Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W poniedziałek rano białoruskie ministerstwo obrony poinformowało, że w niedzielę wieczorem litewskie balony próbowały naruszyć przestrzeń powietrzną Białorusi. 

"23 sierpnia ok. godz. 19.30 dyżurne siły wojsk powietrznych i wojsk obrony przeciwlotniczej udaremniły prowokację ze strony Republiki Litewskiej w rejonie miejscowości Wołkowszczyzna w rejonie oszmiańskim" – głosi oficjalny komunikat resortu obrony.

Śmigłowce Łukaszenki kontra balony

Zdaniem Białorusinów z terytorium Litwy "wypuszczono sondę składającą się z ośmiu balonów z symboliką antypaństwową". Lot balonów miał zostać przerwany przez załogę śmigłowców Mi-24 "bez użycia broni".

Resort obrony skierował do MSZ Białorusi stosowne dokumenty w celu przygotowania noty protestacyjnej - napisano w komunikacie.

Chwilę po komunikacie władz Białorusi zareagowali Litwini. Ministerstwo spraw zagranicznych tego kraju wezwało do wyjaśnień ambasadora Białorusi. Zdaniem Litwy białoruski śmigłowiec Mi-24 przekroczył granicę Litwy, aby strącić osiem balonów.

Zaraz po tym wezwaniu białoruski resort obrony zaczął tłumaczyć, dlaczego w ogóle zaatakował balony. - "Każda granica państwa jest nienaruszalna. Te pozornie nieszkodliwe kule stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa lotów, w tym statków cywilnych. Nikt nie wie, czy te kulki nie zawierały materiałów wybuchowych lub trujących substancji ”- wyjaśnia Ministerstwo Obrony Białorusi.

Ministerstwo podkreśliło, że działania białoruskich pilotów były zgodne z prawem międzynarodowym. - "Piloci działali w przestrzeni powietrznej naszego państwa, o czym świadczą materiały obiektywnej kontroli. Nie doszło do przekroczenia granicy państwowej Litwy" - twierdzi rząd Białorusi.

W niedzielę około 50 tys. osób - w tym prezydent Litwy Gitanas Nauseda i inni urzędnicy - utworzyło ludzki łańcuch z Wilna do białoruskiej granicy, aby wyrazić solidarność z demonstrantami na Białorusi. Podczas demonstracji wystrzelono kilka balonów powietrznych, w tym jeden z 15-metrową biało-czerwono-białą flagą.

Zatrzymania opozycjonistów

W poniedziałek rano dwie osoby należące do prezydium białoruskiej opozycyjnej Rady Koordynacyjnej zostały zatrzymane przez OMON. Zatrzymani to Wolha Kawalkawa i Siarhiej Dyleuski.

Zatrzymano również przewodniczącego komitetu strajkowego MZKT Aleksandra Ławrynowicza - poinformowała agencja TASS, a także Anatolija Bokana - współprzewodniczącego komitetu strajkowego w państwowym przedsiębiorstwie Biełaruśkalij.

Od czasu wyborów prezydenckich na Białorusi wielu mieszkańców kraju uważa, że ich wyniki zostały sfałszowane. Odbywają się liczne protesty, których członkowie domagają się ustąpienia Łukaszenki.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.