Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Do masowego zatrzymania dziennikarzy doszło w czwartek na placu Wolności w Mińsku. Wśród zatrzymanych są korespondenci TUT.BY, Biełsatu, „Naszej Niwy”, Radia Swoboda, agencji TASS, RIA Novosti, Reuters czy BBC.

Reuters informuje, że milicjanci skonfiskowali telefony i dokumenty tożsamości dziennikarzy.

Jak dowiedział się portal TUT.BY, zatrzymani przedstawiciele mediów zostali przewiezieni na komisariat milicji w rejonie oktiabrskim w Mińsku. 

Ambasada Rosji w Mińsku sprawdza informacje o zatrzymaniach rosyjskich dziennikarzy – informuje TASS. Natomiast białoruskie MSW twierdzi, że dziennikarze nie zostali zatrzymani, ale po prostu zabrani na komisariat milicji. – „W celu sprawdzenia dokumentów potwierdzających legalność ich działalności zawodowej. Zwolnieni zostaną dziennikarze zarejestrowanych środków masowego przekazu, a także dziennikarze zagraniczni akredytowani przy MSZ” – poinformowało MSW w komunikacie.

Wiec w obronie zatrzymanych dziennikarzy

Zatrzymanie dziennikarzy rozpoczęło czwartkową akcję protestacyjną w Mińsku. Na placu Wolności zgromadziło się kilkuset demonstrantów, wielu z biało-czerwono-białymi flagami. Stamtąd pomaszerowali w kierunku placu Niepodległości, który od ponad dwóch tygodni jest centrum protestów w Mińsku. W środę OMON rozgonił tutaj 1,5 tys. protestujących Białorusinów.

Od 9 sierpnia w całym kraju trwają bowiem protesty przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich, które według oficjalnych wyników wygrał urzędujący szef państwa Aleksander Łukaszenka. 

Radio Swaboda poinformowało, że ich dziennikarze zostali zatrzymani także na pl. Niepodległości - podczas relacjonowania protestu i po okazaniu akredytacji MSZ. Na placu zatrzymany został także Andrzej Zaucha, dziennikarz TVN oraz jego operator. 

"To był ich sposób, by uniemożliwić nam pracę"

Zaucha miał wszystkie niezbędne akredytacje, razem z nim w milicyjnym wozie na komisariat jechał np. korespondent agencji Reuters oraz Associated Press. O godz. 20.20 korespondent Faktów TVN został wypuszczony, mógł włączyć telefon i skontaktował się z redakcją.

- Nie było żadnej przemocy, żadnych brutalnych akcji. Przez 2,5 godziny sprawdzano nasze dokumenty, w taki sposób uniemożliwiono nam nagranie tego, co dziś działo się na placu Niepodległości. To był ich sposób, byśmy nie mogli pokazać, co dzieje się na ulicach Mińska - powiedział Zaucha w TVN24.

Z kolei dziennikarz Andrzej Poczobut zwraca uwagę, że jednym z zatrzymanych był szwedzki fotokorespondent Paul Hanssen, po którego na komisariat przyjechała ambasador Szwecji na Białorusi. Fotograf został zwolniony, musi opuścić Białoruś i dostał 5-letni zakaz wjazdu do tego kraju.

Masowe zatrzymania

Jak podaje agencja TASS, na pl. Niepodległości zgromadziło się kilka tysięcy osób. Przyszli tam mimo tego, że podziemne przejścia prowadzące na plac zostały zablokowane barierkami.

Milicjanci zablokowali też schody prowadzące z placu do kościoła. Następnie OMON zaczął wypierać demonstrantów z placu, część z nich została zabrana do wozów milicji. Zatrzymano kilkadziesiąt osób, przede wszystkim mężczyzn.

Rosyjskie BBC twierdzi, że „policja nie używała metod siłowych”. A zgromadzeni na placu ludzie zostali poinformowani przez głośniki, że łamią prawo.

W sumie z placu Niepodległości na komendę milicji w czwartek wieczorem zostało zabranych siedmiu dziennikarzy oraz około 180 protestujących. Wcześniej - na pl. Wolności milicja zatrzymała ok. 20 dziennikarzy, którzy przygotowywali się do relacjonowania późniejszych wydarzeń.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.