Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Po prostu spaceruję" – ten cytat z Niny Bagińskiej stał się prawdziwym hitem białoruskiego sierpnia. Tak opozycjonistka, idąca z flagą na wiec, odpowiedziała legitymującemu ją funkcjonariuszowi OMON-u. Wideo z ich „rozmowy” natychmiast wyciekło do sieci, zdobywając ogromną popularność wśród internautów. A odwaga drobnej staruszki podbiła serca ludzi w całym kraju. Dziś jej „po prostu spaceruję” jest wielokrotnie powtarzane przez uczestników pokojowych protestów w przypadku ich nielegalnego zatrzymania.

Nina Bagińska to kultowa postać białoruskiej opozycji. Urodziła się w Mińsku. Z wykształcenia jest montażystką sprzętu radiowego oraz geologiem.

Nina Bagińska zatrzymywana przez OMON, Mińsk, 26 sierpnia 2020 r.Nina Bagińska zatrzymywana przez OMON, Mińsk, 26 sierpnia 2020 r. Fot. Dmitri Lovetsky / AP Photo

Bagińska ma dwoje dzieci i dwoje wnuków. Przyznaje, że nie chodzą na marsze i pikiety. Ale Nina nie zamierza przestawać protestować.

Długa lista zatrzymań

- Nie powiem, że jest to dla mnie przyjemność. To jest mój obowiązek. Nie jestem zwierzęciem, nie powinnam tylko jeść, muszę myśleć o przyszłości potomków - powtarza kobieta.

Po raz pierwszy Bagińska udała się na protest w 1988 roku, od tamtego czasu niejednokrotnie pojawiała się na wiecach opozycji.

Dużą popularność wśród Białorusinów zapewnił aktywistce fotograf Eugeniusz Otciecki. A dokładniej jego zdjęcie zrobione 25 marca 2006 r w Dniu Wolności (nieoficjalny dzień niepodległości Białorusi). Widać na nim, jak Bagińska stoi naprzeciwko milicjantów trzymając w rękach biało-czerwono-białą flagę, którą Łukaszenka podmienił wbrew Białorusinom na zielono-czerwoną. Pomimo licznych prześladowań, Bagińska zawsze przychodzi z taką flagą na pikiety i wiece. 

Nina Bagińska zatrzymywana przez OMON, Mińsk, 26 sierpnia 2020 r.Nina Bagińska zatrzymywana przez OMON, Mińsk, 26 sierpnia 2020 r. Fot. Dmitri Lovetsky / AP Photo

- Do 2014 roku skonfiskowane flagi nam oddawali, potem zaczęli je łamać i zabierać. A od 2016 już nakładano za nie grzywny – opowiadała o zachowaniu milicjantów Bagińska.

Opozycjonistka była wielokrotnie zatrzymywana przez funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa. Na przykład w 2014 roku - za spalenie radzieckiej flagi w pobliżu budynku KGB (był to protest przeciwko działaniom Rosji na terytorium Ukrainy). W 2015 roku - za akcję poświęconą pamięci Białorusina z „Niebiańskiej Sotni”, który zginął podczas Euromajdanu na Ukrainie. W 2017 roku Nina została aresztowana za pikiety poparcia dla wielu zatrzymanych uczestników marszu Dnia Wolności.

Skonfiskowane działki, zabrane pół emerytury

Nie ominęły Bagińskiej i kary grzywny. W ciągu ostatnich kilku lat aktywistce skonfiskowano pralkę i kuchenkę mikrofalową. Komornicy sądowi zabrali również jej dwie działki, wystawiając je na sprzedaż.

Na spłatę grzywien (ich wysokość obecnie wynosi ok. 15 tysięcy dolarów) od trzech lat państwo zabiera Bagińskiej 50% emerytury. Na życie jej zostaje 200 białoruskich rubli (ok. 300 zł)

Mimo to Nina zawsze odmawiała przyjęcia pomocy od organizacji praw człowieka, przyjaciół czy znajomych. Twierdzi, że zapłacenie grzywien jest jej krzyżem, który sama musi nieść. A pieniądze od charytatywnych organizacji powinny być przeznaczone na rozwój młodzieży.

- Nie robię niczego nielegalnego. Chcę tylko sprawiedliwości. Jestem osobą, którą dusza boli za Białoruś - mówiła

W rozmowie z białoruskim portalem „Nasza Niwa” kobieta przyznała, że jej dochód wystarcza na jedzenie i opłacenie połączeń telefonicznych. Za media w mieszkaniu płacą jej dzieci.

Nina Bagińska obecnie ubiega się o orzeczenie o niepełnosprawności. Lekarze zdiagnozowali u niej padaczkę pourazową.

Od wyborów prezydenckich 9 sierpnia 2020 roku Nina Bagińska codziennie wychodzi na pokojowe protesty. Brała udział zarówno w kobiecym łańcuchu solidarności, jak i w niedzielnych wiecach opozycji.

- Dopóki moje nogi będą chodzić, dopóty będę uczestniczyć we wszystkich protestach. - mówiła Nina “Naszej Niwie”

Nina walczy o flagę

26 sierpnia wieczorem w Mińsku, podczas zatrzymania demonstrantów w pobliżu kościóła św. Szymona i Heleny, jeden z funkcjonariuszy OMON-u zabrał 73-letniej Ninie jej ulubioną flagę. Choć długą walczyła z funkcjonariuszami, własności nie odzyskała. Następnego dnia kobieta znów przyszła na protest z kolejną biało-czerwono-białą flagą.

I chociaż Bagińska zazwyczaj przychodzi sama, protestujący zawsze witają ją gromkimi brawami i entuzjastycznymi okrzykami. Osoby w różnym wieku podchodzą do niej i proszą o wspólne zdjęcie. Stojąc w kolejce, mówią:

- Dziękujemy Pani Nino, jest pani naszą bohaterką, naszą dumą.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.