Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Punktualnie o godz. 19 Litwini, mieszkający tu Białorusini, Polacy i przedstawiciele innych mniejszości narodowych chwycili się za ręce. Łańcuch rozciągał się od placu Katedralnego w Wilnie do granicy z Białorusią w Miednikach.

By wyrazić swoje poparcie dla Białorusinów, protestujących przeciwko sfałszowanym wyborom prezydenckim, udział w wydarzeniu wziął prezydent Gitanas Nauseda, a także byli prezydenci Dalia Grybauskaite i Valdas Adamkus.

- Jeżeli widzimy, że gdzieś ma miejsce niesprawiedliwość, ucisk, kłamstwa, oszustwa, zastraszanie, to musimy śmiało stanąć i powiedzieć: nie zgadzamy się z tym, wspieramy tych, którzy z tym walczą, i robimy to z wielką radością. Oddajemy swego rodzaju dług za to, co 30 lat temu otrzymaliśmy od wszystkich ludzi dobrej woli – mówił Nauseda.

Uczestniczy Szlaku Wolności skandowali: "Żywie Biełaruś!”. Odśpiewali hymn Litwy, a z radioodbiorników w wielu autach leciał nieoficjalny białoruski hymn "Pahonia”. Z Wilna do Miednik przejechało ponad tysiąc motocyklistów, na niebie co jakiś czas pojawiały się paralotnie i szybowce. Panowała pokojowa i radosna atmosfera. Ludzie mieli ze sobą kwiaty, białoruskie i litewskie flagi, na których tle można było zobaczyć również polskie, estońskie i łotewskie.

"Wierzymy, że Białorusinom się uda"

 - Jestem przedstawicielką estońskiej mniejszością na Litwie. Przyszłam, żeby wesprzeć Białorusinów w ich dążeniach do wolności. 30 lat temu tak samo walczyli o nią Litwini, Łotysze i Estończycy – powiedziała Ainika, która przyszła z estońską flagą.

Antanas przyszedł z całą swoją rodziną, z żoną i trójką dzieci.  - Kibicujemy Białorusinom w ich pokojowych protestach. Wierzymy, że im się uda. Widzimy, co się dzieje na Białorusi, trzymamy za nich kciuki – mówił mężczyzna.

Emerytka Rima była na Szlaku Bałtyckim 30 lat temu. Dzisiaj też przyszła. - Atmosfera była trochę inna, bo to było inne miejsce, inna sytuacja geopolityczna, inni ludzie i oczywiście byłam młodsza – uśmiecha się. - Ale nastrój i nastawienie ludzi były bardzo podobne. To wolność – powiedziała kobieta.

"To są nasi sąsiedzi. Musimy ich wspierać"

- To jest też historyczne wydarzenie. 30 lat temu odbywał się Szlak Bałtycki, dzisiaj to jest Szlak Wolności. Wydaje mi się, że dla każdego Litwina to jest bardzo ważne wydarzenie – powiedziała Asta. – Dzisiaj zdałam sobie sprawę, że 30 lat temu miała siedem miesięcy – uśmiecha się.

23 sierpnia 1989 r. mieszkańcy Litwy, Łotwy i Estonii utworzyli żywy łańcuch o długości ponad 600 km. Szlak Bałtycki był wyrazem protestu blisko 2 milionów osób przeciwko ówczesnej sytuacji politycznej tych krajów wchodzących w skład Związku Radzieckiego. Dzień protestu wypadał w 50. rocznicę podpisania tajnego protokołu do paktu Ribbentrop-Mołotow o podziale stref wpływu w Europie, na którego skutek kraje bałtyckie popadły w zależność od Związku Radzieckiego.

Jonas zabrał ze sobą tęczową flagę, by w ten sposób wyrazić solidarność ze środowiskiem LGBT na Białorusi. – Na Litwie sytuacja osób LGBT nie jest do końca prawnie uregulowana, ale wydaje mi się, że mamy nie najgorzej. Nasi koledzy na Białorusi mają po prostu źle, więc nawet się nie zastanawiałem nad tym, czy iść, musiałem tu być – powiedział.

Władysław ze Związku Polaków na Litwie, który trzymał transparent: „Polacy z Wilna łączą się z całym Narodem Białorusi”, uważa, że obecność tłumów nie wynika z mody, ale z potrzeby ducha i wielopokoleniowych tradycji. - To świetna inicjatywa. Wspaniały happening. Tradycje związane z wolnościowymi akcjami są w naszych narodach we krwi – powiedział.

 - Przyszłam z trójką dzieci w wieku 8, 7 i 3 lat. Miałam potrzebę, żeby pokazać im, że tego typu akcje solidarnościowe mają ogromne znaczenie. To dobra lekcja historii. Bardzo kibicujemy Białorusinom. Chcemy, żeby byli tak wolni jak my – powiedziała Justina.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.