Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Sobota w Mińsku upłynęła pod dyktando kobiet, które strajkowały przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich na Białorusi

Ludzie na całym świecie mogli mieć problem z dowiedzeniem się o tym wydarzeniu, bowiem w sobotę rano przywódca Białorusi Aleksander Łukaszenka pozbawił akredytacji dziennikarzy najważniejszych światowych mediów.

Następnie – już podczas Marszu Kobiet – milicja zatrzymała białoruskich dziennikarzy z telewizji Biełsat i Radia Swaboda.

"Rażący atak na wolność prasy"

Działania władz białoruskich wymierzone w wolność prasy potępił minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Dominic Raab. 

„Białoruskie władze nadal prześladują BBC, lokalne i międzynarodowe media, pozbawiając je akredytacji niezbędnej do relacjonowania wydarzeń na Białorusi. Potępiam ten rażący atak na wolność prasy" – napisał na Twitterze szef brytyjskiej dyplomacji.

Z kolei Biełsat informuje, że z ostrym oświadczeniem wystąpiła również ambasada Stanów Zjednoczonych w Mińsku. Amerykańscy dyplomaci podkreślają, że są zaniepokojeni prześladowaniem dziennikarzy, blokadą niezależnych i opozycyjnych stron internetowych oraz zawieszaniem dostępu do internetu. Zwracają także uwagę na zatrzymania pokojowych demonstrantów realizujących swoje prawo do wolności zgromadzeń i słowa. Waszyngton ponownie apeluje o zwolnienie niesprawiedliwie zatrzymanych.

Przypomnijmy, że tydzień temu na Białorusi zablokowano ponad 70 stron internetowych, w tym popularnych mediów opozycyjnych: Radia Swaboda, Euroradia i telewizji Biełsat. W nocy z piątku na sobotę władze Białorusi zablokowały dostęp do kolejnych portali internetowych, m.in. Nasza Niwa

"Społeczność międzynarodowa współwinna represji"

W niedzielę oświadczenie ws. represji wobec dziennikarzy na Białorusi wydała też Europejska Federacja Dziennikarzy (EFJ). "Akredytacje nie powinny być wykorzystywane jako narzędzie do kontroli treści lub ograniczania przepływu informacji” – napisał prezes EFJ Mogens Blicher Bjerregard. Wezwał władze Białorusi do odnowienia cofniętych list uwierzytelniających i „wydania akredytacji każdemu zagranicznemu dziennikarzowi podróżującemu na Białoruś w celu relacjonowania protestów związanych z oszustwami wyborczymi”.

EFJ w ostrych słowach podkreśliła, że bezczynność społeczności międzynarodowej sprawia, że staje się ona współwinna represji wobec Białorusinów. – Wzywamy społeczność międzynarodową do działania: Unia Europejska nie nałożyła jeszcze obiecanych sankcji na osoby odpowiedzialne za oszustwa wyborcze i przemoc, a OBWE nie wysłała jeszcze misji na Białoruś w celu zbadania naruszeń praw człowieka. Poprzez swoją bezwładność i milczenie społeczność międzynarodowa staje się współwinna represji wobec narodu białoruskiego – powiedział sekretarz generalny EFJ Ricardo Gutierrez.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.