscy są obwiniani o kradzież funduszy z budżetu „dokonaną przez zorganizowaną grupę osób z wykorzystaniem swojej pozycji zawodowej”. Rzekomo zdefraudowaną sumę pieniędzy prokuratura oszacowała na ok. 30 tysięcy euro.

Twórca i szef firmy Mikita Mikado zaprzecza tym zarzutom, a postępowanie karne nazywa "prześladowaniami politycznymi ze względu na otwarcie wyrażane krytyczne opinie pracowników [a zwłaszcza jego samego] na temat rządzącego od 26 lat prezydenta Aleksandra Łukaszenki.

- To represje, które władza stosuje przeciwko mnie - oznajmił Mikado.

"Nie mają nam czego zarzucić”

Kierownictwo IT poinformowało wczoraj o zakończeniu działalności PandaDoc na Białorusi i ewakuacji ok. 250 pracowników z kraju ze względów bezpieczeństwa.

„Będziemy walczyć. Będziemy stosować różne środki nacisku: ekonomicznego, politycznego, informacyjnego. Przeprowadzimy się, pozbawiając tym samym reżim wsparcia, w postaci choćby naszych podatków” - zapewnił Mikado w swoim oświadczeniu opublikowanym na Instagramie.

Dodał także, że wszelkie zarzuty władzy co do legalności działań jego firmy są oszczerstwem. Na dowód przytoczył wynik audytu przeprowadzonego w ubiegłym miesiącu: „Graliśmy czysto, wręcz podręcznikowo. Nie mają nam czego zarzucić”.

Rewizje i przesłuchania

Aresztowanie szefów firmy to kolejna forma nacisku stosowana przez władze wobec PandaDoc, i w ogóle pracowników sektora IT.

W poprzednim tygodniu w domach części pracowników PandaDoc oraz w siedzibie firmy przeprowadzono rewizje.

„Zabrali na przesłuchanie dyrektora. Pracowników zamknęli w biurze, nie pozwalają im korzystać z telefonów. Ludzie, czego wy szukacie?” - pisał kilka dni temu Mikado na swoim Instagramie.

Białorusini biorący udział we wczorajszych protestach solidarności z pracownikami PandaDoc są przekonani, że powodem zatrzymania kierowników firmy są działania Mikity Mikado.

Ten - gdy pojawiły się informacje o brutalności siłowików wobec uczestników powyborczych pokojowych protestów - zwrócił się do milicji, OMON-u i wojska z prośbą o przejście na stronę demonstrantów. Oraz z ofertą: każdy funkcjonariusz struktur siłowych, który zwolni się z pracy, może liczyć na jego wsparcie finansowe. Jak informował później na Facebooku, w ciągu kilku dni otrzymał ok. 500 zgłoszeń.

Mikado obiecywał też siłowikom, że w sytuacji, jeśli odmówią wykonywania rozkazów swoich przełożonych, gotów jest pomóc im w uzyskaniu wykształcenia i sfinansowaniu studiów.

Firmy IT wobec białoruskiej rewolucji

PandaDoc to nie jedyna firma prześladowana w ostatnim czasie przez białoruskie władze.

Po rewizji przeprowadzonej 13 sierpnia przez funkcjonariuszy MSW zajmujących się walką z przestępczością zorganizowaną w mińskiej siedzibie holendersko-rosyjskiego przedsiębiorstwa Yandex jego kierownictwo zdecydowało się ewakuować część pracowników z Białorusi.

Dzień wcześniej Yandex - wraz z szeregiem innych firm IT - podpisał oficjalny list, w którym zwraca się do władz z prośbą o zaprzestanie stosowania przemocy, uwolnienie więźniów politycznych oraz przeprowadzenie nowych, uczciwych wyborów. List nie został w żaden sposób skomentowany przez adresatów.

IT Relocate Białoruś, czyli Ukraina z odsieczą

W związku z tymi wydarzeniami ukraińskie władze zainicjowały specjalny program adresowany do pracowników i właścicieli firm sektora IT.

Ministerstwo cyfrowej transformacji wraz z MSZ i resortem gospodarki uruchomiły w piątek portal internetowy dla białoruskich specjalistów IT, którzy chcieliby przenieść się - na stałe lub tymczasowo - na Ukrainę.

Projekt nazywa się IT Relocate Białoruś i ma pomóc w legalizacji pobytu i rejestracji biznesu zarówno białoruskim pracownikom IT, jak i właścicielom firm informatycznych, którzy chcieliby pracować na terenie Ukrainy „podczas niestabilnej sytuacji w Republice Białoruś”. 

Według resortu cyfrowej transformacji do ostatniego czwartku na Ukrainę przyjechało 300 białoruskich pracowników tego sektora.

Współpraca: Piotr Andrusieczko, Kijów

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.