Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W ostatnich dniach presja wywierana na media znów się nasila.

Dziennikarze w izolatorze

We wtorek 1 września sześciu dziennikarzy TUT.BY, BelaPAN i "Komsomolskiej Prawdy" zostało zatrzymanych w Mińsku podczas relacjonowania studenckich protestów, chociaż mieli dziennikarskie legitymacje i niebieskie kamizelki z napisem „Prasa” - funkcjonariusze OMON-u wyjaśnili to "koniecznością sprawdzenia dokumentów". Przewieźli ich na posterunek Oktiabrskij, gdzie sporządzono protokół o udziale w „niesankcjonowanym wydarzeniu masowym”. 

Świadkami byli omonowcy: Aleksander Kowalow i Siergiej Ignatiew. Zeznali, że dziennikarze koordynowali przebieg protestu, wzywali do kontynuowania demonstracji, mówili, dokąd trzeba iść, gdzie skręcić.

Ci wszystkiemu zaprzeczyli. Wyjaśnili, że stali w niebieskich kamizelkach daleko od demonstrantów, nic nie krzyczeli, a gdy zjawili się „ludzie w czerni”, nie stawiali oporu i weszli za nimi do nieoznakowanego busa.  

3 września blisko 30 białoruskich dziennikarzy i fotoreporterów z plakatami „Niebieskie kamizelki nie są celem” oraz „Nie protestujemy, tylko pracujemy” udało się pod gmach MSW i ministerstwa informacji, jednak nikt nie zgodził się z nimi porozmawiać. Na znak solidarności z zatrzymanymi kolegami ruszyli więc wzdłuż prospektu Niepodległości do posterunku Oktiabrskij. 

Dziennikarzy umieszczono w owianym złą sławą mińskim izolatorze (miejsce tymczasowego aresztu) Okrestino. Wczoraj odbyły się ich procesy. Świadkami byli funkcjonariusze organów bezpieczeństwa; zeznawali w maskach, pod zmienionymi nazwiskami. Sąd ukarał całą szóstkę trzema dniami pozbawienia wolności, które pokryły się z czasem spędzonym w Okrestino. Wszyscy wyszli na wolność.

Będziemy drukować tam, gdzie to możliwe

W sierpniu przez dwa tygodnie największe społeczno-polityczne niezależne białoruskie media nie mogły wydrukować swoich treści w państwowej drukarni Dom Druku. Oficjalne powody - awaria sprzętu lub brak materiałów eksploatacyjnych. Natomiast wydania państwowych gazet ukazywały się nieprzerwanie.  

Pierwszą niepolityczną, niezależną gazetą, która zmierzyła się z problemami w druku, była „Komsomolskaja Prawda na Białorusi”. 15 sierpnia prawie cały jej numer został poświęcony protestom w kraju po sfałszowanych wyborach prezydenckich oraz brutalnym działaniom OMON-u wobec demonstrantów. Po dość głośnych publikacjach, które wywołały społeczne oburzenie, nowe numery z 18 i 19 sierpnia nie zostały już wydane. A wszystkie kolejne - z 21, 22, 25 i 27 - drukowano w Rosji, w mieście Dołgoprudnyj.   

31 sierpnia w redakcji białoruskiej „Komsomolskiej Prawdy” nastąpiły kolejne zmiany. Miejsce głównego redaktora Andrieja Lewkowskiego zajęła Rosjanka Marina Bunakowa, która wcześniej pracowała w rosyjskiej wersji gazety w Chabarowsku i Moskwie. Lewkowskij został wyznaczony na jej pierwszego zastępcę. 

Ta wiadomość zaskoczyła wielu czytelników. Niektórzy obawiają się, że zmiany w zespole redakcyjnym mogą znacząco wpłynąć na dotychczasową politykę gazety. W odróżnieniu od prorządowej tabloidowej rosyjskiej wersji, białoruska "Komsomolskaja Prawda" zawsze dążyła do obiektywnego relacjonowania wydarzeń. M.in. dlatego przez wiele lat cieszyła się dużą popularnością wśród Białorusinów, będąc najlepiej sprzedającą się gazetą w kraju. 

1.09.2020, Mińsk, protest studentów1.09.2020, Mińsk, protest studentów Fot. AP

Problemy dotknęły również opozycyjną gazetę „Narodnaja Wola”. Jej numery z 21 i 25 sierpnia także wydrukowano w Dołgoprudnym.

Kiedy Państwowy Dom Druku odmówił wydania numeru z 21 sierpnia, redaktor naczelny Josif Seredicz zapewnił czytelników, że nie bacząc na przeszkody, „Narodnaja" zawsze będzie drukować się tam, gdzie jest to możliwe: w podziemiu na Białorusi, w Moskwie czy nawet w Nowosybirsku.  

I "Prawda", i "Narodnaja" nadal są drukowane w Rosji...

25 sierpnia nie ukazały się również niezależne tygodniki „Svobodnye Novosti Plus” i  BelGazeta”. Oficjalne powody są takie same - awaria maszyny oraz problemy ze sprzętem. 

Łukaszenka prosi o rosyjską odsiecz dziennikarską

Wobec trwających w całym kraju protestów przeciwko fałszowaniu wyników wyborów prezydenckich z państwowych mediów zaczęły się zwalniać całe zespoły ludzi. Są wśród nich zarówno dziennikarze, jak i pracownicy techniczni - kamerzyści, inżynierowie. 

 - Nagle zdali sobie sprawę, że czegoś im brakuje. Niektórzy powiedzieli: nie będziemy pracować! No i nie trzeba - tak 17 sierpnia prezydent Aleksander Łukaszenka skomentował strajk pracowników Biełteleradyjokampanii - publicznego nadawcy radiowo-telewizyjnego.  

Kilka dni później przyznał też, że „na wszelki wypadek” poprosił Rosjan o zapewnienie Białorusi dwóch-trzech zespołów dziennikarzy.  

- Niech będzie sześć lub dziewięć osób z najbardziej zaawansowanej telewizji. Niech nasza młodzież zobaczy, jak się pracuje - oznajmił Łukaszenka 21 sierpnia.  

Według rosyjskiego kanału telewizyjnego RBC-TV obecnie na Białorusi pracuje co najmniej trzech korespondentów Russia Today. Prócz nich do telewizji dołączyły też dwa rosyjskie zespoły specjalistów technicznych.  

Grupa badawcza Sense Analytics, która m.in. monitoruje programy białoruskiej telewizji państwowej, w swoim cotygodniowym przeglądzie zauważa, że ostatnio koncentruje się ona dezawuowaniu protestów. Przez tydzień - od 17 do 23 sierpnia - dominowały nie wiadomości, tylko komentarze zagranicznych gości i ekspertów o poglądach skrajnie antyzachodnich. Zapraszani do studia rozmówcy zazwyczaj wypowiadali się przeciwko demonstracjom, „kolorowym rewolucjom” oraz wpływowi UE i NATO na wydarzenia na Białorusi. 

1.09.2020, Mińsk, protest studentów1.09.2020, Mińsk, protest studentów Fot. AP

MSZ pozbawia akredytacji 

Już w trakcie wyborów prezydenckich 9 sierpnia, a zwłaszcza po nich, niezależni dziennikarze wielokrotnie mogli odczuć brutalną presję ze strony władz. Informacje o zatrzymaniach, a nawet stosowaniu przemocy wobec przedstawicieli mediów pojawiały się niemal codziennie.  

12 sierpnia szef MSW Jurij Karajew oznajmił co prawda, że jest „przeciwko jakiejkolwiek przemocy wobec dziennikarzy”, ona jednak nie ustaje.

29 sierpnia MSZ poinformowało o pozbawieniu akredytacji 19 dziennikarzy białoruskich i zagranicznych mediów oraz międzynarodowych agencji informacyjnych. Znalazły się wśród nich m.in. BBC, Radio Swoboda, Agence France Presse, Reuters.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.